01.05.2024, 19:34 ✶
Słowa srebrem, milczenie zaś złotem.
Lecz czy na pewno? Niewymowna wychodziła z przekonania, iż słowa niosą w sobie wielką siłę lecz to właśnie cisza pozwalała docenić wartość ów słów. Vera nie marnuje więc słów, zwłaszcza w momencie, gdy kroczą ulicą i gdzie wiele par uszu mogłoby zasłyszeć omawiane tematy, a jeśli chodziło o rodzinę… Travers byli i pozostać mieli tajemnicą, spowitą blaskiem księżyca. Milczy więc, krocząc pod rękę z mężczyzną który, gdyby nie pierwsze zmarszczki mimiczne jakie pojawiają się na jej twarzy, uznany mógłby być za jej starszego brata, głównie za sprawą ponadprzeciętnego wzrostu. Zasłonę milczenia porzuca dopiero za bezpiecznymi drzwiami własnego mieszkania.
Uśmiecha się delikatnie by kroki skierować do niewielkiej kuchni, widocznie niezwykle rzadko używanej. Vera żoną idealną nie była, zaś brak fascynacji kuchnią pogłębia się jedynie z każdym, kolejnym dniem bycia wdową. Nie bywa często w mieszkaniu, za swój dom mając niewielki gabinet w Departamencie Tajemnic. Nastawia pękaty imbryczek i szykuje dwie, kwieciste filiżanki będące prezentem ślubnym od byłej teściowej. Vera całym swym sercem ich nie znosi i ma nadzieję, że w końcu przyjdzie jej wytłuc te, które jeszcze się ostały.
- Nie masz za co przepraszać. - Odpowiada, a zielone spojrzenie karci go przez chwilę, zupełnie jakby był niesfornym szczenięciem.Nie musi dziękować, nie musi prosić, wystarczył sygnał, a zawsze znajdzie dlań chwilę. - Dla ulubionego bratanka zawsze znajdę czas. - Dodaje już przyjemniej, chcąc upewnić to w tym, co było przecież tak oczywiste. Kobieta rozpoczyna szybki rytuał parzenia herbaty. Czajniczek, susz, gorąca woda, ciasteczka… To wszystko wyłożone na srebrnej tacy znajduje się w końcu na blacie stołu, za którym po chwili zasiada Vera. Napar rozlewa do dwóch filiżanek, by zielone spojrzenie na dłuższą chwilę utkwić w bratanku.
- Pisałeś, że chodzi o sprawy rodzinne… Powiedz mi więc, dlaczego zwracasz się z tym do mnie? - Pyta, unosząc filiżankę ku górze, lecz czeka z upiciem płynu, by uważnie studiować jego twarz. Szuka informacji, odpowiedzi na pytania jakie przewijają się przez jej głowę na razie jednak nie jest w stanie znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. - Nie zrozum mnie źle lecz Fergus pewnie zna więcej odpowiedzi ode mnie. - Dodaje i w końcu upija niewielki łyk gorącego naparu. Jej ojciec, choć martwy, znał wszelkie rodzinne tajemnice i Vera jest pewna, że pomocy by nie odmówił. Wie, że bratanek począł odsuwać się od rodziny, nabierać do nich dystansu… Nadal jednak był jej częścią, nawet jeśli bardzo tego nie chciał.
Lecz czy na pewno? Niewymowna wychodziła z przekonania, iż słowa niosą w sobie wielką siłę lecz to właśnie cisza pozwalała docenić wartość ów słów. Vera nie marnuje więc słów, zwłaszcza w momencie, gdy kroczą ulicą i gdzie wiele par uszu mogłoby zasłyszeć omawiane tematy, a jeśli chodziło o rodzinę… Travers byli i pozostać mieli tajemnicą, spowitą blaskiem księżyca. Milczy więc, krocząc pod rękę z mężczyzną który, gdyby nie pierwsze zmarszczki mimiczne jakie pojawiają się na jej twarzy, uznany mógłby być za jej starszego brata, głównie za sprawą ponadprzeciętnego wzrostu. Zasłonę milczenia porzuca dopiero za bezpiecznymi drzwiami własnego mieszkania.
Uśmiecha się delikatnie by kroki skierować do niewielkiej kuchni, widocznie niezwykle rzadko używanej. Vera żoną idealną nie była, zaś brak fascynacji kuchnią pogłębia się jedynie z każdym, kolejnym dniem bycia wdową. Nie bywa często w mieszkaniu, za swój dom mając niewielki gabinet w Departamencie Tajemnic. Nastawia pękaty imbryczek i szykuje dwie, kwieciste filiżanki będące prezentem ślubnym od byłej teściowej. Vera całym swym sercem ich nie znosi i ma nadzieję, że w końcu przyjdzie jej wytłuc te, które jeszcze się ostały.
- Nie masz za co przepraszać. - Odpowiada, a zielone spojrzenie karci go przez chwilę, zupełnie jakby był niesfornym szczenięciem.Nie musi dziękować, nie musi prosić, wystarczył sygnał, a zawsze znajdzie dlań chwilę. - Dla ulubionego bratanka zawsze znajdę czas. - Dodaje już przyjemniej, chcąc upewnić to w tym, co było przecież tak oczywiste. Kobieta rozpoczyna szybki rytuał parzenia herbaty. Czajniczek, susz, gorąca woda, ciasteczka… To wszystko wyłożone na srebrnej tacy znajduje się w końcu na blacie stołu, za którym po chwili zasiada Vera. Napar rozlewa do dwóch filiżanek, by zielone spojrzenie na dłuższą chwilę utkwić w bratanku.
- Pisałeś, że chodzi o sprawy rodzinne… Powiedz mi więc, dlaczego zwracasz się z tym do mnie? - Pyta, unosząc filiżankę ku górze, lecz czeka z upiciem płynu, by uważnie studiować jego twarz. Szuka informacji, odpowiedzi na pytania jakie przewijają się przez jej głowę na razie jednak nie jest w stanie znaleźć satysfakcjonującej odpowiedzi. - Nie zrozum mnie źle lecz Fergus pewnie zna więcej odpowiedzi ode mnie. - Dodaje i w końcu upija niewielki łyk gorącego naparu. Jej ojciec, choć martwy, znał wszelkie rodzinne tajemnice i Vera jest pewna, że pomocy by nie odmówił. Wie, że bratanek począł odsuwać się od rodziny, nabierać do nich dystansu… Nadal jednak był jej częścią, nawet jeśli bardzo tego nie chciał.