Nie wiem. Odpowiedź, która mówiła wszystko, a jednocześnie sprawiała, że Cain wypuścił powietrze z płuc w odruchu niechęci. Skoro nie wie to znaczy, że są takie podejrzenia. Skoro są takie podejrzenia to Bletchley nie mógłby tego nie sprawdzić i to z wielu względów. Na ile istotne było, żeby ten człowiek tutaj był bezpieczny? Zadbanie o siebie samego stanowiło czasami największe wyzwanie. Choć byli tacy, którzy chcieli, żeby o nich zadbano, bo sami nie potrafili. Archie? Robił co mógł. Czasami to było za mało.
- Na imię mi Raziela, Archie. - Przedstawił się, chociaż Archie nie będzie tego pamiętał. - Pomagałeś mi zyskiwać informację na temat ludzi, którzy chcą krzywdzić takich jak ty. - Nie jemu bezpośrednio, ale Cain układał narrację pod to, co mu pasowało i tak, żeby postarać się trafić do tego człowieka bez tańczenia na koniuszkach palców. - Dziękuję za pomoc i wybacz, proszę, te środki ostrożności. Kontakt ostatnio mi się z tobą urwał i bałem się, że ktoś zaczął się pod ciebie podszywać. - Cain opuścił różdżkę w ramach pokazania, że rzeczywiście tych złych zamiarów nie ma. - Nie jesteś pewien, czy Śmierciożercy są w twoim otoczeniu. Możemy spróbować to odkryć, jeśli pozwolisz sobie pomóc. I już nigdy więcej mnie nie zobaczysz. Wystarczająco wiele zrobiłeś, dziękuję. Czas, żebym to ja zrobił coś dla ciebie. - Wahadełko leniwie bujało się zwieszone z palców Caina, kiedy już ściągnął rzemień z szyi.
Na hipnozę.
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Sukces!