29.04.2024, 22:26 ✶
Niektóre kobiety stworzone są do roli matki. Kochającej, otulającej ciepłym, wyrozumiałym ramieniem oraz wstającej wcześnie rano podczas dni wolnych, aby przyrządzić smakowite naleśniki na śniadanie. Matki, która utuli do snu i stanie się powierniczką wszelkich tajemnic. Matką, która ukaże czym jest prawdziwa, bezwarunkowa miłość.
Vera od najmłodszych lat wie doskonale iż jej rola matki nie była pisana. Z biegiem lat nie odczuwała w sobie choćby najmniejszej chęci, by wypchnąć ze swojej miednicy stworzenie wielkości dorodnego arbuza. Jeden raz, gdy… Nie, to była przeszłość o której winna zapomnieć.
Pisana zato była jej rola ciotki. Tej kobiety, która podczas rodzinnych przyjęć nonszalancko przechadzała się po rodzinnej posiadłości z kieliszkiem wina, by śmiało wypowiadać to, co cisnęło się wszystkim na usta. Tej, która pomagała wykaraskać się z problemów i ukryć przed własnym bratem to, co mogłoby przyprawić go o zawał i która rozpieszczała bratanków za każdym razem, gdy przyszło im się spotkać.
Tak, pisana jej była rola ciotki.
I choć on odsuwał się nieprzyjemnie od rodziny, ona zawsze miała na niego oko. Głównie na korytarzach Departamentu Tajemnic, gdy zerka czy jest cały bądź niby przypadkiem w niewidzialnej formie zasłuchuje plotek i półsłówek o nim. Nie potrafi inaczej, przed oczami nadal mając chłopca z jakim przyszło jej się bawić lata temu.
Chłopiec co prawda już dawno stał się mężczyzną, lecz gdy widzi notatkę spisaną jego dłonią martwi się równie mocno, jak wtedy gdy podczas jednego ze spacerów postanowił skryć się przed nią za jednym z krzewów. Wyznacza więc miejsce spotkania i nim się ogląda już przykłada usta do jego policzka, zielonym spojrzeniem próbując przedrzeć się do jego duszy.
W co się wpakowałeś szkrabie?
Ciśnie się na usta, choć szkrabem z pewnością już nie jest. Wsuwa więc subtelnie dłoń pod jego ramię i prowadzi znaną sobie ulicą. Pomija wszelkie trywialne pytania o przebieg dnia bądź komentarze o pogodzie - wszak oboje wiedzą, że potrafią lepiej.
Zamyka w końcu za nimi drzwi i łapie oddech pełen ulgi. Własne cztery kąty zawsze wiązały się z poczuciem bezpieczeństwa, jaki potrafiło roztaczać znajome otoczenie. Eleganckie wnętrze wskazywało, iż zamieszkuje je kobieta z klasą i jedynie kilka ramek ze zdjęciami, z których spoglądał na nich jej mąż - nieboszczyk psuły ogólny nastrój mieszkania.
- Napijesz się czegoś? - Pyta, gestem wskazując aby się rozgościł. Zdawała się być ostoją spokoju, choć niepokój zakradał się do jej serca. I jedynie fakt, iż jej palce zdają się w powietrzu przesuwać po bliżej nieznanych przedmiotach może to zdradzić.
Vera od najmłodszych lat wie doskonale iż jej rola matki nie była pisana. Z biegiem lat nie odczuwała w sobie choćby najmniejszej chęci, by wypchnąć ze swojej miednicy stworzenie wielkości dorodnego arbuza. Jeden raz, gdy… Nie, to była przeszłość o której winna zapomnieć.
Pisana zato była jej rola ciotki. Tej kobiety, która podczas rodzinnych przyjęć nonszalancko przechadzała się po rodzinnej posiadłości z kieliszkiem wina, by śmiało wypowiadać to, co cisnęło się wszystkim na usta. Tej, która pomagała wykaraskać się z problemów i ukryć przed własnym bratem to, co mogłoby przyprawić go o zawał i która rozpieszczała bratanków za każdym razem, gdy przyszło im się spotkać.
Tak, pisana jej była rola ciotki.
I choć on odsuwał się nieprzyjemnie od rodziny, ona zawsze miała na niego oko. Głównie na korytarzach Departamentu Tajemnic, gdy zerka czy jest cały bądź niby przypadkiem w niewidzialnej formie zasłuchuje plotek i półsłówek o nim. Nie potrafi inaczej, przed oczami nadal mając chłopca z jakim przyszło jej się bawić lata temu.
Chłopiec co prawda już dawno stał się mężczyzną, lecz gdy widzi notatkę spisaną jego dłonią martwi się równie mocno, jak wtedy gdy podczas jednego ze spacerów postanowił skryć się przed nią za jednym z krzewów. Wyznacza więc miejsce spotkania i nim się ogląda już przykłada usta do jego policzka, zielonym spojrzeniem próbując przedrzeć się do jego duszy.
W co się wpakowałeś szkrabie?
Ciśnie się na usta, choć szkrabem z pewnością już nie jest. Wsuwa więc subtelnie dłoń pod jego ramię i prowadzi znaną sobie ulicą. Pomija wszelkie trywialne pytania o przebieg dnia bądź komentarze o pogodzie - wszak oboje wiedzą, że potrafią lepiej.
Zamyka w końcu za nimi drzwi i łapie oddech pełen ulgi. Własne cztery kąty zawsze wiązały się z poczuciem bezpieczeństwa, jaki potrafiło roztaczać znajome otoczenie. Eleganckie wnętrze wskazywało, iż zamieszkuje je kobieta z klasą i jedynie kilka ramek ze zdjęciami, z których spoglądał na nich jej mąż - nieboszczyk psuły ogólny nastrój mieszkania.
- Napijesz się czegoś? - Pyta, gestem wskazując aby się rozgościł. Zdawała się być ostoją spokoju, choć niepokój zakradał się do jej serca. I jedynie fakt, iż jej palce zdają się w powietrzu przesuwać po bliżej nieznanych przedmiotach może to zdradzić.