01.05.2024, 22:09 ✶
W jej oczach tliła się ta niebezpieczna iskra, która go tylko prowokowała. Miał potrzebę sprawdzania, gdzie dziewczyna miała granice. Podejmowała rzucane przez niego wyzwania, pyskowała i była uparta, a jednak tkwiła z kradzionym pierścionkiem, zaręczona z kimś, kogo praktycznie nie zna. I w dziwny sposób wydawało się to chłopakowi bardzo nie w jej stylu, jakby róży tak po prostu nie przystało. - Trupy i Nokturn to w tych czasach po prostu słabe połączenie, Różyczko. - uśmiechnął się równie słodko i sztucznie, zaraz śmiejąc się pod nosem, bo jawnie próbował ją przedrzeźniać.
Nie lubił, ale musiał to znosić — jak wiele innych rzeczy, które kazano mu robić. Nie narzekał jednak otwarcie, głównie po cichu i tylko do Staszka, żeby przypadkiem dziadek się nie denerwował. Bale bywały ciekawe, ale wszystko zależało od towarzystwa i organizatorów. Wiele rodów faktycznie trzymało się tradycji, dorzucając jedynie drobne urozmaicenia w postaci najnowszych trendów jedzeniowych lub też nieco żywszej muzyki, co sprawiało, że wydarzeni takie były po prostu bezpieczne. Jak było się na dwóch, to już umiało się odnaleźć i zachować na każdym. A Antek musiał po prostu ładnie wyglądać, uśmiechając się i dbać o interesy rodu Borgin — w głębi serca nadal jednak wierzył, że Stanley nadawał się do tego lepiej i chętnie oddałby mu ten pierścień.
Na Merlina, uświadomił sobie — pojedyńcza myśl przemknęła mu przez głowę, że dużo zależało od pierścionków w życiu! Bezpośredniość Tośka wcale nie pomagała w prawidłowym opisie sytuacji, ale jego brat się nie mylił — Różyczka faktycznie go zainteresowała, a do tego wizualnie wpasowywała się w to, co po prostu lubił i uważał za atrakcyjne. Umówmy się, gdyby była blond, to by wcale nie wypalił z tymi zaręczynami! Widział spojrzenie Stanleya i westchnął ciężko, czując przedzierającą się przez atmosferę dezaprobatę względem jego nieco szalonych działań i nie mógł powstrzymać wywrócenia oczami, dziękując uprzednio Francisowi za przyniesione rzeczy, a następnie upijając łyka, bo nieco mu zaschło w gardle.
- No wiesz.. Ta presja, spojrzenia. To wydało mi się najbardziej naturalne. - wyjaśnił zgodnie z prawdą właściwie, wzruszając delikatnie ramionami. A niestety konsekwencjami nie przejmował się zwykle w momencie, w którym podejmował decyzję, przynajmniej w większości przypadków. Jego wzrok powędrował w stronę kobiety. - W sumie to chyba się nie spodziewałem faktycznie, że się zgodzisz. - dodał na odrobinę swojej obrony, posyłając jej jednak szeroki uśmiech i puszczając oczko, jakby samo przyjęcie tej oferty przez nią było największym komplementem w jego kierunku. Był też pod wrażeniem, jak twardo spoglądała na bruneta za biurkiem i jak gładko przychodziły jej kłamstwa, na które on sam pewnie by się złapał. Kolejny element, który nie pasował do tej delikatnej otoczki, dodający kwiatu kolców, które ostatecznie sprawiały, że był ciekawszy. Czym jeszcze go zaskoczy?
Na Staśka uwagę przytaknął, pierścionek owszem, był. Brzydki, ale był. Nie powiedział tego głośno, żeby nie zrobić jej przykrości, skoro wymyśliła doskonałą śpiewkę z myciem rąk i dbaniem o błyskotki, która wydała mu się naprawdę sensowna. - Seria niefortunnych wypadków, jak słyszysz. Miała wilgotne dłonie i się zsunął, a przy tym akurat na nią wpadłem. Oczywiście, że z klasą, ale wiecie, co mówią i wiesz doskonale bracie, jak jest, gdy kobieta jest zajęta. Wtedy ktoś, kto się wahał lub tylko obserwował, chce jej najbardziej. Taka nasza natura.
