Zastanawiała się, czy to izolowanie Samuela przed światem było dla niego dobrym rozwiązaniem. Jego rodzice jakby nie patrzeć wybrali trochę dla niego ten los, wyrzutka, którym stał się mieszkając w Kniei. Wydawało jej się, że Dumbeldore znalazłby jakiś sposób, żeby mógł się uczyć w szkole tak, by nie być niebezpiecznym ani dla siebie, ani dla innych. Izolacja nie zawsze była dobrym rozwiązaniem. Mogła wydawać mu się teraz mocno zamyślona, bo nasuwało jej się wiele pytań. Co jeśli Mabel powtórzy jego los? Co jeśli i u niej ujawni się klątwa? Martwiło ją to strasznie, bo przecież Hogwart był spełnieniem marzeń każdego czarodziejskiego dzieciaka. Czekali z utęsknieniem na list, który zaprosi ich do magicznej szkoły, co jeśli ona zostanie pozbawiona tej możliwości?
Kolejne pytania, nie do końca tego się spodziewała. Nie wiedziała, jakich słów używać, aby nie wprowadzać niepotrzebnego zamętu, bo to co mu przekazała chyba nie do końca zostało odebrane w taki sposób, w jaki chciała. Odetchnęła głęboko, żeby uspokoić myśli. - Erik jest dla mnie jak Thomas, mój brat, tylko trochę bardziej, w sensie kocham go jak brata, ale mogę mu powiedzieć więcej, niż rodzonemu bratu. Nie wiem dlaczego się tak polubiliśmy, nie potrafię wyjaśnić tej więzi, ale jest jedną z najbliższych mi osób, tak po prostu. Wiem, że przed nim zawsze mogę być sobą, nie muszę mieć tajemnic, bo nigdy mnie nie ocenia, a zawsze pomoże. - Bywały chwile, kiedy się kłócili, lecz to tylko krótkie, aczkolwiek bardzo dramatyczne epizody. Nie umieli się na siebie złościć zbyt długo, bardzo szybko łagodnieli i wyjaśniali niesnaski, jakie się pojawiały. Longbottom po prostu przy niej był, zawsze, kiedy tego potrzebowała i ona dawała mu to samo.
- Jednak nigdy nie patrzyłam na niego, jak na potencjalnego chłopaka, od samego początku byliśmy dla siebie czymś zupełnie innym. - Próbowała mu to ponownie wyjaśnić. Mówiła coraz ciszej, jakby nie umiała ubrać swoich myśli w słowa, nie chciała zbytnio zamieszać mu w głowie tym, co mu przekazywała. Miała jednak wrażenie, że trochę już na to za późno. - Sam, ja naprawdę nie kocham ludzi w ten sposób. - Na opak wziął jej słowa, bała się, że pomyślał sobie, że skacze z kwiatka na kwiatek rozdając swoją miłość komu popadnie.
Nie chciał, żeby ktokolwiek ją dotykał? To mogło być zbyt wiele, bo przecież ciągle kogoś dotykała, czy ją ktoś dotykał ze zwykłej troski. Nie miała pojęcia, czy w ogóle byłaby w stanie nad tym zapanować, bo było to dla niej naturalne. - Nie chcesz, żeby ktokolwiek mnie dotykał? - Wolała się upewnić, czy dobrze zrozumiała jego myśli. Czy miałaby już nigdy nie przytulić się do Erika, czy innych bliskich? Próbowała to zrozumieć, jednak chyba nie do końca jej to wychodziło.