Wiedziała, że możliwość spotkania się z kolejną klątwą będzie dla Florence dobrym pretekstem do wejścia do lasu. Miała świadomość, że nie wszyscy, jak ona muszą kochać te miejsce. Niektórzy nie pasowali do dziczy wcale, nie uważała tego, za coś złego, każdy przecież był inny. Florence świetnie odnajdywała się w szpitalu, w którym z kolei Yaxley czuła się jak zwierze zamknięte w klatce, zaczynała panikować, gdy tylko znajdowała się w środku, bała się, że kiedyś ktoś zechce zatrzymać ją tam na dłużej, a tego by chyba nie zniosła. Dlatego strasznie unikała takich miejsc.
Nie musiała długo czekać, Bulstrode pojawiła się o czasie. Geraldine zdążyła dopalić fajkę, nim się z nią przywitała. Zdeptała niedopałek po czym ruszyła w stronę zbliżającej się do niej sylwetki, nadal z tym ogromnym uśmiechem na ustach. Naprawdę cieszyła się, że przyjaciółka zgodziła się jej towarzyszyć w tej małej eskapadzie.
- Cześć Florence. - Przywitała się krótko i zmierzyła przy tym kobietę wzorkiem. Przygotowała się do tej wyprawy, ale nadal była taka idealna, jakby wszystko musiało do siebie pasować. Była pod tym względem jej przeciwieństwem, zresztą jak chyba we wszystkim, aż dziwne, że potrafiły się przy tych różnicach całkiem lekko dogadywać.
- Z tego, co się orientuję, musimy wejść trochę w las i powinien być ten zagajnik, mam nadzieję, że jesteś gotowa na krótki spacer, znaczy widzę, że jesteś, ale jakby coś się działo to mów. - Wtedy ona się tym zajmie. Lasy bywały niebezpieczne, zdawała sobie z tego sprawę. Miała jednak nadzieję, że dzisiaj nic ich nie zaskoczy, że wszystko pójdzie gładko i znajdą to, czego szukają.
Weszła w las pierwsza, wydawała się wiedzieć dokąd mają iść. Tempo chodu jakie im narzuciła było raczej wolne, jak na nią, nie chciała przegonić Florence po tej dziczy.
Szła przed siebie w milczeniu, nie była dobra w pogawędkach, wreszcie znalazły się w głębi lasu, ten zagajnik powinien być już niedaleko.
!magicznedrzewa