Idąc śladem gospodarza, również się zaciągnął, a potem upił ze szklanki, gdy dym wypuścił jego płuca. Im dłużej tu tkwili, tym bardziej uświadamiał sobie, że naprawdę mógł odrobinę przesadzić ze swoim dramatycznym rozwiązaniem. Zwilżył wargi, wzdychając, a potem zatonął głębiej w kanapie, opierając się wygodnie. Jego wzrok wędrował pomiędzy Rose a Stasiem.
- Nie mów dziadkowi, przecież mnie zabije. - westchnął, znów wywracając oczami, jakby jego opiekun wpadł na najgorszy pomysł na świecie. Dziadek był staroświecki, opinia o Borginach była dla niego wszystkim i zwykle przecież Tosiek dawał mu same powody do dumy — dobre wyniki w szkole z potrzebnych przedmiotów, opanowana kaligrafia, dryg do galeonów i szybkie awanse w Ministerstwie. Znając dziadka, zmusiłby ich do tego ślubu, a sądząc po podejściu jego narzeczonej, nie była tym zachwycona. Czy powinien coś dodać? Pewnie tak. Zamierzał? Nie. Pokręcił więc głową, stukając palcami w trzymaną szklankę, którą później odłożył na stolik, również pozbywając się nadmiaru popiołu z fajki. Ah te nałogi.
- Może wystarczy poczekać, aż wybuchnie jakiś skandal i wtedy nikt nie będzie zwracał uwagi na nas? Lestrange czy Malfoy to popularniejsze rody niż nasze. Czy Black nie miał mieć ślubu lub dzieci teraz? - przesunął dłonią po szyi, drapiąc ja w zamyśleniu. Musiał pomóc im znaleźć rozwiązanie, skoro namieszał. Nie chciał robić jej kłopotów. Czując jej spojrzenie, odwrócił głowę w jej stronę. - Podobno rodzice mnie lubią..? - zażartował najpierw, ale widząc, że jej to chyba nie rozbawiło, dopił szybko i odstawił szklankę na bok. Wyprostował się, spoglądając chwilę na brata, a potem znów na brązowowłosą. - Nie martw się, za kilka dni będzie po wszystkim. Coś wymyślę, skoro już Cię wciągnąłem w ten teatrzyk. Czemu ciągle mówisz, że nie chcesz adoratorów..? Właściwie, to może moglibyśmy sobie pomóc.. - ciągnął zaciekawiony, ściągając na chwilę brwi. Doskonale wiedział, że Stasiu nie będzie zachwycony kolejnym mądrym pomysłem, który właśnie wpadł mu do głowy.
Nie lubił, ale musiał to znosić — jak wiele innych rzeczy, które kazano mu robić. Nie narzekał jednak otwarcie, głównie po cichu i tylko do Staszka, żeby przypadkiem dziadek się nie denerwował. Bale bywały ciekawe, ale wszystko zależało od towarzystwa i organizatorów. Wiele rodów faktycznie trzymało się tradycji, dorzucając jedynie drobne urozmaicenia w postaci najnowszych trendów jedzeniowych lub też nieco żywszej muzyki, co sprawiało, że wydarzeni takie były po prostu bezpieczne. Jak było się na dwóch, to już umiało się odnaleźć i zachować na każdym. A Antek musiał po prostu ładnie wyglądać, uśmiechając się i dbać o interesy rodu Borgin — w głębi serca nadal jednak wierzył, że Stanley nadawał się do tego lepiej i chętnie oddałby mu ten pierścień.
Na Merlina, uświadomił sobie — pojedyńcza myśl przemknęła mu przez głowę, że dużo zależało od pierścionków w życiu! Bezpośredniość Tośka wcale nie pomagała w prawidłowym opisie sytuacji, ale jego brat się nie mylił — Różyczka faktycznie go zainteresowała, a do tego wizualnie wpasowywała się w to, co po prostu lubił i uważał za atrakcyjne. Umówmy się, gdyby była blond, to by wcale nie wypalił z tymi zaręczynami! Widział spojrzenie Stanleya i westchnął ciężko, czując przedzierającą się przez atmosferę dezaprobatę względem jego nieco szalonych działań i nie mógł powstrzymać wywrócenia oczami, dziękując uprzednio Francisowi za przyniesione rzeczy, a następnie upijając łyka, bo nieco mu zaschło w gardle.
