30.04.2024, 21:50 ✶
Sam słuchał jej tłumaczeń z twarzą ukrytą w dłoniach, słuchał i starał się usłyszeć, starał się uspokoić głupie serce, galopujące, toczone zieloną trucizną zazdrości. To było dziwne pozwolić sobie to poczuć w pełni, pozwolić rozlać się goryczy na ustach, a nie uciekać, nie chować się po kątach z płakaniem, że jest się gorszym, nie wpychać jej w ręce objęć kogoś, kogo nie chciała i kto nie chciał jej. Nie w ten sposób.
– Myślałem, że chcesz z nim być. Że jest Ci przy nim dobrze. – powiedział powoli, opierając łokcie o kolana, wciąż zasłaniając twarz, niepewny, odsłonięty, w końcu szczery. – Nie mogłem znieść wtedy myśli, wtedy jak widziałem jak chodziliście po jarmarku... Byłem ptakiem wtedy, przyleciałem wcześniej, chciałem zrobić Ci niespodziankę. I jak Was zobaczyłem to pomyślałem wtedy, że jestem Ci tylko kulą u nogi. Że ja... że ja i tak nie mogę stąd wyjechać, a on może dać Ci wszystko. Wszystko czego nie mam. – Krążył, mówił w sumie cały czas to samo, choć pojawiały się nowe detale, nowe okoliczności. Chciał jej zrobić niespodziankę, to przecież nie teraz. Jarmark, miejsce w którym mieli się spotkać, ale Sam nigdy nie dotarł. Jarmark, po którym pociąg do Londynu odjechał z tylko jednym złamanym sercem.
Samuel ześlizgnął się z krzesła na podłogę, nie mógł dłużej siedzieć, jego mięśnie wstrząsał żal, zgryzota, jego ciało dało poczuć mu w końcu ten ból, który odrzucał od siebie, nie tylko co lęk, ale świadomość, że najwidoczniej źle zinterpretował sytuację, że już wtedy mógł przyznać się do klątwy matki, swojej, że już wtedy mogli pracować nad kompromisem. Wtedy. Osiem lat temu.
Nie trwało to jednak długo, bardzo szybko rozlał się bardziej po podłodze i podciągnął ku kolanom Nory. Chciał znów ją przytulać, znów poczuć płynący z uścisku spokój, który pozwolił im nie krzyczeć na siebie kilka minut temu. Chciał ofiarować jej łzy, przeprosiny, żal, skruchę, żałość i wszystko to co poniewierało nim, a czego jeszcze nie potrafił nazwać. Objął jedną z jej nóg i położył głowę na udzie, oddychając spokojnie jej zapachem.
– Nie mogłem znieść myśli, że on może kochać Cię tak jak ja, całować Cię, dotykać bioder, sprawiać, że Twoje plecy w dreszczach wyginają się w słodki łuk. Jeśli... jeśli mam być Twoim chłopakiem, a Ty moją dziewczyną... Chciałbym być tylko Twój. Chciałbym, żebyś była tylko moja. – Lysander będzie musiał zrozumieć, Samuel jednak wiedział, że jest tylko jeden sposób na tą zazdrość, która wypalała mu wnętrzności. Nie chciał wymagać od Nory czegoś, czego sam by jej odmawiał. A więc teraz, będąc blisko, uspokajając się w jej obecności, zdobył się na tę prośbę. Czy jednak mógł ją o cokolwiek prosić? Każdy przecież może żyć tak jak chce? Z drugiej strony czuł pod skórą, że nie dałby rady inaczej. Że nie zniósłby myśli o kimkolwiek z kim miałby dzielić się jej pięknem.
– Myślałem, że chcesz z nim być. Że jest Ci przy nim dobrze. – powiedział powoli, opierając łokcie o kolana, wciąż zasłaniając twarz, niepewny, odsłonięty, w końcu szczery. – Nie mogłem znieść wtedy myśli, wtedy jak widziałem jak chodziliście po jarmarku... Byłem ptakiem wtedy, przyleciałem wcześniej, chciałem zrobić Ci niespodziankę. I jak Was zobaczyłem to pomyślałem wtedy, że jestem Ci tylko kulą u nogi. Że ja... że ja i tak nie mogę stąd wyjechać, a on może dać Ci wszystko. Wszystko czego nie mam. – Krążył, mówił w sumie cały czas to samo, choć pojawiały się nowe detale, nowe okoliczności. Chciał jej zrobić niespodziankę, to przecież nie teraz. Jarmark, miejsce w którym mieli się spotkać, ale Sam nigdy nie dotarł. Jarmark, po którym pociąg do Londynu odjechał z tylko jednym złamanym sercem.
Samuel ześlizgnął się z krzesła na podłogę, nie mógł dłużej siedzieć, jego mięśnie wstrząsał żal, zgryzota, jego ciało dało poczuć mu w końcu ten ból, który odrzucał od siebie, nie tylko co lęk, ale świadomość, że najwidoczniej źle zinterpretował sytuację, że już wtedy mógł przyznać się do klątwy matki, swojej, że już wtedy mogli pracować nad kompromisem. Wtedy. Osiem lat temu.
Nie trwało to jednak długo, bardzo szybko rozlał się bardziej po podłodze i podciągnął ku kolanom Nory. Chciał znów ją przytulać, znów poczuć płynący z uścisku spokój, który pozwolił im nie krzyczeć na siebie kilka minut temu. Chciał ofiarować jej łzy, przeprosiny, żal, skruchę, żałość i wszystko to co poniewierało nim, a czego jeszcze nie potrafił nazwać. Objął jedną z jej nóg i położył głowę na udzie, oddychając spokojnie jej zapachem.
– Nie mogłem znieść myśli, że on może kochać Cię tak jak ja, całować Cię, dotykać bioder, sprawiać, że Twoje plecy w dreszczach wyginają się w słodki łuk. Jeśli... jeśli mam być Twoim chłopakiem, a Ty moją dziewczyną... Chciałbym być tylko Twój. Chciałbym, żebyś była tylko moja. – Lysander będzie musiał zrozumieć, Samuel jednak wiedział, że jest tylko jeden sposób na tą zazdrość, która wypalała mu wnętrzności. Nie chciał wymagać od Nory czegoś, czego sam by jej odmawiał. A więc teraz, będąc blisko, uspokajając się w jej obecności, zdobył się na tę prośbę. Czy jednak mógł ją o cokolwiek prosić? Każdy przecież może żyć tak jak chce? Z drugiej strony czuł pod skórą, że nie dałby rady inaczej. Że nie zniósłby myśli o kimkolwiek z kim miałby dzielić się jej pięknem.