29.04.2024, 19:55 ✶
Uśmiech Roberta Mulcibera niegdyś potrafił rozwiać chmury nad jej głową. Sprawić, że dzień stawał się lepszy, a pogoda w niej o wiele bardziej słoneczna i nadzwyczajna pamięć Very nadal posiadała te wspomnienia w swoich zbiorach.
Czy miał takie działanie na nią i teraz?
Nie, choć nie była tego do końca pewna. Na jej niekorzyść działało zaskoczenie spotkaniem, zwłaszcza w tym miejscu, które niegdyś tak mocno kojarzyło się z jego osobą. A może faktycznie był jej już obojętny? Minęło wszak sporo i jeszcze do niedawna sama Vera pozostawała w małżeństwie, które wszyscy uznaliby za szczęśliwe. Unosi kąciki pociągniętych czerwoną szminką warg, zupełnie tak, jakby jego uśmiech nadal na nią wpływał.
- Skoro ta myśl sprawia ci przyjemność… - Odpowiada, machając ręką. Nie o niego się obawiała. W czysto egoistycznym odruchu obawiała się o swoją reputację oraz karierę, zwłaszcza teraz, gdy niejednokrotnie miała ochotę zwyczajnie przegryźć kark swojemu zwierzchnikowi, byleby zająć jego miejsce. Nie byłoby dlań korzystnym gdyby teraz nakrył ktoś ich w jej gabinecie bądź przypadkiem usłyszał jaki to temat przyszło im teraz poruszać. A mimo to słuchał go uważnie. Wilcza wręcz ciekawość nie pozwala jej odpuścić, choć jakichś cichy głos z tyłu głowy podpowiada jej, że może tego pożałować. Ale czy naukowe zapędy warte były odnawiania znajomości z kimś, dla kogo w ostatecznym rachunku nie była wystarczająco dobra?
Nie wie, na te rozmyślania z pewnością jeszcze przyjdzie czas. Wie, że prowadzenie działalności na granicy moralności oraz prawa z pewnością będzie ryzykowne, a mimo to zielone ślepia uważnie przyglądają się jego twarzy. Przez chwilę próbuje przebić się spojrzeniem do jego duszy… Czy jej się udało? Nie przyzna się, to z pewnością. Znała go. Może miało to miejsce kilka lat temu, może oboje zdążyli się już zmienić… A jednak była niemal pewna, że w tym wszystkim kryje się jeszcze jeden haczyk.
Taki, o którym zapewne nie będzie jej dane szybko się dowiedzieć.
- Tik - tak.. - Odpowiada, gdy między smukłymi palcami znajduje się zapisana znanym pismem karteczka. Nie lubi, gdy narzuca jej się jakiekolwiek obostrzenia a jednak musi przyznać, że ten kocur doskonale wie, co robi. Tajemnicza oferta która może przepaść choćby przez chwilę nieuwagi wydawała się być pociągająca.
Czuje znajomy zapach perfum, gdy męskie ramię ociera się o jej. Niewielkie subtelności wyciągają z pamięci odpowiednie wspomnienia, które Vera ucina w samym zarodku. Nie mogła sobie przecież na to pozwolić. Nie mogła kierować się sentymentami w podejmowaniu podobnej decyzji, Tu liczyły się suche fakty, okrutny rachunek za oraz przeciw który przyjdzie jej wykonać kilkukrotnie nim podejmie jakąkolwiek decyzję. Odprowadza go wzrokiem aż pod same drzwi.
- Spróbowałbyś powiedzieć inaczej. - Odcina się w charakterystyczny dla siebie sposób, zupełnie jakby coś z tej starej Very nadal w niej pozostało. A może po prostu chciała, aby tak było? Brak pewności nieprzyjemnie gryzie, a gdy drzwi się zamykają vera opada na miękki fotel przesiąknięty znanym lecz niejako nowym zapachem.
Tik - tak.
Tik - tak.
Czy miał takie działanie na nią i teraz?
Nie, choć nie była tego do końca pewna. Na jej niekorzyść działało zaskoczenie spotkaniem, zwłaszcza w tym miejscu, które niegdyś tak mocno kojarzyło się z jego osobą. A może faktycznie był jej już obojętny? Minęło wszak sporo i jeszcze do niedawna sama Vera pozostawała w małżeństwie, które wszyscy uznaliby za szczęśliwe. Unosi kąciki pociągniętych czerwoną szminką warg, zupełnie tak, jakby jego uśmiech nadal na nią wpływał.
- Skoro ta myśl sprawia ci przyjemność… - Odpowiada, machając ręką. Nie o niego się obawiała. W czysto egoistycznym odruchu obawiała się o swoją reputację oraz karierę, zwłaszcza teraz, gdy niejednokrotnie miała ochotę zwyczajnie przegryźć kark swojemu zwierzchnikowi, byleby zająć jego miejsce. Nie byłoby dlań korzystnym gdyby teraz nakrył ktoś ich w jej gabinecie bądź przypadkiem usłyszał jaki to temat przyszło im teraz poruszać. A mimo to słuchał go uważnie. Wilcza wręcz ciekawość nie pozwala jej odpuścić, choć jakichś cichy głos z tyłu głowy podpowiada jej, że może tego pożałować. Ale czy naukowe zapędy warte były odnawiania znajomości z kimś, dla kogo w ostatecznym rachunku nie była wystarczająco dobra?
Nie wie, na te rozmyślania z pewnością jeszcze przyjdzie czas. Wie, że prowadzenie działalności na granicy moralności oraz prawa z pewnością będzie ryzykowne, a mimo to zielone ślepia uważnie przyglądają się jego twarzy. Przez chwilę próbuje przebić się spojrzeniem do jego duszy… Czy jej się udało? Nie przyzna się, to z pewnością. Znała go. Może miało to miejsce kilka lat temu, może oboje zdążyli się już zmienić… A jednak była niemal pewna, że w tym wszystkim kryje się jeszcze jeden haczyk.
Taki, o którym zapewne nie będzie jej dane szybko się dowiedzieć.
- Tik - tak.. - Odpowiada, gdy między smukłymi palcami znajduje się zapisana znanym pismem karteczka. Nie lubi, gdy narzuca jej się jakiekolwiek obostrzenia a jednak musi przyznać, że ten kocur doskonale wie, co robi. Tajemnicza oferta która może przepaść choćby przez chwilę nieuwagi wydawała się być pociągająca.
Czuje znajomy zapach perfum, gdy męskie ramię ociera się o jej. Niewielkie subtelności wyciągają z pamięci odpowiednie wspomnienia, które Vera ucina w samym zarodku. Nie mogła sobie przecież na to pozwolić. Nie mogła kierować się sentymentami w podejmowaniu podobnej decyzji, Tu liczyły się suche fakty, okrutny rachunek za oraz przeciw który przyjdzie jej wykonać kilkukrotnie nim podejmie jakąkolwiek decyzję. Odprowadza go wzrokiem aż pod same drzwi.
- Spróbowałbyś powiedzieć inaczej. - Odcina się w charakterystyczny dla siebie sposób, zupełnie jakby coś z tej starej Very nadal w niej pozostało. A może po prostu chciała, aby tak było? Brak pewności nieprzyjemnie gryzie, a gdy drzwi się zamykają vera opada na miękki fotel przesiąknięty znanym lecz niejako nowym zapachem.
Tik - tak.
Tik - tak.
Koniec sesji