30.04.2024, 13:33 ✶
– Miejmy jednak nadzieję, że następnym razem wpadniemy na siebie znowu na ulicy, a nie gdy wydarzy się coś nagłego – stwierdził jeszcze, bo nie ważne jakby nie narzekałby na czyjeś nagłe przypadki i głupotę, to naprawdę nie chciał by ktokolwiek kogo znał wpakowywał się w ryzykowne sytuacje. A z tym, że nigdy tak nie będzie, a jego bliscy najwyraźniej bardzo lubili się wykrwawiać już dawno się pogodził. Ale pomarzyć zawsze było można.
W całej swojej miłości do tego typu gier i być może lekkiego braku kontroli, Prewett wciąż starał się zachowywać jakieś resztki rozsądku. Znał wystarczająco dużo sytuacji z kasyn, by pilnować się na tyle, by w najgorszym wypadku stracić wszystkie pieniądze, a nie kończyny. Na razie nie stracił ani jednego, ani drugiego, więc chyba było dobrze.
– No cóż, nie wiem, czy warto by było psuć sobie takie miłe spotkanie nudną grą o nic – zauważył, posyłając jej uśmiech osoby, która była gotowa grać na poważnie, ale zanim rozdał karty, szybko jeszcze przetarł powierzchnię stołu chusteczką. Zazwyczaj nosił przy sobie dwie talie kart, tę bardziej klasyczną, chociaż wciąż nieco ładniejszą, od zwykłych, które można było dostać w pierwszym lepszym sklepie. I tę, którą naprawdę lubił, z grafiką przedstawiającą wymarłe już gatunki zwierząt. Tymi drugim oczywiście nie grał z każdą przypadkową osobą w obawie, że ktoś je jeszcze zniszczy, ale teraz to właśnie ją wyłożył. Dlatego tak dokładnie przetarł stół. Chociaż patrząc na zawód Geraldine mogło to wyglądać nieco złośliwie z jego strony.
Pierwsza runda się rozpoczęła. Basilius uśmiechnął się do czarownicy po raz ostatni, a potem jego mina przybrała kamienny wyraz, wprawionego pokerzysty.
W całej swojej miłości do tego typu gier i być może lekkiego braku kontroli, Prewett wciąż starał się zachowywać jakieś resztki rozsądku. Znał wystarczająco dużo sytuacji z kasyn, by pilnować się na tyle, by w najgorszym wypadku stracić wszystkie pieniądze, a nie kończyny. Na razie nie stracił ani jednego, ani drugiego, więc chyba było dobrze.
– No cóż, nie wiem, czy warto by było psuć sobie takie miłe spotkanie nudną grą o nic – zauważył, posyłając jej uśmiech osoby, która była gotowa grać na poważnie, ale zanim rozdał karty, szybko jeszcze przetarł powierzchnię stołu chusteczką. Zazwyczaj nosił przy sobie dwie talie kart, tę bardziej klasyczną, chociaż wciąż nieco ładniejszą, od zwykłych, które można było dostać w pierwszym lepszym sklepie. I tę, którą naprawdę lubił, z grafiką przedstawiającą wymarłe już gatunki zwierząt. Tymi drugim oczywiście nie grał z każdą przypadkową osobą w obawie, że ktoś je jeszcze zniszczy, ale teraz to właśnie ją wyłożył. Dlatego tak dokładnie przetarł stół. Chociaż patrząc na zawód Geraldine mogło to wyglądać nieco złośliwie z jego strony.
Pierwsza runda się rozpoczęła. Basilius uśmiechnął się do czarownicy po raz ostatni, a potem jego mina przybrała kamienny wyraz, wprawionego pokerzysty.
Rzut 1d100 - 61