30.04.2024, 20:46 ✶
Nie trzeba było mieć psiego nosa, żeby czuć swąd oddanego moczu. Obstawiałem, że tu się ludzie odlewali nagminnie, więc tym bardziej nie było to miejsce na relaksiki, aczkolwiek dla kogoś, kto się wychował pomiędzy Nokturnem a Podziemnymi Ścieżkami, to było nawet jakby luksusowo. Mógłbym tu nawet sobie rozłożyć kocyczek i wpierdolić jakieś drugie śniadanie... Choć teraz to w sumie już kolację. Kurwa! Ciekawe, która była godzina? Persephona mnie zajebie.
Kiwnąłem więc głową na słowa Brenny, robiąc wymowną minę, że tu serio ideolo miejsce na chilloucik po pracy, mimo że wiedziałem, że już miałem totalnie przejebane. Pomijając fakt, że jeszcze nie wstawałem po tej przygodzie, to tym bardziej. Nie chciałem się zachwiać przy Brennie, nawet kiedy ona już wiedziała co i jak. A przynajmniej się domyślała. Niecna.
- Ja jebie, Brenna. Jesteś jak jedna z tych wkurwiających lasek w szkole, co kurwa wszystko wie i się wyrywa do odpowiedzi, bo ona wszystko wie, i jeszcze na dodatek jest wszędzie, bo ona wszystko wie... Ty chyba w ogóle nie śpisz, człowieku o zrytej bani - stwierdziłem, kręcąc głową w niedowierzaniu, trochę ją obrażając, ale tak czule, przyjacielsko w moim odczuciu, i jeszcze pospieszając ją gestem dłoni, żeby wzięła pomogła mi wstać. Pomoc mi się przyda. Skoro i tak już wszystko wiedziała, to chuj. Zostawię tu jaja i męską godność.
- To były cholerne kadzidła - odpowiedziałem jej jednak ostatecznie i wstałem, też podpierając się nie tylko o Brennę, ale też o ścianę. Może i była wszechwiedząca i superwszechmocna, ale ja jednak swoje ważyłem, a mierzyć to już w ogóle. Jeszcze bym ją połamał, a potem recydywa, bo chłop chciał po prostu wstać. - Coś ci o tym wiadomo? Chętnie bym wysłał temu, ups, zjebowi prezent. Przez niego mam traumę do takich uroczych, zasyfionych alejek - stwierdziłem sarkastycznie, ale nie wspominałem o przekręcaniu karku, bo, tak sobie myślę, też by to podchodziło pod recydywę. I Brenna mogłaby nie wspomnieć o tych typach czy laskach, co to się babrały w kadzidłach.
- Głowa mi pęka... Te alejki... - zacząłem, ale zaraz machnąłem ręką. - Chodźmy stąd. Mdło mi na widok tych ścian - przyznałem, pozwalając sobie nieco wykorzystać dziewczynę jako wsparcie.
Kiwnąłem więc głową na słowa Brenny, robiąc wymowną minę, że tu serio ideolo miejsce na chilloucik po pracy, mimo że wiedziałem, że już miałem totalnie przejebane. Pomijając fakt, że jeszcze nie wstawałem po tej przygodzie, to tym bardziej. Nie chciałem się zachwiać przy Brennie, nawet kiedy ona już wiedziała co i jak. A przynajmniej się domyślała. Niecna.
- Ja jebie, Brenna. Jesteś jak jedna z tych wkurwiających lasek w szkole, co kurwa wszystko wie i się wyrywa do odpowiedzi, bo ona wszystko wie, i jeszcze na dodatek jest wszędzie, bo ona wszystko wie... Ty chyba w ogóle nie śpisz, człowieku o zrytej bani - stwierdziłem, kręcąc głową w niedowierzaniu, trochę ją obrażając, ale tak czule, przyjacielsko w moim odczuciu, i jeszcze pospieszając ją gestem dłoni, żeby wzięła pomogła mi wstać. Pomoc mi się przyda. Skoro i tak już wszystko wiedziała, to chuj. Zostawię tu jaja i męską godność.
- To były cholerne kadzidła - odpowiedziałem jej jednak ostatecznie i wstałem, też podpierając się nie tylko o Brennę, ale też o ścianę. Może i była wszechwiedząca i superwszechmocna, ale ja jednak swoje ważyłem, a mierzyć to już w ogóle. Jeszcze bym ją połamał, a potem recydywa, bo chłop chciał po prostu wstać. - Coś ci o tym wiadomo? Chętnie bym wysłał temu, ups, zjebowi prezent. Przez niego mam traumę do takich uroczych, zasyfionych alejek - stwierdziłem sarkastycznie, ale nie wspominałem o przekręcaniu karku, bo, tak sobie myślę, też by to podchodziło pod recydywę. I Brenna mogłaby nie wspomnieć o tych typach czy laskach, co to się babrały w kadzidłach.
- Głowa mi pęka... Te alejki... - zacząłem, ale zaraz machnąłem ręką. - Chodźmy stąd. Mdło mi na widok tych ścian - przyznałem, pozwalając sobie nieco wykorzystać dziewczynę jako wsparcie.