21.12.2022, 11:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2022, 11:47 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby zadał pytanie Brennie, o to, kim jest ten ktoś rozsądny, pewnie otworzyłaby usta, a potem… nie udzieliła odpowiedzi. Bo miał rację. Gdyby wzięli u Mavelle, wyszliby z jakimiś pięcioma zwierzakami. Jeśli przyprowadziliby Dorę, na pewno szybko przekonaliby ją, że jeden pies będzie miał problemy z zaklimatyzowaniem się w nowym miejscu, a poza tym zostanie zamęczony, gdy każdy będzie chciał iść z nim na spacer. Ojciec, mimo całej swojej surowości, ustąpiłby przed smutnym spojrzeniem córki… jedyną, która może, tylko może, by się nie złamała, byłaby mama.
Ale pewnie dlatego nie chciała tu z nimi przyjść. Bycie twardą za wiele by ją kosztowało.
- Nie cierpię, kiedy masz rację – westchnęła Brenna. W uszach niemal rozbrzmiał jej trzask, gdy oto postanowienie twarde jak głaz „bierzemy jednego psa” rozpadło się na setki kawałków. A przecież ledwo weszli do schroniska.
Poklepała go po ramieniu, trochę rozczulona, kiedy zaproponował, że powiedzą, że jego leki podrożały. Było to kochane, ale jeszcze nie upadła aż tak nisko, by ukrywać swoje wydatki pod pretekstem zakupu specyfików dla brata.
- Nie trzeba. Żadnych książek w tym miesiącu, obniżę liczbę pączków i wyjdę na zero – zapewniła. No, mniej więcej. Też żadnych ubrań i innych niepotrzebnych wydatków, ale po prawdzie Brenna naprawdę więcej monet wydawała na innych niż na siebie, nie było więc to takim problemem. Pensję miała niezłą, koszty życia zerowe, a jeszcze rodzice odkąd się urodzili aż do rozpoczęcia przez nich pracy co miesiąc odkładali im na skrytki w Gringottcie pewną sumę, by zabezpieczyć ich przyszłość…
Kątem oka obserwowała przez chwilę brata i psiaka, ale po chwili przykucnęła przy wejściu do boksu, na który się zapatrzyła. Pies podszedł, spojrzał na nią, machnął ogonem, po czym… wrócił do kąta. Jakby doskonale wiedział, że i tak nie zostanie wybrany.
– Dałeś mu nadzieję, to teraz idzie z nami do domu – oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, spoglądając na moment na brata, mniej więcej w tej samej chwili, w której on spojrzał na nią, by pochwalić się, że psiak do niego podszedł.
No nie, nie mogli tak po prostu zostawić go w boksie po tym, jak Erik obudził w psim sercu marzenia o własnym domu i ludziach. Jej zdaniem jedno miejsce na psa w domu Longbottomów zostało właśnie zaklepane.
Gdy spytał zaś, czy jest pewna…
…wahała się jakieś pięć sekund. Była?
– Jestem – zdecydowała. Przecież nikt inny go nie adoptuje, prawda? A to jak wrócił do swojego kąta, łamało jej serce. – Nie wyjdę stąd bez niego. Jeśli trzeba, zamieszkam razem z nim w boksie. Trochę mały, ale jakoś się pomieścimy. Przyniosę sobie kocyk i w ogóle – zapewniła. Chyba trochę ją zaćmiło, bo przed chwilą sama tłumaczyła, że jest dla nich ważne, aby pies nie był agresywny, i by dobrze reagował na inne psy, przecież bywa u nich pewien wilczur (ehem, konkretnie to wilczyca, znaczy się ona).
– Ma jakieś niespełna trzy lata i jest w schronisku od roku – poinformował pracownik. – Ktoś go wyrzucił, kiedy przestał być szczeniakiem, błąkał się kilka miesięcy i trafił do nas w marnym stanie, z chorobą skóry i wygłodzony. Raczej piękniejszy już nie będzie.
– Liczy się wnętrze – oświadczyła Brenna bez mrugnięcia okiem, całkowicie wbrew maksymom rodu Potterów, z którego pochodziła po kądzieli (co dawało jej stały dostęp do najlepszych szamponów na rynku).
Ale pewnie dlatego nie chciała tu z nimi przyjść. Bycie twardą za wiele by ją kosztowało.
- Nie cierpię, kiedy masz rację – westchnęła Brenna. W uszach niemal rozbrzmiał jej trzask, gdy oto postanowienie twarde jak głaz „bierzemy jednego psa” rozpadło się na setki kawałków. A przecież ledwo weszli do schroniska.
Poklepała go po ramieniu, trochę rozczulona, kiedy zaproponował, że powiedzą, że jego leki podrożały. Było to kochane, ale jeszcze nie upadła aż tak nisko, by ukrywać swoje wydatki pod pretekstem zakupu specyfików dla brata.
- Nie trzeba. Żadnych książek w tym miesiącu, obniżę liczbę pączków i wyjdę na zero – zapewniła. No, mniej więcej. Też żadnych ubrań i innych niepotrzebnych wydatków, ale po prawdzie Brenna naprawdę więcej monet wydawała na innych niż na siebie, nie było więc to takim problemem. Pensję miała niezłą, koszty życia zerowe, a jeszcze rodzice odkąd się urodzili aż do rozpoczęcia przez nich pracy co miesiąc odkładali im na skrytki w Gringottcie pewną sumę, by zabezpieczyć ich przyszłość…
Kątem oka obserwowała przez chwilę brata i psiaka, ale po chwili przykucnęła przy wejściu do boksu, na który się zapatrzyła. Pies podszedł, spojrzał na nią, machnął ogonem, po czym… wrócił do kąta. Jakby doskonale wiedział, że i tak nie zostanie wybrany.
– Dałeś mu nadzieję, to teraz idzie z nami do domu – oświadczyła tonem nieznoszącym sprzeciwu, spoglądając na moment na brata, mniej więcej w tej samej chwili, w której on spojrzał na nią, by pochwalić się, że psiak do niego podszedł.
No nie, nie mogli tak po prostu zostawić go w boksie po tym, jak Erik obudził w psim sercu marzenia o własnym domu i ludziach. Jej zdaniem jedno miejsce na psa w domu Longbottomów zostało właśnie zaklepane.
Gdy spytał zaś, czy jest pewna…
…wahała się jakieś pięć sekund. Była?
– Jestem – zdecydowała. Przecież nikt inny go nie adoptuje, prawda? A to jak wrócił do swojego kąta, łamało jej serce. – Nie wyjdę stąd bez niego. Jeśli trzeba, zamieszkam razem z nim w boksie. Trochę mały, ale jakoś się pomieścimy. Przyniosę sobie kocyk i w ogóle – zapewniła. Chyba trochę ją zaćmiło, bo przed chwilą sama tłumaczyła, że jest dla nich ważne, aby pies nie był agresywny, i by dobrze reagował na inne psy, przecież bywa u nich pewien wilczur (ehem, konkretnie to wilczyca, znaczy się ona).
– Ma jakieś niespełna trzy lata i jest w schronisku od roku – poinformował pracownik. – Ktoś go wyrzucił, kiedy przestał być szczeniakiem, błąkał się kilka miesięcy i trafił do nas w marnym stanie, z chorobą skóry i wygłodzony. Raczej piękniejszy już nie będzie.
– Liczy się wnętrze – oświadczyła Brenna bez mrugnięcia okiem, całkowicie wbrew maksymom rodu Potterów, z którego pochodziła po kądzieli (co dawało jej stały dostęp do najlepszych szamponów na rynku).
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.