01.05.2024, 21:41 ✶
Zdecydowanie lepiej od noża posługiwała się pędzlem, dawno jednak nie wchodziła na strych, nie umiała znaleźć chęci, powodu, by przelewać cokolwiek na papier czy płótno. Zazwyczaj, kiedy tam zaglądała, kiedy siadała pośród zakurzonej, ciemnej przestrzeni z towarzystwem swojej karmelówki, zazwyczaj robiła to tylko po to, żeby upodlić się bardziej. Patrzeć na te wszystkie niedokończone sprawy i myśleć o tym jak beznadziejna jest w tym co robi za dnia i jak beznadziejna jest w tym, co teoretycznie powinno sprawiać jej przyjemność. Patrzenie męczyło, kaleczyło duszę, mniej lub bardziej paskudnymi bohomoazami. A jednak bywały takie noce, że siadziała nad jakąś dłonią tak długo, aż przed świtem wilk powrócił do domu. Bywały takie noce, gdzie wiedziała, że nie zmruży oka póki nie ujmie wszystkich żył i tętnic w jego zaciśniętej pięści.
W pierwszej chwili nie zrozumiała jego polecenia, zdawało się też, że nie zauważyła, że nóż zamarł i nie mogła dalej ciąć. Niedbale wypuściła go po chwili. W bezruchu, w bezmyślności, bezładzie. Mogła być wrząca lub lodowata, a teraz nagle sytuacja wymuszała na niej bierność, której nienawidziła. Równie dobrze mogła umrzeć. A przecież była martwa w środku. Przerażona od jakiegoś czasu perspektywą kolejnych długich lat wiecznego strachu o to, że w pewnym momencie ktoś wystawi jej walizki za drzwi, przerażona bardzo świeżo odkryciem, który sarkający w jej kierunku nożownik nie był świadom.
– Tak, poproszę. – Odpowiedziała bezbarwnie, siadając na ziemi przy łóżku, jakby na raz nie mogło wystąpić zderzenie słowa "proszę" na jej języku i wykonanie polecenia w czystej postaci tego jak powinno być wykonane. Kiedy usiadł za nią, kiedy jego stopa dotknęła podłogi, ale nóż jeszcze nie sięgnął strzępków włosów pozostawionych w nieładzie, przechyliła głowę do kościstego kolana opierając o nie czoło. Pierwszy przejaw potrzeby innej niż bezmyślne pierdolenie się w mniej lub bardziej śmierdzących okolicznościach.
– Jak chciałbyś umrzeć? Myślałeś o tym kiedyś? – zapytała chropowato, nie chcąc zabrać zroszonej potem skóry od tej niewygodnej poduszki. – Myślisz, że ktoś zapłacze nad Twoim truchłem? Byłam na pogrzebie jednej kurwy z Nokturna. Przyjechała niedawno do miasta i miasto wysrało ją do zbiorowego grobu. Byłam tylko ja i pierdolący coś o miłości bogini chujek z konwenu. Nikt więcej. Myślisz... myślisz, że nas też tak będą żegnać?
W pierwszej chwili nie zrozumiała jego polecenia, zdawało się też, że nie zauważyła, że nóż zamarł i nie mogła dalej ciąć. Niedbale wypuściła go po chwili. W bezruchu, w bezmyślności, bezładzie. Mogła być wrząca lub lodowata, a teraz nagle sytuacja wymuszała na niej bierność, której nienawidziła. Równie dobrze mogła umrzeć. A przecież była martwa w środku. Przerażona od jakiegoś czasu perspektywą kolejnych długich lat wiecznego strachu o to, że w pewnym momencie ktoś wystawi jej walizki za drzwi, przerażona bardzo świeżo odkryciem, który sarkający w jej kierunku nożownik nie był świadom.
– Tak, poproszę. – Odpowiedziała bezbarwnie, siadając na ziemi przy łóżku, jakby na raz nie mogło wystąpić zderzenie słowa "proszę" na jej języku i wykonanie polecenia w czystej postaci tego jak powinno być wykonane. Kiedy usiadł za nią, kiedy jego stopa dotknęła podłogi, ale nóż jeszcze nie sięgnął strzępków włosów pozostawionych w nieładzie, przechyliła głowę do kościstego kolana opierając o nie czoło. Pierwszy przejaw potrzeby innej niż bezmyślne pierdolenie się w mniej lub bardziej śmierdzących okolicznościach.
– Jak chciałbyś umrzeć? Myślałeś o tym kiedyś? – zapytała chropowato, nie chcąc zabrać zroszonej potem skóry od tej niewygodnej poduszki. – Myślisz, że ktoś zapłacze nad Twoim truchłem? Byłam na pogrzebie jednej kurwy z Nokturna. Przyjechała niedawno do miasta i miasto wysrało ją do zbiorowego grobu. Byłam tylko ja i pierdolący coś o miłości bogini chujek z konwenu. Nikt więcej. Myślisz... myślisz, że nas też tak będą żegnać?