01.05.2024, 22:56 ✶
Zauważył tę zmianę. To, że po raz kolejny w odpowiedzi na jego słowa się uśmiechnął. A przecież Nicholas Travers praktycznie nigdy tego nie robił. Co mogło spowodować tę zmianę? Postanowił zrzucić to na osłabienie organizmu, nie doszukiwać się drugiego dna w tym, co aktualnie działo się między ich dwójką.
- Zostawię cię więc - powiedział, wstając. Czy tak zachowywał się ktoś, komu nie można było ufać? Ktoś, przed kim ostrzegał go Robert? Chociaż czy na pewno Robert znał go na tyle, żeby móc ostrzegać kogokolwiek przed Rodolphusem? Czy po prostu nie ufał mu, bo nie ufał tak naprawdę prawie nikomu? Oczywiście że miał rację, wszystko na to wskazywało. Lestrange był młody, ale niegłupi. Ostrożny, oszczędny w ruchach i słowach. Analizował i milczał, woląc słuchać, by w najmniej spodziewanym momencie zadać cios. Jak wąż, który czaił się w zaroślach. Węże miały jednak to do siebie, że nie atakowały niesprowokowane. Część z nich wolała prześlizgnąć się niezauważenie, a część wprost ostrzegała przed niebezpieczeństwem. Kojarzyły się z podstępnością, zdradą - lecz czy na pewno była to sprawiedliwa opinia? Żmijom daleko było do lojalności, jednak z jakichś powodów Rodolphus trwał przy tych, których wybrał, od lat do teraz. Z drugiej jednak strony jasnym było, że kłamstwa były jakby jego naturalną stroną. Udawał, lecz czy nie udawali oni wszyscy, ukrywając się ze swoimi poglądami i misją, którą przyszło im wypełniać? Nie było jasnej, prostej odpowiedzi na to pytanie - bo i świat, w którym przyszło im żyć, nie był czarno-biały.
Wychodząc, zamknął cicho drzwi. Dokończył zapinanie tej nieszczęsnej koszuli, a potem rozejrzał się po kuchni. Westchnął, a wzrok powędrował w kierunku różdżki. Jedno machnięcie i wszystkie pozostałości po tym nieszczęśliwym zderzeniu z podłogą pozostaną tylko wspomnieniem. Śniadanie zjadł sam, również sam sięgnął po Proroka. Ostatnio starał się trzymać rękę na pulsie, i chociaż niekoniecznie uśmiechało mu się czytanie bzdurnych artykułów, to wśród gąszczu z pozoru bezsensownych zdań zawsze dało się wyłuskać ważne informacje. Przyjemna cisza otoczyła na powrót jego umysł, pozwalając się wyciszyć i skupić na tym, co było ważne. Informacje, porządkowanie ich w głowie. Rozważania na temat tego, co działo się przez ostatnie dni. Ostrożnie przekładał kolejne szuflady w swojej pamięci, lokując poszczególne skrawki wyczytane z gazety w odpowiednich miejscach. Łączył je ze sobą, w myślach zakreślając kolejne słowa i dodając znaki zapytania. Dla osoby postronnej mogło się wydawać, że miał problemy z czytaniem. Wracał wielokrotnie to tych samych stron, przewracał je, czytał po raz kolejny to, co już wiedział. Dla pewności. Nie planował budzić Nicholasa, nawet gdy nadeszła pora, w której normalnie jadało się obiad. Ten posiłek zawsze był ruchomy, a i on pogrążył się w lekturze, tym razem książki, gdy skończył z gazetą - nie przepadał za odrywaniem się od podjętych już działań. Zresztą niewymowny potrzebował snu. Jak wstanie, to wstanie. Najwyżej prześpi cały dzień lub obudzi się pod wieczór. Wspominał o listach, które musiał dzisiaj wysłać, ale do końca dnia było jeszcze daleko.
- Zostawię cię więc - powiedział, wstając. Czy tak zachowywał się ktoś, komu nie można było ufać? Ktoś, przed kim ostrzegał go Robert? Chociaż czy na pewno Robert znał go na tyle, żeby móc ostrzegać kogokolwiek przed Rodolphusem? Czy po prostu nie ufał mu, bo nie ufał tak naprawdę prawie nikomu? Oczywiście że miał rację, wszystko na to wskazywało. Lestrange był młody, ale niegłupi. Ostrożny, oszczędny w ruchach i słowach. Analizował i milczał, woląc słuchać, by w najmniej spodziewanym momencie zadać cios. Jak wąż, który czaił się w zaroślach. Węże miały jednak to do siebie, że nie atakowały niesprowokowane. Część z nich wolała prześlizgnąć się niezauważenie, a część wprost ostrzegała przed niebezpieczeństwem. Kojarzyły się z podstępnością, zdradą - lecz czy na pewno była to sprawiedliwa opinia? Żmijom daleko było do lojalności, jednak z jakichś powodów Rodolphus trwał przy tych, których wybrał, od lat do teraz. Z drugiej jednak strony jasnym było, że kłamstwa były jakby jego naturalną stroną. Udawał, lecz czy nie udawali oni wszyscy, ukrywając się ze swoimi poglądami i misją, którą przyszło im wypełniać? Nie było jasnej, prostej odpowiedzi na to pytanie - bo i świat, w którym przyszło im żyć, nie był czarno-biały.
Wychodząc, zamknął cicho drzwi. Dokończył zapinanie tej nieszczęsnej koszuli, a potem rozejrzał się po kuchni. Westchnął, a wzrok powędrował w kierunku różdżki. Jedno machnięcie i wszystkie pozostałości po tym nieszczęśliwym zderzeniu z podłogą pozostaną tylko wspomnieniem. Śniadanie zjadł sam, również sam sięgnął po Proroka. Ostatnio starał się trzymać rękę na pulsie, i chociaż niekoniecznie uśmiechało mu się czytanie bzdurnych artykułów, to wśród gąszczu z pozoru bezsensownych zdań zawsze dało się wyłuskać ważne informacje. Przyjemna cisza otoczyła na powrót jego umysł, pozwalając się wyciszyć i skupić na tym, co było ważne. Informacje, porządkowanie ich w głowie. Rozważania na temat tego, co działo się przez ostatnie dni. Ostrożnie przekładał kolejne szuflady w swojej pamięci, lokując poszczególne skrawki wyczytane z gazety w odpowiednich miejscach. Łączył je ze sobą, w myślach zakreślając kolejne słowa i dodając znaki zapytania. Dla osoby postronnej mogło się wydawać, że miał problemy z czytaniem. Wracał wielokrotnie to tych samych stron, przewracał je, czytał po raz kolejny to, co już wiedział. Dla pewności. Nie planował budzić Nicholasa, nawet gdy nadeszła pora, w której normalnie jadało się obiad. Ten posiłek zawsze był ruchomy, a i on pogrążył się w lekturze, tym razem książki, gdy skończył z gazetą - nie przepadał za odrywaniem się od podjętych już działań. Zresztą niewymowny potrzebował snu. Jak wstanie, to wstanie. Najwyżej prześpi cały dzień lub obudzi się pod wieczór. Wspominał o listach, które musiał dzisiaj wysłać, ale do końca dnia było jeszcze daleko.