Wzruszyła ramionami, bo myśl, że za polecenia wcale nie takich złych dań, Creswell i inni pracownicy barów, pubów i restauracji mogli dostawać dodatkowe pieniądze, było dla Ferny raczej pozytywna. Nie mogła wiedzieć, że za kilka(naście?dziesiąt?) lat zostanie to wykorzystane w raczej mało pozytywny sposób dla pracowników.
— Pech? Silas, gdybyś widział, jak niektórzy są dumni z tego, że wjeżdżają na oddział, w połowie przemieni w garnek albo komodę. Albo z dziobem tego takiego ptaka z dżungli, albo z króliczymi uszami!
Fernah aż się zapowietrzyła, bo wymieniła tylko kilka z przypadków, które widziała w przeciągu ostatnich kilku dni. I w sumie nie odwoływała się do wypadków o wiele tragiczniejszych, kiedy czarodzieje próbowali nakładać mniej lub bardziej paskudne klątwy na różne przedmioty lub padali ofiarami takich.
Podziękowała Silasowi za przyniesione jedzenie i nie tracąc czasu, wbiła widelec w ciasto z warzywami. Dopiero czując smak kruszonki i warzyw dotarło do niej, jak bardzo jest głodna.
— Nadal wiesz o wiele więcej niż ja. — powiedziała między kęsami. — Szukająca z Harpii? W sumie nic dziwnego Dziurawy Kocioł to miejsce, które zna chyba każdy czarodziej na wyspie. Pewnie już poprosiłeś ją o autograf, a jak nie, to polecam. Niektórzy kolekcjonują podpisy jak karty z czekoladowych żab. Czekaj, to nie chodziłeś do Hogwartu?
Zamarła z widelcem uniesionym w połowie drogi do ust i spojrzała zdziwiona na Silasa. Nie mieli okazji, by wcześniej rozmawiać o edukacji, czasach szkolnych czy w ogóle dzieciństwie. Raczej trzymali się tematów luźniejszych, dotyczących aktualnej pracy, jakichś tam plotek, quidditcha i tym podobnych.