30.04.2024, 23:31 ✶
— Na pewno jest jakieś bóstwo, które nie znosi, gdy czarodzieje palą papierosy. To złe dla człowieka, dla towarzystwa i dla samej natury. Chociaż podejrzewam, że Matka ma większe problemy niż to, że ktoś zatruwa powietrze tytoniem — wytłumaczył bez większego zaangażowania.
Zwrócił się w stronę Trelawneya.
— Jeśli pod Windermere jest jakieś stare skupisko magicznej energii, to niewykluczone, że działania Athelwolda mogły je wzmocnić, jeśli faktycznie zabijał czarodziejów. Takie miejsca... lubią wchłaniać energię. Teoretycznie można by było pokusić się o stwierdzenie, że nawet te palenie kukły jakoś to podtrzymuje. Ale to mugole — uprzedził z kwaśną miną. — Ich obrządki nie powinny mieć aż tak dużego wpływu. Byłyby raczej niczym kropla w morzu.
Pokręcił głową.
— Osobiście uznałbym Owena za obcy element — wtrącił po słowach Isaaca. — Chyba że przyjmujemy, że cokolwiek się tutaj dzieje odbywa się cyklicznie. Pierwsze trzy ofiary zostają złożone, a potem ciąg zaczyna się na nowo. Jednak wydaje mi się, że twój krewniak z domku oddalił się z własnej woli. Domyślnym celem raczej nie był. Chociaż czy którakolwiek z ofiar mogła zostać wcześniej wytypowana?
Wzruszył ramionami. Nie można było wykluczyć udziału osób trzecich, jednak równie prawdopodobne było to, że sama sieć energii magicznej na tym terenie obróciła się przeciwko Owenowi. A może tak chcieli bogowie? Dalej nie do końca mu się to wszystko sklejało w całość. Owen prowadził badania i najwyraźniej coś odkrył, a to z kolei mogło wskazywać, że sam odszedł z ośrodka. Pytanie tylko, co stało się później, pomyślał zmartwiony. Może zobaczył coś, czego nie powinien? Spotkał na swojej drodze kogoś, kto postanowił lub chciał zrobić mu krzywdę? A może utknął w jakiejś przeklętej magicznej pułapce zostawioną w tutejszych lasach przez Athelwolda?
— Podobno kobieta utopiła się w jeziorze przed zaledwie kilkoma dniami — rzucił Sebastian, przypominając sobie swoją ostatnią rozmowę z Anthonym Shafiqiem na molo w ośrodku. — Na upartego można by było podciągnąć ją pod ofiarę ''wyspy'' na jeziorze. Wiecie coś na temat pozostałej dwójki? — Zerknął na dwójkę czarodziejów. — Byłby to spory zbieg okoliczności, gdyby i oni zniknęli w miejscach powiązanymi z punktami nakreślonymi przez Owena, bo w końcu...
Zamrugał, gdy Peregrinus niespodziewanie padł na kolana, a kolorowe tęczówki ustąpiły miejsca białkom oczu. Sebastian mimowolnie cofnął się o pół kroku. Trzecie oko? Jakaś tutejsza klątwa? A może choroba? Przez zboczenie zawodowe automatycznie pomyślał o opętaniu, jednak zaraz odrzucił tę myśl. Peregrinus zachowywał się zbyt normalnie, żeby okazało się, że walczył o powłokę z jakimś innym bytem.
— Peregrinus? Wszystko... Wszystko w porządku? — spytał, skracając ostrożnie dzielącą go z czarodziejem odległość, aby dotknąć lekko jego ramienia.
Zwrócił się w stronę Trelawneya.
— Jeśli pod Windermere jest jakieś stare skupisko magicznej energii, to niewykluczone, że działania Athelwolda mogły je wzmocnić, jeśli faktycznie zabijał czarodziejów. Takie miejsca... lubią wchłaniać energię. Teoretycznie można by było pokusić się o stwierdzenie, że nawet te palenie kukły jakoś to podtrzymuje. Ale to mugole — uprzedził z kwaśną miną. — Ich obrządki nie powinny mieć aż tak dużego wpływu. Byłyby raczej niczym kropla w morzu.
Pokręcił głową.
— Osobiście uznałbym Owena za obcy element — wtrącił po słowach Isaaca. — Chyba że przyjmujemy, że cokolwiek się tutaj dzieje odbywa się cyklicznie. Pierwsze trzy ofiary zostają złożone, a potem ciąg zaczyna się na nowo. Jednak wydaje mi się, że twój krewniak z domku oddalił się z własnej woli. Domyślnym celem raczej nie był. Chociaż czy którakolwiek z ofiar mogła zostać wcześniej wytypowana?
Wzruszył ramionami. Nie można było wykluczyć udziału osób trzecich, jednak równie prawdopodobne było to, że sama sieć energii magicznej na tym terenie obróciła się przeciwko Owenowi. A może tak chcieli bogowie? Dalej nie do końca mu się to wszystko sklejało w całość. Owen prowadził badania i najwyraźniej coś odkrył, a to z kolei mogło wskazywać, że sam odszedł z ośrodka. Pytanie tylko, co stało się później, pomyślał zmartwiony. Może zobaczył coś, czego nie powinien? Spotkał na swojej drodze kogoś, kto postanowił lub chciał zrobić mu krzywdę? A może utknął w jakiejś przeklętej magicznej pułapce zostawioną w tutejszych lasach przez Athelwolda?
— Podobno kobieta utopiła się w jeziorze przed zaledwie kilkoma dniami — rzucił Sebastian, przypominając sobie swoją ostatnią rozmowę z Anthonym Shafiqiem na molo w ośrodku. — Na upartego można by było podciągnąć ją pod ofiarę ''wyspy'' na jeziorze. Wiecie coś na temat pozostałej dwójki? — Zerknął na dwójkę czarodziejów. — Byłby to spory zbieg okoliczności, gdyby i oni zniknęli w miejscach powiązanymi z punktami nakreślonymi przez Owena, bo w końcu...
Zamrugał, gdy Peregrinus niespodziewanie padł na kolana, a kolorowe tęczówki ustąpiły miejsca białkom oczu. Sebastian mimowolnie cofnął się o pół kroku. Trzecie oko? Jakaś tutejsza klątwa? A może choroba? Przez zboczenie zawodowe automatycznie pomyślał o opętaniu, jednak zaraz odrzucił tę myśl. Peregrinus zachowywał się zbyt normalnie, żeby okazało się, że walczył o powłokę z jakimś innym bytem.
— Peregrinus? Wszystko... Wszystko w porządku? — spytał, skracając ostrożnie dzielącą go z czarodziejem odległość, aby dotknąć lekko jego ramienia.