01.05.2024, 14:47 ✶
Rodolphus skinął głową. Będą trzymać rękę na pulsie - czy to ich dwójka, czy Robert ze Stanleyem czy Richardem... Ważne, że to wybrzmiało i Mulciber wiedział, że nawet jeżeli sprawa nie była poważna, to szybko mogła się taka stać. Wystarczyło drobne potknięcie, jeden niewłaściwy, nieprzemyślany ruch i większość z nich by zatonęła. Nikt z ich niewielkiej grupy nie mógł sobie na to pozwolić.
- Tak - potwierdził krótko, bo akurat co do tego nie miał wątpliwości. Poruszał się w sieci kłamstw całkiem sprawnie, na dodatek Victorię znał od dziecka. Wiedział, jak należy z nią postępować, wiedział też, jakie miała poglądy, nawet jeżeli przez ostatnie lata ich relacja się rozluźniła. Jednocześnie wiedział, że nie mógł jej angażować nie tylko ze względu na bezpieczeństwo swoje czy Roberta, ale także jej własne. To była dodatkowa motywacja - bo przecież Victoria była rodziną. Nawet jeżeli walczyła po przeciwnej stronie barykady, to dopóki nie stawała otwarcie przeciwko niemu, chciał wierzyć, że wpływ Longbottomów w końcu osłabnie i kobieta przejrzy na oczy. Ale na pewno jeszcze nie teraz. - Na pewno nie wystarczy. Ale to dobry początek. Victoria tak jak my uważa, że Ministerstwo nic nie robi. Jest rozżalona, chociaż stara się tego nie pokazywać. Jednak nadzieja to nie wszystko.
Powiedział, nabierając więcej powietrza w płuca. Początek był dobry, ale co dalej? Będzie musiał dokopać się do kolejnych informacji. Najpewniej wraz z nią samą. Nakierować ją, pokazać, ze wspiera - i że działa za plecami Ministerstwa, tak jak działała i ona. Przecież nie płynęła do Afryki po to, by polować na żyrafy.
- Z Marie jestem ostrożny, dlatego to tyle trwa. Powęszę, posłucham - bez zadawania pytań. Sprawdzę, o czym rozmawiają w Ministerstwie. Wykorzystam ogólnodostępne plotki do tego, by podpytać Abbott. Znam ryzyko, ale musimy je podjąć - powiedział poważnie. Doskonale wiedział, że jeden fałszywy ruch i on także będzie spierdalał z gabinetu Moody z podkulonym ogonem. Ale czyż jego całe życie i dotychczasowe działania nie polegały właśnie na tym? Na ryzyku i balansowaniu na cienkiej granicy? - Czy ktoś stojący po naszej stronie może wiedzieć więcej na temat tego, co działo się na Polanie Ognisk?
Celowo zaznaczył, że chodzi o ICH stronę. Ich, czyli Roberta i całej reszty. Wiedział, że Mulcibera tam nie było, ale być może ma jeszcze jakieś dodatkowe informacje. Jeśli nie: dowie się sam. Czas naglił, nie mógł pozwolić sobie na zwłokę w tej sprawie.
- Tak - potwierdził krótko, bo akurat co do tego nie miał wątpliwości. Poruszał się w sieci kłamstw całkiem sprawnie, na dodatek Victorię znał od dziecka. Wiedział, jak należy z nią postępować, wiedział też, jakie miała poglądy, nawet jeżeli przez ostatnie lata ich relacja się rozluźniła. Jednocześnie wiedział, że nie mógł jej angażować nie tylko ze względu na bezpieczeństwo swoje czy Roberta, ale także jej własne. To była dodatkowa motywacja - bo przecież Victoria była rodziną. Nawet jeżeli walczyła po przeciwnej stronie barykady, to dopóki nie stawała otwarcie przeciwko niemu, chciał wierzyć, że wpływ Longbottomów w końcu osłabnie i kobieta przejrzy na oczy. Ale na pewno jeszcze nie teraz. - Na pewno nie wystarczy. Ale to dobry początek. Victoria tak jak my uważa, że Ministerstwo nic nie robi. Jest rozżalona, chociaż stara się tego nie pokazywać. Jednak nadzieja to nie wszystko.
Powiedział, nabierając więcej powietrza w płuca. Początek był dobry, ale co dalej? Będzie musiał dokopać się do kolejnych informacji. Najpewniej wraz z nią samą. Nakierować ją, pokazać, ze wspiera - i że działa za plecami Ministerstwa, tak jak działała i ona. Przecież nie płynęła do Afryki po to, by polować na żyrafy.
- Z Marie jestem ostrożny, dlatego to tyle trwa. Powęszę, posłucham - bez zadawania pytań. Sprawdzę, o czym rozmawiają w Ministerstwie. Wykorzystam ogólnodostępne plotki do tego, by podpytać Abbott. Znam ryzyko, ale musimy je podjąć - powiedział poważnie. Doskonale wiedział, że jeden fałszywy ruch i on także będzie spierdalał z gabinetu Moody z podkulonym ogonem. Ale czyż jego całe życie i dotychczasowe działania nie polegały właśnie na tym? Na ryzyku i balansowaniu na cienkiej granicy? - Czy ktoś stojący po naszej stronie może wiedzieć więcej na temat tego, co działo się na Polanie Ognisk?
Celowo zaznaczył, że chodzi o ICH stronę. Ich, czyli Roberta i całej reszty. Wiedział, że Mulcibera tam nie było, ale być może ma jeszcze jakieś dodatkowe informacje. Jeśli nie: dowie się sam. Czas naglił, nie mógł pozwolić sobie na zwłokę w tej sprawie.