Nie oczekiwała nadmiernego zainteresowanie sobą oraz prowadzonym biznesem. Po prostu rozmawiała. Udzielała odpowiedzi. Jeśli przypadkiem zyska kolejnego klienta, ucieszy się. Oczywiście, że tak. Tyle tylko, że będzie to coś, co się udało zrobić przy okazji. Nie po to zjawiła się w ośrodku. Nie taki był cel tej wycieczki.
- Zawsze uwielbiałam wasze perfumy, są zniewalające. - zamiast na kosmetykach, skupiła się na innym produkcie, który również wyszedł spod ręki Potterów. Niestety, nie było jej stać na to, żeby ich używać. Za drogie, a przecież nadal nie zaczęła na swoim sklepie szczególnie dobrze zarabiać. Nie zrażała się jednak, przekonana że ciężka praca w pewnym momencie będzie musiała się jej opłacić. A także cierpliwość.
Skoro porozumiały się odnośnie dalszych działań, pozostało im odnaleźć bibliotekę. Chwilę przyszło im krążyć po miasteczku, aż wreszcie trafili przed właściwy budynek. Następnie obydwie weszły do środka. Podeszły do jednej z pracownic, którą - zgodnie ze wcześniejszymi ustaleniami - o wszystko miała wypytać Peppa. Czy faktycznie lepiej kłamała? Tego Penny nie była w stanie jednoznacznie ocenić. Za mało ją znała. Uznała, że bezpieczniej dla nich było się trzymać wersji, jaką wcześniej przedstawili napotkanej bibliotekarce. Tej o pokrewieństwie Peppy i Owena.
Stojąc obok Potterówny, starała się więc nie wtrącać - zanadto - oraz uśmiechać. Przyjaźnie. Nie chciała wszystkiego popsuć. Utrudnić. Skoro już się za to zabrały, to mogły chociaż spróbować rozegrać to wszystko we względnie sensowny sposób. Odpowiednio się tym zadaniem zająć. W jaki sposób mogły przekonać bibliotekarkę, do pokazania im kart udostępnienia zasobu bibliotecznego...?
Myśl, Penny, myśl...
Sięgnęła po swoją torbę, niewielką, przewieszoną przez ramię. Zaczęła nieśpiesznie przeglądać jej zawartość. Tak jakby czegoś szukała. Tak jakby próbowała coś tutaj znaleźć. Tyle tylko, że tego czegoś w środku nie było - nie miało prawa być.
- Oh! - włączyła się, dodając nieco teatrzyku również od siebie. - Peppo. masz tę karteczkę z zapisanymi książkami i stronami? Dałabym sobie rękę uciąć, że ją zabrałam, włożyłam do torebki, ale... - na ile potrafiła, na tyle próbowała posłać odrobinę młodszej koleżance przepraszające spojrzenie. Tak jakby rzeczywiście nawaliła. Tak jakby znów sprawiła innym problem. Oczywiście z tego problemu Peppa mogła łatwo wybrnąć. Wystarczyło, żeby z lekką irytacją stwierdziła, że powinna być w stanie zidentyfikować, o które książki chodzi, gdyby tylko pokazali jej kartę biblioteczną Owena Bagshota. Albo jakiś zeszyt wypożyczeń lub inną ewidencje, jaką prowadzono. Bo przecież coś prowadzić musieli.