01.05.2024, 15:34 ✶
Crow jej nie powstrzymał. Mógłby. Nawet nieobecny połową duszy widział przecież, że dziewczyna robiła sobie krzywdę. Tak, to były tylko włosy, ale zaczynało się od włosów. Był tego żywym (ledwo) dowodem. Zaczynało się od włosów. Czułeś nagłą, silną potrzebę zmiany. Nie mogłeś wytrzymać we własnym ciele, potrzebowałeś czegokolwiek... Czegokolwiek co pozwoli ci poczuć, że życie może wyglądać inaczej, że można coś w sobie zmienić i istnieć dalej. Najpierw obcinał włosy i obgryzał paznokcie. Później zrywał skórki wokół nich. Człowiek odkrywał, że coś było w tym bólu - coś uspokajającego. Ostatecznie kończyło się jak on. Widziała go przecież. Z przećpanymi oczyma, masą okaleczeń. Część blizn była śladami po atakach - łatwo było je rozpoznać - zadawano je po to, żeby zabić. Ale reszta - mniejsze i większe nacięcia na udach, oparzenia od przyciskanych na siłę papierosów. Najgorsze było to jak bardzo mu to pomagało. Dzięki temu miał jakąkolwiek siłę istnieć.
Oddychał spokojnie, wpatrując się w to co robiła, a kiedy ciemnobrązowe pukle opadły na brudną podłogę, dotarło do niego coś dziwnego - współczucie? Ale on nigdy nie był szczególnie dobry w dobieraniu słów. No, może kiedy był szczęśliwy, ale teraz nie był szczęśliwy.
- Chcesz żebym ci to wyrównał? - Zapytał więc, wpatrując się w asymetrię jej nowej fryzury. Jeżeli nie zamierzała dzisiaj ze sobą skończyć, to trochę żal było wychodzić stąd w tym stanie. Może nie miał za grosz poczucia estetyki (głębszego niż podziwianie ładnych panienek), ale ciąć potrafił. Millie wpadła jednak w szał. Szał, w którym kaleczyła się bez sensu i to już go odrobinę rozdrażniło... Z absurdalnego powodu - o ile popierał w każdym calu stwierdzenie, jakoby każdy miał prawdo decydowania o własnym ciele, beznadziejne, pozbawione polotu posługiwanie się nożem wywołało w nim irytację. Czy można było być pasjonatem cięcia się i krzywdzenia samego siebie? Tak. Chyba tak. Bo czuł się jak jakikolwiek hobbysta widzący jak nowa w tym wszystkim pokraka nie potrafiła nawet przynieść sobie uczucia ulgi. - Kaleczysz się. - Powiedział szorstko i uniósł rękę, a nóż w jej dłoni zatrzymał się w miejscu. To musiało być zaklęcie, ale on nie trzymał różdżki. - Usiądź na łóżku, to ci pomogę.
Oddychał spokojnie, wpatrując się w to co robiła, a kiedy ciemnobrązowe pukle opadły na brudną podłogę, dotarło do niego coś dziwnego - współczucie? Ale on nigdy nie był szczególnie dobry w dobieraniu słów. No, może kiedy był szczęśliwy, ale teraz nie był szczęśliwy.
- Chcesz żebym ci to wyrównał? - Zapytał więc, wpatrując się w asymetrię jej nowej fryzury. Jeżeli nie zamierzała dzisiaj ze sobą skończyć, to trochę żal było wychodzić stąd w tym stanie. Może nie miał za grosz poczucia estetyki (głębszego niż podziwianie ładnych panienek), ale ciąć potrafił. Millie wpadła jednak w szał. Szał, w którym kaleczyła się bez sensu i to już go odrobinę rozdrażniło... Z absurdalnego powodu - o ile popierał w każdym calu stwierdzenie, jakoby każdy miał prawdo decydowania o własnym ciele, beznadziejne, pozbawione polotu posługiwanie się nożem wywołało w nim irytację. Czy można było być pasjonatem cięcia się i krzywdzenia samego siebie? Tak. Chyba tak. Bo czuł się jak jakikolwiek hobbysta widzący jak nowa w tym wszystkim pokraka nie potrafiła nawet przynieść sobie uczucia ulgi. - Kaleczysz się. - Powiedział szorstko i uniósł rękę, a nóż w jej dłoni zatrzymał się w miejscu. To musiało być zaklęcie, ale on nie trzymał różdżki. - Usiądź na łóżku, to ci pomogę.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.