Leon oczami wyobraźni widział uszczęśliwioną Olivię po tym, jak przyjęła tę darowiznę i otworzyła wraz z przyjaciółką swój wymarzony sklep. Jako stały klient mógłby liczyć na przyzwoitą zniżkę - skoro zamierzał spełnić marzenie swojej przyjaciółki to nie po to, aby liczyć na darmowe towary.
— Zawrotna suma. — Przyznał swojej przyjaciółce rację. Loteria, z której otrzymał kupon, w niczym nie przypominała organizowanych na każdym z sabatów loterii fantowych. Wygrywało się z nich jakieś bibeloty i trudno mówić tutaj o w pełni satysfakcjonującej zwycięzcę nagrodzie. — Nie zaszkodziłoby, gdybyś spróbowała. Kto wie, może będę mieć wizję, w której ujrzę twoje zwycięstwo. — Postanowił samemu zażartować, nawet jak w jego słowach tkwiło ziarno prawdy. Takowej wizji nie mógł wywołać w żaden sposób, jednak mógł doświadczyć jej spontanicznie.
— Mam miar je zainwestować. Porozmawiamy przy herbacie i lodach w takim razie. — Opowiadając Olivii o swoich planach nie okłamał przyjaciółki. Przecież chciał przekazać część albo nawet całość swojej wygranej. Jeśli część to drugą połowę to mógłby otworzyć konto oszczędnościowe w Banku Gringotta. — Dotyczyła czegoś innego. — Nie zaprotestował nawet słowem, gdy trzymająca go pod rękę przyjaciółka wciągnęła go do środka i poprowadziła go w stronę zajmowanego przez ładną blondynkę.
— Dzień dobry. Chciałem odebrać moją nagrodę w loterii. — Po wypowiedzeniu tych słów skierował w stronę sekretarki dłoń z szczęśliwym kuponem na loterię, który uczynił go bogatym.