30.04.2024, 22:41 ✶
Gdy tylko Millie wyjawiła mu treść swojego pytania, mogła od razu poczuć, jak jego brązowe oczy wbijają się w nią niemal krzycząc Naprawdę? Naprawdę!?, a sama mina Prewetta przybrała bardzo zmęczony i może nieco załamany wyraz. Nie trwało to jednak długo, bo przecież gdyby nie zdążył się już pogodzić z tym jaka była Millie, to pewnie nie przychodziłby tu tak często, mając ją za jeden z powodów, czemu zaglądał akurat do tej piekarni z suchymi bułkami. I w sumie całe szczęście, że żadne oferty nie padły, bo Prewett, przy całym swoich rozeznaniu w rozmowach z ludźmi nie wiedziałby, jak miałby wyjaśnić Millie w miejscu publicznym, że za bardzo cenił sobie znajomość z jej osobą, by psuć ja czymś takim jak seks na pocieszenie. Westchnął i upił łyka kawy.
– Chociaż może lepiej, że o to spytałaś. Randka dalej może być udana, nie? – Może ktoś po prostu przerwie mu na chwilę spotkanie, ale to nie znaczyło, że jego randka uzna, że to koniec ich znajomości i nigdy więcej się nie umówią, a to też było jakieś pocieszenie w tej sytuacji.
– Rozważam pójście – mruknął, wiedząc, że lepiej by to nie on sam zajmował się własną klątwą. – Na razie zastanawiam się, czy rzeczywiście coś jest na rzeczy, czy to tylko ja wariuję. – Zmarszczył brwi, gdy się zaśmiała. – Ale wydaje mi się, że coś może być. Sam nie jestem najgorszym klątwołamaczem. Wiesz czemu tak uważam? Bo udało mi się zdjąć z tej znajomej antyczną klątwę, która nie powinna już istnieć. Niektór uzdrowiciele myślą, że to wszystko sobie wymyśliłem.
Rzucił jej kolejne spojrzenie z kategorii naprawdę.. Tym razem z jeszcze większą ilością znaków zapytania i wykrzykników, a potem ku swojemu przerażeniu zorientował się, co właśnie próbowała zrobić.
– Nie, nie, nie. Millie nie. – Wyciągnął rękę przed siebie, by w razie czego chwycić kościstą dłoń czarownicy. Wystarczy przepowiadania na ten dzień. Tej wróżby naprawdę nie chciał znać, bo jeszcze mu powie coś, co sprawi, że usłyszy coś, czego usłyszenie podwoi chaos w jego głowie. – Mówiłem ci, że Brenna to nie taka znajoma – wyrzucił z siebie, nawet nie zastanawiając się co właśnie powiedział. – A może powiesz teraz co u ciebiem? Jakieś plany na jutro? Coś ciekawego u tego twojego współlokatora?
– Chociaż może lepiej, że o to spytałaś. Randka dalej może być udana, nie? – Może ktoś po prostu przerwie mu na chwilę spotkanie, ale to nie znaczyło, że jego randka uzna, że to koniec ich znajomości i nigdy więcej się nie umówią, a to też było jakieś pocieszenie w tej sytuacji.
– Rozważam pójście – mruknął, wiedząc, że lepiej by to nie on sam zajmował się własną klątwą. – Na razie zastanawiam się, czy rzeczywiście coś jest na rzeczy, czy to tylko ja wariuję. – Zmarszczył brwi, gdy się zaśmiała. – Ale wydaje mi się, że coś może być. Sam nie jestem najgorszym klątwołamaczem. Wiesz czemu tak uważam? Bo udało mi się zdjąć z tej znajomej antyczną klątwę, która nie powinna już istnieć. Niektór uzdrowiciele myślą, że to wszystko sobie wymyśliłem.
Rzucił jej kolejne spojrzenie z kategorii naprawdę.. Tym razem z jeszcze większą ilością znaków zapytania i wykrzykników, a potem ku swojemu przerażeniu zorientował się, co właśnie próbowała zrobić.
– Nie, nie, nie. Millie nie. – Wyciągnął rękę przed siebie, by w razie czego chwycić kościstą dłoń czarownicy. Wystarczy przepowiadania na ten dzień. Tej wróżby naprawdę nie chciał znać, bo jeszcze mu powie coś, co sprawi, że usłyszy coś, czego usłyszenie podwoi chaos w jego głowie. – Mówiłem ci, że Brenna to nie taka znajoma – wyrzucił z siebie, nawet nie zastanawiając się co właśnie powiedział. – A może powiesz teraz co u ciebiem? Jakieś plany na jutro? Coś ciekawego u tego twojego współlokatora?