30.04.2024, 14:59 ✶
– Myślę, że trochę oba, ale spokojnie, do pełnego załamania nerwowego jeszcze mi trochę brakuje. – A przynajmniej taką miał nadzieję. Naprawdę nie uśmiechało mu się przyjmowanie kolejnych eliksirów tylko dlatego, że jego psychika uznała, że te piątki trzynastego to dla niej za dużo. Poza tym chyba były lepsze metody na załamanie uzdrowiciela, niż to. – Nie, nie zdarza. – A wiem co mówię, bo w kasynach bywam często i trochę o nich wiem i naprawdę pierwszy raz sytuacja eskalowała do takiego stopnia na moich oczach.
– Noże? – parsknął śmiechem, tym razem szczerze rozbawiony. – Po co? Abyście dźgali ich tępą stroną dziecięcych chuliganów w kostki?
Chociaż rzeczywiście swoje pierwsze karty dostał, gdy był jeszcze dzieckiem i to od kogoś ze swojej rodziny. Pewnie dalej je gdzieś miał.
– W takim razie poker – skinął głową, całkiem zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Wojna to jednak nie byłoby to samo.
– Tak, oczywiście – zapewnił ją, w myślach żartobliwie dodającs, że gdyby chciał z jakiegoś dziwnego powodu wyciągnąć od kogoś tajemnicę służbowe, czy też rodzinne to pewnie najpierw, by tego kogoś upił, a potem zasugerował grę. Ale rozumiał jej deklarację. Nawet jeśli nie zamierzał niczego od niej wyciągać to przecież sam wiedział, jak trzeba było uważać przy takich grach. Zawsze lepiej tracić pieniądze, niż zdradzać poufne informacje.
W przeciwieństwie do Brenny, chwycił swoje karty wprawnym ruchem, jednocześnie będąc gotowy pomóc jej ułożyć jej własne, gdyby miała większe problemu, lub odpowiedzieć na jakieś pytanie dotyczące zasad, które mogłaby mieć. Co nie znaczyło oczywiście, że zamierzał dawać jej jakiekolwiek fory. O nie. Brenna mogła liczyć na taką samą kamienną twarz, jak w przypadku jego rozgrywek z kimkolwiek innym.
– Noże? – parsknął śmiechem, tym razem szczerze rozbawiony. – Po co? Abyście dźgali ich tępą stroną dziecięcych chuliganów w kostki?
Chociaż rzeczywiście swoje pierwsze karty dostał, gdy był jeszcze dzieckiem i to od kogoś ze swojej rodziny. Pewnie dalej je gdzieś miał.
– W takim razie poker – skinął głową, całkiem zadowolony z takiego obrotu sytuacji. Wojna to jednak nie byłoby to samo.
– Tak, oczywiście – zapewnił ją, w myślach żartobliwie dodającs, że gdyby chciał z jakiegoś dziwnego powodu wyciągnąć od kogoś tajemnicę służbowe, czy też rodzinne to pewnie najpierw, by tego kogoś upił, a potem zasugerował grę. Ale rozumiał jej deklarację. Nawet jeśli nie zamierzał niczego od niej wyciągać to przecież sam wiedział, jak trzeba było uważać przy takich grach. Zawsze lepiej tracić pieniądze, niż zdradzać poufne informacje.
W przeciwieństwie do Brenny, chwycił swoje karty wprawnym ruchem, jednocześnie będąc gotowy pomóc jej ułożyć jej własne, gdyby miała większe problemu, lub odpowiedzieć na jakieś pytanie dotyczące zasad, które mogłaby mieć. Co nie znaczyło oczywiście, że zamierzał dawać jej jakiekolwiek fory. O nie. Brenna mogła liczyć na taką samą kamienną twarz, jak w przypadku jego rozgrywek z kimkolwiek innym.
Rzut 1d100 - 98