30.04.2024, 17:07 ✶
Kusiło odpowiedzieć właśnie widzę, ale z jego ust nie wydobyło się żadne słowo. Chciałby westchnąć, ale ten dźwięk zaburzyłby nienaturalną ciszę, która na chwilę zapadła między mężczyznami. Mieszanina przyspieszonego oddechu pełnego bólu, gdy Travers przyciskał dłoń do klatki piersiowej, oraz niespokojnego oddechu pełnego zwątpienia i napięcia. Był nienaturalnie blady, głos miał cichy, niemalże sprowadzony do szeptu. Tak nie brzmiał ktoś, kto sobie radził. Ale skoro chciał... Lestrange sięgnął dłońmi do koszuli. Palce zdążyły chwycić za pierwszy z guzików, lecz nie zdążyły go ruszyć, gdy w mieszkaniu rozległ się huk. Znany odgłos upadającego na podłogę ciała. Nawet gdyby był obdarzony nadzwyczajnym refleksem, nie zdążyłby znaleźć się tuż obok, by powstrzymać upadek.
Hańba i wstyd, bo Lestrange to widział. Rodolphus jednak należał do tego typu osób, które nie naśmiewały się ze słabości osób, na których mu zależało. W zasadzie to nie naśmiewał się z nikogo nigdy. Trącał czułe punkty, prowokował, obrażał lecz nigdy w wulgarny sposób. Zawsze jednak celem były osoby, które na to zasługiwały. A Nicholas na to nie zasługiwał. Rolph pojawił się przy nim w mniej niż kilka uderzeń serca. Klęknął tuż przy nim, odgarnął rękę tak, by móc wsunąć się pod jego ramię. Sam był wysoki i nie należał do anemicznie zbudowanych osób, lecz nie można było o nim powiedzieć, by plasował się na szczycie listy najlepiej zbudowanych mężczyzn na świecie. Jeżeli miał podnieść Nicholasa, to musiał zarzucić sobie jego rękę przez swoje ramię, a wolną dłonią chwycić za obity bok, nawet jeśli to miało na chwilę zaboleć. Odliczył w myślach do dwóch, nie trzech, by dźwignąć się z uwieszonym go Nickiem do pionu. Dopiero wtedy mógł przysunąć krzesło i pomóc mu usiąść. Był cholernie zimny, niemal jak trup.
- Nie wstawaj - zerknął jeszcze kontrolnie, czy Nicholas mu się nie zsunie z tego krzesła. W razie czego mógł przytrzymać się stołu. Sam zaś ponownie zniknął w łazience, tak jak kiedyś Travers, gdy to on sam krwawił. Wrócił z czystą gazą, którą podał Nickowi, by krew nie ściekała mu po twarzy. - Która fiolka?
Nie był ślepy, widział w którą stronę szedł Nicholas i domyślał się po co. W wiszącej szafce trzymał eliksiry, w tym te nasenne, ale i inne, o których przeznaczenie nigdy nie pytał. Niezbyt fortunny wybór miejsca, szczególnie jeśli cierpiał na schorzenie, które powodowało taki efekt. Być może to osłabienie, nic poważnego - sam nie miał pojęcia. Otworzył drzwiczki, czekając na odpowiedź. Jeżeli zdecydował się mu jej udzielić, chwycił za odpowiednią buteleczkę i mu podał. Bez pytań, bez komentarzy.
Hańba i wstyd, bo Lestrange to widział. Rodolphus jednak należał do tego typu osób, które nie naśmiewały się ze słabości osób, na których mu zależało. W zasadzie to nie naśmiewał się z nikogo nigdy. Trącał czułe punkty, prowokował, obrażał lecz nigdy w wulgarny sposób. Zawsze jednak celem były osoby, które na to zasługiwały. A Nicholas na to nie zasługiwał. Rolph pojawił się przy nim w mniej niż kilka uderzeń serca. Klęknął tuż przy nim, odgarnął rękę tak, by móc wsunąć się pod jego ramię. Sam był wysoki i nie należał do anemicznie zbudowanych osób, lecz nie można było o nim powiedzieć, by plasował się na szczycie listy najlepiej zbudowanych mężczyzn na świecie. Jeżeli miał podnieść Nicholasa, to musiał zarzucić sobie jego rękę przez swoje ramię, a wolną dłonią chwycić za obity bok, nawet jeśli to miało na chwilę zaboleć. Odliczył w myślach do dwóch, nie trzech, by dźwignąć się z uwieszonym go Nickiem do pionu. Dopiero wtedy mógł przysunąć krzesło i pomóc mu usiąść. Był cholernie zimny, niemal jak trup.
- Nie wstawaj - zerknął jeszcze kontrolnie, czy Nicholas mu się nie zsunie z tego krzesła. W razie czego mógł przytrzymać się stołu. Sam zaś ponownie zniknął w łazience, tak jak kiedyś Travers, gdy to on sam krwawił. Wrócił z czystą gazą, którą podał Nickowi, by krew nie ściekała mu po twarzy. - Która fiolka?
Nie był ślepy, widział w którą stronę szedł Nicholas i domyślał się po co. W wiszącej szafce trzymał eliksiry, w tym te nasenne, ale i inne, o których przeznaczenie nigdy nie pytał. Niezbyt fortunny wybór miejsca, szczególnie jeśli cierpiał na schorzenie, które powodowało taki efekt. Być może to osłabienie, nic poważnego - sam nie miał pojęcia. Otworzył drzwiczki, czekając na odpowiedź. Jeżeli zdecydował się mu jej udzielić, chwycił za odpowiednią buteleczkę i mu podał. Bez pytań, bez komentarzy.