30.04.2024, 19:34 ✶
Odszedł dwa kroki od miejsca w którym zbeszcześcił biblioteczną równowagę, idealną linię ksiąg strzegących niespecjalne skutecznie swej wiedzy. Przystanął w zastanowieniu, po czym oparł się plecami o złączenie regałów tak, żeby nie naruszać miru księgozbioru bardziej. Tutaj, pośród charakterystycznej woni książkowego kurzu i okruchów magii iskrzących między wibrującymi, widocznymi w świetle drobinkami, tutaj czuł się jak u siebie. Jakby nie był uczniem a bibliotekarzem, zgodnie z nicią kądzieli płynącą w jego żyłach.
– Och tak, grupa zaawansowana... – uśmiechnął się lekko, z miną znawcy, nawet jeśli na piątym roku nie miał co myśleć o takich tematach na zajęciach. Nie patrzył w stronę Mulcibera, pozwolił na moment ciszy zagościć między nimi, milczał wpatrując się w kraty działu spowitego mrokiem, złowrogiej przestrzeni, zakazanej dla uczniów choć wciąż i niezmiennie kuszącej nieznaną treścią. To jakby posadzić drzewo na środku ogrodu i dodać tabliczkę o tym, że nie wolno z niego jeść, bo można dowiedzieć się co jest dobre a co złe. Znając część kwerendy tamtego miejsca, Anthony pogłębiał tylko przekonanie o adekwatności tego porównania.
– Siódmy regał na antresoli, choć... niewątpliwie w przypadku uroków i modyfikacji wspomnień najlepsze nie są opracowania a materiały źrodłowe o... tu...– drobnym gestem brody wskazał na kraty, na ten niski metalowy płotek otaczający jabłoń.
A potem westchnął rozbawiony myślą, która do niego przyszła i odwrócił głowę w kierunku Roberta. Próżno było w niebieskich oczach szukać poetyckiej zadumy. Na piersi błysnęła prefecka odznaka. Mieli czas. Nawet jeśli zbliżała się cisza nocna, Anthony nie musiał w żaden sposób jej respektować. Przynajmniej nieoficjalnie. Na każdą okoliczność miał przewidzianą cała listę dostępnych wymówek.
– Stary dobry Hogwart. Da Ci przepis na amortencję, a jeśli jesteś wystarczająco dobry i trafisz na fakultet, to dowiesz się jak zatrzeć po sobie ślady. Ale patronusy są ucieleśnieniem zła, a oklumencja bajką na dobranoc. Fascynuje mnie to... rozważanie cóż kierowało założycielami, gdy układali program swojej placówki – położył pytanie, zaszywając w słowach własną opinię.
– Och tak, grupa zaawansowana... – uśmiechnął się lekko, z miną znawcy, nawet jeśli na piątym roku nie miał co myśleć o takich tematach na zajęciach. Nie patrzył w stronę Mulcibera, pozwolił na moment ciszy zagościć między nimi, milczał wpatrując się w kraty działu spowitego mrokiem, złowrogiej przestrzeni, zakazanej dla uczniów choć wciąż i niezmiennie kuszącej nieznaną treścią. To jakby posadzić drzewo na środku ogrodu i dodać tabliczkę o tym, że nie wolno z niego jeść, bo można dowiedzieć się co jest dobre a co złe. Znając część kwerendy tamtego miejsca, Anthony pogłębiał tylko przekonanie o adekwatności tego porównania.
– Siódmy regał na antresoli, choć... niewątpliwie w przypadku uroków i modyfikacji wspomnień najlepsze nie są opracowania a materiały źrodłowe o... tu...– drobnym gestem brody wskazał na kraty, na ten niski metalowy płotek otaczający jabłoń.
A potem westchnął rozbawiony myślą, która do niego przyszła i odwrócił głowę w kierunku Roberta. Próżno było w niebieskich oczach szukać poetyckiej zadumy. Na piersi błysnęła prefecka odznaka. Mieli czas. Nawet jeśli zbliżała się cisza nocna, Anthony nie musiał w żaden sposób jej respektować. Przynajmniej nieoficjalnie. Na każdą okoliczność miał przewidzianą cała listę dostępnych wymówek.
– Stary dobry Hogwart. Da Ci przepis na amortencję, a jeśli jesteś wystarczająco dobry i trafisz na fakultet, to dowiesz się jak zatrzeć po sobie ślady. Ale patronusy są ucieleśnieniem zła, a oklumencja bajką na dobranoc. Fascynuje mnie to... rozważanie cóż kierowało założycielami, gdy układali program swojej placówki – położył pytanie, zaszywając w słowach własną opinię.