30.04.2024, 22:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.08.2024, 20:21 przez Astaroth Yaxley.)
Nie wziąłem jej słów na poważnie. Co mogła taka drobna i beztroska istota, jaką była Kimi, w obliczu tego niewyobrażalnego zła w postaci wampira, który mnie przemienił? Zaatakował, wyssał i tym samym przemienił w wampira. Wciąż czułem ten ból, tę niemoc, ten krzyk, krzyczałem, kiedy gwałtem rozrywał mi szyję. Potem to podłe... umykanie życia, jakbym odpływał, hen!, daleko, a na koniec nic. Zamknąłem oczy i osunąłem się w mrok. Myślałem, że to był koniec. Tak byłoby pewnie lepiej, mniej kłopotliwie i niebezpiecznie.
- Nawet tak nie mów! - rzuciłem do niej, siadając na rozłożonym kocu i wpatrując się w nią. Celowanie kamienną piłką w jej głowę nasuwało mi tylko i wyłącznie jedno skojarzenie. Aż w tej nostalgii wziąłem i wyciągnąłem rękę przed siebie by dłonią dotknąć jej czoła, pogładzić je kciukiem. Gdybym uderzył kamieniem w jej głowę, polałaby się KREW. Tak, krew. - Nie mów o rzucaniu w ciebie kamieniami, bo o walkach z wampirami wręcz zakazuję ci myśleć! - wyjaśniłem, puszczając ją chwilowo wolno, bo zająłem się otwieraniem butelki i nalewaniem jej zawartości do kieliszków. Kieliszki to była dla mnie fanaberia, bo przecież mogliśmy pić wino z butelki jak za dawnych dobrych czasów.
Uniosłem kieliszek, ale miałem kompletną pustkę w głowie, jeśli chodziło o toast. Bardziej w tym przypadku liczyłem na spontaniczną Kimi. Ona zawsze miała „dobre” pomysły. Patrzyłem w jej oczy, szukając w nich pomocy, ale widziałem w nich beztroskę. Jak zwykle! Nie uszło mojej uwadze, że właśnie trzymała dłoń na moim udzie. Pewnie kiedyś już próbowałbym się do niej dobierać, jeszcze za nim wzięliśmy pierwsze łyki wina, ale teraz? Teraz ta sytuacja pachniała mi kompletnie innymi klimatami. Przysunąłem się bliżej, bo przy odrobinie szczęścia, będę miał coś znacznie bardziej doskonalszego niż wykwintne wino.
- To wino pachnie obłędnie, ale... Ale Ty... Twój zapach jest dla mnie jak narkotyk... Jak ulubiony gatunek heroiny... - wymruczałem do niej, właściwie to się trochę łasząc jak ten kot. Tylko że koty nie chciały wyżłopać twojej krwi, bo im smakowała życiem. - Wiesz, że ja zawsze bardzo chętnie...? - Chętnie wgryzę się w twoją rękę, a najchętniej w twoją szyję. To co, że mógł nas tu ktoś najść... Choć w środku lasu o północy...? Nie, nie było opcji! Więc tym bardziej kusiło mnie do złego. Byłem już tak blisko swoimi ustami, że cmoknąłem ją w policzek.
- Nawet tak nie mów! - rzuciłem do niej, siadając na rozłożonym kocu i wpatrując się w nią. Celowanie kamienną piłką w jej głowę nasuwało mi tylko i wyłącznie jedno skojarzenie. Aż w tej nostalgii wziąłem i wyciągnąłem rękę przed siebie by dłonią dotknąć jej czoła, pogładzić je kciukiem. Gdybym uderzył kamieniem w jej głowę, polałaby się KREW. Tak, krew. - Nie mów o rzucaniu w ciebie kamieniami, bo o walkach z wampirami wręcz zakazuję ci myśleć! - wyjaśniłem, puszczając ją chwilowo wolno, bo zająłem się otwieraniem butelki i nalewaniem jej zawartości do kieliszków. Kieliszki to była dla mnie fanaberia, bo przecież mogliśmy pić wino z butelki jak za dawnych dobrych czasów.
Uniosłem kieliszek, ale miałem kompletną pustkę w głowie, jeśli chodziło o toast. Bardziej w tym przypadku liczyłem na spontaniczną Kimi. Ona zawsze miała „dobre” pomysły. Patrzyłem w jej oczy, szukając w nich pomocy, ale widziałem w nich beztroskę. Jak zwykle! Nie uszło mojej uwadze, że właśnie trzymała dłoń na moim udzie. Pewnie kiedyś już próbowałbym się do niej dobierać, jeszcze za nim wzięliśmy pierwsze łyki wina, ale teraz? Teraz ta sytuacja pachniała mi kompletnie innymi klimatami. Przysunąłem się bliżej, bo przy odrobinie szczęścia, będę miał coś znacznie bardziej doskonalszego niż wykwintne wino.
- To wino pachnie obłędnie, ale... Ale Ty... Twój zapach jest dla mnie jak narkotyk... Jak ulubiony gatunek heroiny... - wymruczałem do niej, właściwie to się trochę łasząc jak ten kot. Tylko że koty nie chciały wyżłopać twojej krwi, bo im smakowała życiem. - Wiesz, że ja zawsze bardzo chętnie...? - Chętnie wgryzę się w twoją rękę, a najchętniej w twoją szyję. To co, że mógł nas tu ktoś najść... Choć w środku lasu o północy...? Nie, nie było opcji! Więc tym bardziej kusiło mnie do złego. Byłem już tak blisko swoimi ustami, że cmoknąłem ją w policzek.
Koniec sesji