30.04.2024, 09:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2024, 09:44 przez Brenna Longbottom.)
Rzut co zrobi poltergeist, czyli to kości decydują, że wszystko przydarza się Brennie
– Moje priorytety to pączki, Vinnie. Ale zaraz za nimi znajdzie się własny egzorcysta – odparła Brenna, a ton miała taki, że równie dobrze mogła żartować, jak właśnie planować, w jaki sposób porwać jakiegoś egzorcystę i skłonić go do współpracy z Zakonem Feniksa, prośbą, groźbą i przekupstwem. – Poza tym naprawdę nie chciałam podpaść McGonagall.
Minerva była jedyną hogwarcką profesorką, której Brenna się trochę bała, ale przede wszystkim ją szanowała. I może dobrze, bo to chociaż odrobinę Brennę trzymało w Hogwarcie w ryzach – a była nie tyleż rozrabiaką, ile uczennicą nazbyt ciekawostką, trochę zbyt bezczelną i bardzo skłonną do pakowania się w kłopoty. Pewnie gdyby McGonagall stanęła teraz przed nią i zapytała, co Brenna z tym domem wyrabia, odruchowo stanęłaby na baczność – a nie stawała na baczność nawet przed swoim szefem.
Szybko jednak okazało się, że mają tutaj dużo większy problem.
Żadnych odcisków palców. Żadnych śladów świadczących o czyjejkolwiek obecności – a przynajmniej o czyjejś obecności w ciągu ostatnich paru minut. Za to był spadający regał, lecący na Brennę, Brenna potykająca się przy próbie uniku o zrzucone z półek książki i ten niebezpieczny moment, w którym leciała głową prosto na kant biurka. Idealne warunki do rozbicia sobie głowy w najlepszym wypadku i do bardzo, bardzo głupiej śmierci w najgorszym.
Vincent zdążył pociągnąć ją w bok na tyle, że zamiast walnąć głową o ostry róg blatu, poleciała na podłogę, obijając się przy tym, ale przynajmniej nic nie zagrażało jej życiu i zdrowiu… to znaczy, przez chwilę.
Bo poltergeist wcale nie skończył swoich wyczynów.
Percepcja, czy zauważy odkręcany żyrandol
Ok, tak, więc unik:
Brenna zaczęła gramolić się z podłogi, palce wciąż kurczowo zaciskając na swojej różdżce. Nie dziękowała w tej chwili, bo to nie tak, że nie była wdzięczna, ale nie miała pojęcia, co tu się do licha dzieje. I może dzięki temu wyłapała... dźwięk. Dziwny dźwięk, który też kojarzył się jej z Irytkiem i Hogwartem.
Zadarła głowę.
A sekundę później znów była na podłodze, przetaczając się po niej - tym razem bardzo zgrabnie, tak że żyrandol, który walnął o posadzkę u stóp Vincenta, nawet jej nie drasnął, a ona płynnym ruchem poderwała się na równe nogi.
- Noż jasny szlag - warknęła, unosząc różdżkę. Duchy nie miały ciała, ale poltergeisty były częściowo materialne... tyle że częściowo odporne na większość czarów, niestety i nie miała cholernego pojęcia, co zrobić. Znów próbować rozproszyć magię, jak kiedyś z Sebastianem...?
– Moje priorytety to pączki, Vinnie. Ale zaraz za nimi znajdzie się własny egzorcysta – odparła Brenna, a ton miała taki, że równie dobrze mogła żartować, jak właśnie planować, w jaki sposób porwać jakiegoś egzorcystę i skłonić go do współpracy z Zakonem Feniksa, prośbą, groźbą i przekupstwem. – Poza tym naprawdę nie chciałam podpaść McGonagall.
Minerva była jedyną hogwarcką profesorką, której Brenna się trochę bała, ale przede wszystkim ją szanowała. I może dobrze, bo to chociaż odrobinę Brennę trzymało w Hogwarcie w ryzach – a była nie tyleż rozrabiaką, ile uczennicą nazbyt ciekawostką, trochę zbyt bezczelną i bardzo skłonną do pakowania się w kłopoty. Pewnie gdyby McGonagall stanęła teraz przed nią i zapytała, co Brenna z tym domem wyrabia, odruchowo stanęłaby na baczność – a nie stawała na baczność nawet przed swoim szefem.
Szybko jednak okazało się, że mają tutaj dużo większy problem.
Żadnych odcisków palców. Żadnych śladów świadczących o czyjejkolwiek obecności – a przynajmniej o czyjejś obecności w ciągu ostatnich paru minut. Za to był spadający regał, lecący na Brennę, Brenna potykająca się przy próbie uniku o zrzucone z półek książki i ten niebezpieczny moment, w którym leciała głową prosto na kant biurka. Idealne warunki do rozbicia sobie głowy w najlepszym wypadku i do bardzo, bardzo głupiej śmierci w najgorszym.
Vincent zdążył pociągnąć ją w bok na tyle, że zamiast walnąć głową o ostry róg blatu, poleciała na podłogę, obijając się przy tym, ale przynajmniej nic nie zagrażało jej życiu i zdrowiu… to znaczy, przez chwilę.
Bo poltergeist wcale nie skończył swoich wyczynów.
Percepcja, czy zauważy odkręcany żyrandol
Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!
Sukces!
Ok, tak, więc unik:
Rzut PO 1d100 - 96
Sukces!
Sukces!
Brenna zaczęła gramolić się z podłogi, palce wciąż kurczowo zaciskając na swojej różdżce. Nie dziękowała w tej chwili, bo to nie tak, że nie była wdzięczna, ale nie miała pojęcia, co tu się do licha dzieje. I może dzięki temu wyłapała... dźwięk. Dziwny dźwięk, który też kojarzył się jej z Irytkiem i Hogwartem.
Zadarła głowę.
A sekundę później znów była na podłodze, przetaczając się po niej - tym razem bardzo zgrabnie, tak że żyrandol, który walnął o posadzkę u stóp Vincenta, nawet jej nie drasnął, a ona płynnym ruchem poderwała się na równe nogi.
- Noż jasny szlag - warknęła, unosząc różdżkę. Duchy nie miały ciała, ale poltergeisty były częściowo materialne... tyle że częściowo odporne na większość czarów, niestety i nie miała cholernego pojęcia, co zrobić. Znów próbować rozproszyć magię, jak kiedyś z Sebastianem...?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.