- No wiesz.. Ta presja, spojrzenia. To wydało mi się najbardziej naturalne. - wyjaśnił zgodnie z prawdą właściwie, wzruszając delikatnie ramionami. A niestety konsekwencjami nie przejmował się zwykle w momencie, w którym podejmował decyzję, przynajmniej w większości przypadków. Jego wzrok powędrował w stronę kobiety. - W sumie to chyba się nie spodziewałem faktycznie, że się zgodzisz. - dodał na odrobinę swojej obrony, posyłając jej jednak szeroki uśmiech i puszczając oczko, jakby samo przyjęcie tej oferty przez nią było największym komplementem w jego kierunku. Był też pod wrażeniem, jak twardo spoglądała na bruneta za biurkiem i jak gładko przychodziły jej kłamstwa, na które on sam pewnie by się złapał. Kolejny element, który nie pasował do tej delikatnej otoczki, dodający kwiatu kolców, które ostatecznie sprawiały, że był ciekawszy. Czym jeszcze go zaskoczy?
Na Staśka uwagę przytaknął, pierścionek owszem, był. Brzydki, ale był. Nie powiedział tego głośno, żeby nie zrobić jej przykrości, skoro wymyśliła doskonałą śpiewkę z myciem rąk i dbaniem o błyskotki, która wydała mu się naprawdę sensowna. - Seria niefortunnych wypadków, jak słyszysz. Miała wilgotne dłonie i się zsunął, a przy tym akurat na nią wpadłem. Oczywiście, że z klasą, ale wiecie, co mówią i wiesz doskonale bracie, jak jest, gdy kobieta jest zajęta. Wtedy ktoś, kto się wahał lub tylko obserwował, chce jej najbardziej. Taka nasza natura.
Idąc śladem gospodarza, również się zaciągnął, a potem upił ze szklanki, gdy dym wypuścił jego płuca. Im dłużej tu tkwili, tym bardziej uświadamiał sobie, że naprawdę mógł odrobinę przesadzić ze swoim dramatycznym rozwiązaniem. Zwilżył wargi, wzdychając, a potem zatonął głębiej w kanapie, opierając się wygodnie. Jego wzrok wędrował pomiędzy Rose a Stasiem.
- Nie mów dziadkowi, przecież mnie zabije. - westchnął, znów wywracając oczami, jakby jego opiekun wpadł na najgorszy pomysł na świecie. Dziadek był staroświecki, opinia o Borginach była dla niego wszystkim i zwykle przecież Tosiek dawał mu same powody do dumy — dobre wyniki w szkole z potrzebnych przedmiotów, opanowana kaligrafia, dryg do galeonów i szybkie awanse w Ministerstwie. Znając dziadka, zmusiłby ich do tego ślubu, a sądząc po podejściu jego narzeczonej, nie była tym zachwycona. Czy powinien coś dodać? Pewnie tak. Zamierzał? Nie. Pokręcił więc głową, stukając palcami w trzymaną szklankę, którą później odłożył na stolik, również pozbywając się nadmiaru popiołu z fajki. Ah te nałogi.
- Może wystarczy poczekać, aż wybuchnie jakiś skandal i wtedy nikt nie będzie zwracał uwagi na nas? Lestrange czy Malfoy to popularniejsze rody niż nasze. Czy Black nie miał mieć ślubu lub dzieci teraz? - przesunął dłonią po szyi, drapiąc ja w zamyśleniu. Musiał pomóc im znaleźć rozwiązanie, skoro namieszał. Nie chciał robić jej kłopotów. Czując jej spojrzenie, odwrócił głowę w jej stronę. - Podobno rodzice mnie lubią..? - zażartował najpierw, ale widząc, że jej to chyba nie rozbawiło, dopił szybko i odstawił szklankę na bok. Wyprostował się, spoglądając chwilę na brata, a potem znów na brązowowłosą. - Nie martw się, za kilka dni będzie po wszystkim. Coś wymyślę, skoro już Cię wciągnąłem w ten teatrzyk. Czemu ciągle mówisz, że nie chcesz adoratorów..? Właściwie, to może moglibyśmy sobie pomóc.. - ciągnął zaciekawiony, ściągając na chwilę brwi. Doskonale wiedział, że Stasiu nie będzie zachwycony kolejnym mądrym pomysłem, który właśnie wpadł mu do głowy.