30.04.2024, 15:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.04.2024, 15:03 przez Bard Beedle.)
– Genevieve. Genevieve Julius – odparła dziewczyna. Oczy miała ciemne, w przeciwieństwie do starszej, srebrzystookiej siostry, choć poza tym była do Estelli podobna. Tak jak ona blada i jak ona ciemnowłosa. Bez wątpienia ładna, chociaż jeszcze nie rozkwitłą urodą – na tym obrazie dziewczyna mogła mieć góra jakieś siedemnaście, osiemnaście lat. – Jestem tylko portretem, odbiciem prawdziwej Genevieve. Ja, ona, nie wiedziała niczego o mrocznej magii ani o klątwach, ale wiem, że taka spoczęła na naszym rodzie, a jej cień sięga tych, którzy próbują tu zamieszkać - powiedziała.
Uniosła dłoń do twarzy, pociętej i uśmiechnęła się bladym uśmiechem. Portrety czarodziejów miały przedziwną naturę: zaklęte nie tylko poruszały się i mówiły, ale zdawały się też do pewnego stopnia odzwierciedlać charakter swoich właścicieli. Strzępy ich wiedzy. Wciąż jednak były zaledwie obrazkami, nie prawdziwymi ludźmi.
- Kobieta, która kupiła ten dom po śmierci moich rodziców. Próbowałam ją ostrzec, jak ostrzegam was. Zniszczyła wtedy mój drugi portret. I nie, nie było mnie. Czy ty chciałbyś wciąż tkwić tutaj i patrzeć na ten pokój? – spytała, a z jej ust wydobyło się westchnienie. W domu było kilka obrazów, i być może przeskakiwała po nich, chociaż w większości przedstawiały przodków Genevieve, i większość z nich nie była zaklęta. Mogła też zawsze kryć się gdzieś na tym drugim, zniszczonym portrecie – a może był jakiś jej obraz poza domem Juliusów? - Poza tym... nie chcę by mnie uciszono – wyszeptała, spuszczając wzrok. Zaraz jednak znów uniosła głowę, utkwiła ciemne oczy w dziewczynie i mężczyźnie. – Estella. Przeżyła najdłużej. Miałam nadzieję, że zdoła umknąć klątwie, ale gdy dom sprzedano, wiedziałam, że się jej nie udało – powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewały echa smutku, który mogłaby odczuwać prawdziwa Genevieve. – W domu i w jego pobliżu zdarzają się… wypadki. Złe rzeczy. Od czasu śmierci narzeczonej mojego brata. Zdarzają się i teraz, kiedy ktoś się tu pojawia. Nie wiem, ile zapłaciliście za to miejsce, ale te pieniądze nie są warte waszego życia.
Ze względu na majówkę - odpis najpóźniej do 6 maja.[/i][/i]
Uniosła dłoń do twarzy, pociętej i uśmiechnęła się bladym uśmiechem. Portrety czarodziejów miały przedziwną naturę: zaklęte nie tylko poruszały się i mówiły, ale zdawały się też do pewnego stopnia odzwierciedlać charakter swoich właścicieli. Strzępy ich wiedzy. Wciąż jednak były zaledwie obrazkami, nie prawdziwymi ludźmi.
- Kobieta, która kupiła ten dom po śmierci moich rodziców. Próbowałam ją ostrzec, jak ostrzegam was. Zniszczyła wtedy mój drugi portret. I nie, nie było mnie. Czy ty chciałbyś wciąż tkwić tutaj i patrzeć na ten pokój? – spytała, a z jej ust wydobyło się westchnienie. W domu było kilka obrazów, i być może przeskakiwała po nich, chociaż w większości przedstawiały przodków Genevieve, i większość z nich nie była zaklęta. Mogła też zawsze kryć się gdzieś na tym drugim, zniszczonym portrecie – a może był jakiś jej obraz poza domem Juliusów? - Poza tym... nie chcę by mnie uciszono – wyszeptała, spuszczając wzrok. Zaraz jednak znów uniosła głowę, utkwiła ciemne oczy w dziewczynie i mężczyźnie. – Estella. Przeżyła najdłużej. Miałam nadzieję, że zdoła umknąć klątwie, ale gdy dom sprzedano, wiedziałam, że się jej nie udało – powiedziała, a w jej głosie pobrzmiewały echa smutku, który mogłaby odczuwać prawdziwa Genevieve. – W domu i w jego pobliżu zdarzają się… wypadki. Złe rzeczy. Od czasu śmierci narzeczonej mojego brata. Zdarzają się i teraz, kiedy ktoś się tu pojawia. Nie wiem, ile zapłaciliście za to miejsce, ale te pieniądze nie są warte waszego życia.
Ze względu na majówkę - odpis najpóźniej do 6 maja.[/i][/i]