01.05.2024, 15:17 ✶
– Nie boje się kurwa, po prostu nie wiem... Nie wiem Morifna co jest prawdą, a co nią nie jest – burknęła ignorując zaczepki dotyczące jej wyborów modowych i sposobów w jaki radziła sobie z dojmującą tęsknotą za Alastorem. Tak mogła chociaż mieć kawałek jego przy sobie, tak mogła myśleć o tym, że śpi dalej w mieszkaniu, że kiedy rano wstanie, to zmierzwi jej włosy i powie, że to ostatni raz, kiedy zakradła mu się do szafy. Mogła przez moment udawać, że będzie tak jak kiedyś. Nawet jeśli teraz przyjemnie było poczuć ciepło ciała, inny zapach, wciąż znajomy, opiekuńcze ramiona. – Nie boję się. – dodała. To nie był najgorszy koszmar jaki miała w ciągu ostatnich trzech miesięcy, ale to może nie był moment na opowiadanie Morfeuszowi topki tego co oblepiało jej mózg w lecznicy.
Przycupnęli we dwoje przy portrecie i zaczęli wywiad, a Millie połknęła absolutnie trującą żabę słysząc tą jebaną "podopieczną". Jak on myślał kurwa, że ile ona ma lat, trzynaście?! I na prawdę jebało ją to, że siedziała w białym, stanowczo za dużym podkoszulku i gaciach, oburzała się z taką samą mocą, jakby miała dupę wciśniętą w najlepszą garsonkę i posadzoną na kancie pieprzonego krzesełeczka.
– Możemy Ci odremontować to miejsce i będziesz mieć lepsze widoki. I okno umyjemy, albo przeniesiemy, na przykład do biblioteki, zamiast tej blond babeczki, jej to chyba nie będzie robić, bo się nie rusza jak Ty. – wypaliła. – Czyli nie wiesz, czy Estella nie żyje, po prostu tak zakładasz, bo ktoś sprzedał dom? My wiemy coś o tej Estelli, poza tym, że była Twoją kumpelą ze szkoły? – zapytała siedzącego obok mężczyznę.
– Ja w sumie też nie wiem ile zapłaciliśmy. – myślała, że to pomyślała, a jednak język powiedział szybciej, niż głowa wpadła na to, by trzymać go za zębową klatką. – Jak jej się zmarło tej narzeczonej? Mm... czy ktoś się utopił w stawie? – przyszło jej to nagle na myśl, więc cóż miała do stracenia, obrazowy portret nigdzie się na razie nie wybierał.
Przycupnęli we dwoje przy portrecie i zaczęli wywiad, a Millie połknęła absolutnie trującą żabę słysząc tą jebaną "podopieczną". Jak on myślał kurwa, że ile ona ma lat, trzynaście?! I na prawdę jebało ją to, że siedziała w białym, stanowczo za dużym podkoszulku i gaciach, oburzała się z taką samą mocą, jakby miała dupę wciśniętą w najlepszą garsonkę i posadzoną na kancie pieprzonego krzesełeczka.
– Możemy Ci odremontować to miejsce i będziesz mieć lepsze widoki. I okno umyjemy, albo przeniesiemy, na przykład do biblioteki, zamiast tej blond babeczki, jej to chyba nie będzie robić, bo się nie rusza jak Ty. – wypaliła. – Czyli nie wiesz, czy Estella nie żyje, po prostu tak zakładasz, bo ktoś sprzedał dom? My wiemy coś o tej Estelli, poza tym, że była Twoją kumpelą ze szkoły? – zapytała siedzącego obok mężczyznę.
– Ja w sumie też nie wiem ile zapłaciliśmy. – myślała, że to pomyślała, a jednak język powiedział szybciej, niż głowa wpadła na to, by trzymać go za zębową klatką. – Jak jej się zmarło tej narzeczonej? Mm... czy ktoś się utopił w stawie? – przyszło jej to nagle na myśl, więc cóż miała do stracenia, obrazowy portret nigdzie się na razie nie wybierał.