29.04.2024, 18:58 ✶
Wiedział, że Nicholas albo wróci późno, albo nie wróci wcale tamtego wieczoru. Przyjął to tak, jak zwykle przyjmował - krótkie skinięcie głową i brak pytań. Mimo iż mieszkał u niego blisko miesiąc, to wciąż był w mieszkaniu drugiego Niewymownego gościem. Sam zresztą nie raz i nie dwa robił dokładnie tak samo. Oboje mieli swoje życie i zobowiązania, które musieli wypełniać. I obaj nie zadawali zbyt wielu pytań. Dlatego też Lestrange nie czekał na powrót Nicka - położył się spać dość wcześnie, jak zwykle. Odzyskał rytm, chociaż został on zaburzony przez fakt, że dzielił z kimś mieszkanie. Mimo wszystko jednak wyglądało na to, że młody Niewymowny jako-tako odzyskał dawnego siebie i odzyskał dawne przyzwyczajenia. Jednym z takich przyzwyczajeń było dbanie o to, by ciało dostało to, czego chciało: sen, jedzenie, odpowiednie bodźce. A że pod koniec czerwca z tym pierwszym było naprawdę kiepsko, to zmiana w Rodolphusie była teraz wyraźniejsza i widoczna gołym okiem. Jakby odzyskał równowagę, zachwianą przez pewne wydarzenia.
Gdy Travers wstał rano, łóżko było puste. Cichy szum wody zza zamkniętych drzwi łazienki informował, że Lestrange brał prysznic. Była niedziela, ale to nie sprawiło, że ten postanowił spać dłużej. Tym bardziej zaczął doceniać rutynę, gdy ją stracił, więc nawet w dni wolne wstawał wcześnie. Jadł śniadanie i czasem wychodził, żeby zostawić Nicholasa samego, a czasem zostawał. Ot, jakby życie toczyło się normalnym torem. Gdy Nick był akurat w jadalni i opierał się o krzesło, woda przestała płynąć. A może nie płynęła od dłuższego czasu? Czy w ogóle zarejestrował cichy szum, tak skupiony na swoim samopoczuciu? Czy zarejestrował ciche naciśnięcie klamki, gdy Rodolphus wychodził z łazienki, połowicznie ubrany, w rozpiętej koszuli, zaczesując wilgotne czarne włosy w tył?
Jego życie niedawno zostało wywrócone do góry nogami więc tak w zasadzie po tym, co przeszedł, to spodziewał się wszystkiego. No, prawie wszystkiego, bo uniesione brwi i chwila zawahania, gdy dostrzegł opierającego się o krzesło Nicholasa, świadczyły o tym, że widoczny obrazek wykraczał poza "wszystko". Odchrząknął, nie chcąc pakować się między młot a kowadło, oferując pomoc, gdy ktoś mógł sobie tego nie życzyć. Nicka w podobnym stanie widział raz, ale zrzucił to na karb strachu, wtedy na Pokątnej. Teraz jednak co miałoby go wystraszyć? Duch prababki? Albo sama babka? Nikogo poza ich dwójką tu nie było, więc odpowiedź nasuwała się sama.
- Pomóc ci? - nie lubił zadawania idiotycznych pytań w stylu "czy wszystko w porządku?" gdy ewidentnie widział, że w porządku nie było. Nie zrobił jednak nawet jednego kroku w stronę Nicholasa, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że przecież ten może odmówić. Mógł nie chcieć, by ktokolwiek oglądał go w takim stanie. Zostawił sobie więc małą drogę ucieczki z powrotem do łazienki, gdyby Travers jednak postanowił go odgonić, jak natrętną muchę, chociaż poczuł w środku jakieś ściśnięcie. I absolutnie mu się to nie podobało.
Gdy Travers wstał rano, łóżko było puste. Cichy szum wody zza zamkniętych drzwi łazienki informował, że Lestrange brał prysznic. Była niedziela, ale to nie sprawiło, że ten postanowił spać dłużej. Tym bardziej zaczął doceniać rutynę, gdy ją stracił, więc nawet w dni wolne wstawał wcześnie. Jadł śniadanie i czasem wychodził, żeby zostawić Nicholasa samego, a czasem zostawał. Ot, jakby życie toczyło się normalnym torem. Gdy Nick był akurat w jadalni i opierał się o krzesło, woda przestała płynąć. A może nie płynęła od dłuższego czasu? Czy w ogóle zarejestrował cichy szum, tak skupiony na swoim samopoczuciu? Czy zarejestrował ciche naciśnięcie klamki, gdy Rodolphus wychodził z łazienki, połowicznie ubrany, w rozpiętej koszuli, zaczesując wilgotne czarne włosy w tył?
Jego życie niedawno zostało wywrócone do góry nogami więc tak w zasadzie po tym, co przeszedł, to spodziewał się wszystkiego. No, prawie wszystkiego, bo uniesione brwi i chwila zawahania, gdy dostrzegł opierającego się o krzesło Nicholasa, świadczyły o tym, że widoczny obrazek wykraczał poza "wszystko". Odchrząknął, nie chcąc pakować się między młot a kowadło, oferując pomoc, gdy ktoś mógł sobie tego nie życzyć. Nicka w podobnym stanie widział raz, ale zrzucił to na karb strachu, wtedy na Pokątnej. Teraz jednak co miałoby go wystraszyć? Duch prababki? Albo sama babka? Nikogo poza ich dwójką tu nie było, więc odpowiedź nasuwała się sama.
- Pomóc ci? - nie lubił zadawania idiotycznych pytań w stylu "czy wszystko w porządku?" gdy ewidentnie widział, że w porządku nie było. Nie zrobił jednak nawet jednego kroku w stronę Nicholasa, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że przecież ten może odmówić. Mógł nie chcieć, by ktokolwiek oglądał go w takim stanie. Zostawił sobie więc małą drogę ucieczki z powrotem do łazienki, gdyby Travers jednak postanowił go odgonić, jak natrętną muchę, chociaż poczuł w środku jakieś ściśnięcie. I absolutnie mu się to nie podobało.