01.05.2024, 22:56 ✶
– Doskonale, przejdźmy więc do konkretów. Zacznę od tego, że tak jak uprzedzałem, bardzo będę liczył, nie tylko słowem ale i złotem, na pani dyskrecję w tym projekcie. Jest on dla mnie niezwykle... niezwykle istotny. – Dyskrecja, ach, czyż nie była to waluta najcenniejsza w dawnym życiu? Kluczowe zdawało się pewne zaufanie, niepisana umowa między zleceniodawcą a wykonawcą usługi, bo jakże inaczej można było nazwać akt przeniesienia praw przedmiotu z jednej osoby na drugą, że w przypadku nazwijmy to roboczo fiaskiem przedsięwzięcia, jeden nie zdradza drugiego. Zazwyczaj jednak pomiędzy, był jakiś paser. Ktoś kto podejmował ryzyko przekazania zlecenia, ktoś kogo podejmowali ryzyko znajomości ci, którzy chcieli te zlecenia ofiarowywać.
Tymczasem teraz pan Shafiq przekręcił kilkukrotnie zloty sygnet z insygniami swojego departamentu, milknąc na chwile i pozwalając filiżance z czarną kawą ustawioną na srebrzystej paterze wraz z dzbanuszkiem na mleko i cukiernicą pojawić się na biurku przed widocznie spiętą jubilerką. Bo przecież o zlecenie na biżuterie będzie chodzić, czyż nie.
– W British Museum znajdują się eksponaty, które bardzo mnie zainteresowały w ostatnim czasie – podjął dalej, jak gdyby nigdy nic, sięgając do jednej z szuflad, aby wyciągnąć z niej kremową teczkę. Obok misternie zdobiącego srebra zbierającego na sobie obrzydliwie cienką porcelanę, pojawiły się dwie fotografie. Pierwsza przedstawiała klamrę pasa, albo zwieńczenie diademu z centralnie umieszczoną rogatą twarzą obrośniętą liśćmi. Druga z kolei była rzeźbą młodzieńca, którego głowę zdobił wieniec z podobnych liści i winnych gron. Rzeźba zdawała się być naturalnych rozmiarów człowieka, choć trudno było ocenić, na zdjęciu brakło kogokolwiek dla osiągnięcia skali. – To stała ekspozycja Grecka. Mój znajomy powrócił niedawno z tamtych okolic i pragnę zorganizować dla niego małą niespodziankę w której, jak mniemam, jest pani odpowiednią osobą, żeby mi pomóc. – Umilkł i sięgnął po własną, grubo ciosaną kryształową szklankę w której mienił się złocisty trunek. Nie zauważyła go wcześniej, stał po drugiej stronie niż mosiądzowa misa, której smoki patrzyły na nią oskarżycielsko.
Tymczasem teraz pan Shafiq przekręcił kilkukrotnie zloty sygnet z insygniami swojego departamentu, milknąc na chwile i pozwalając filiżance z czarną kawą ustawioną na srebrzystej paterze wraz z dzbanuszkiem na mleko i cukiernicą pojawić się na biurku przed widocznie spiętą jubilerką. Bo przecież o zlecenie na biżuterie będzie chodzić, czyż nie.
– W British Museum znajdują się eksponaty, które bardzo mnie zainteresowały w ostatnim czasie – podjął dalej, jak gdyby nigdy nic, sięgając do jednej z szuflad, aby wyciągnąć z niej kremową teczkę. Obok misternie zdobiącego srebra zbierającego na sobie obrzydliwie cienką porcelanę, pojawiły się dwie fotografie. Pierwsza przedstawiała klamrę pasa, albo zwieńczenie diademu z centralnie umieszczoną rogatą twarzą obrośniętą liśćmi. Druga z kolei była rzeźbą młodzieńca, którego głowę zdobił wieniec z podobnych liści i winnych gron. Rzeźba zdawała się być naturalnych rozmiarów człowieka, choć trudno było ocenić, na zdjęciu brakło kogokolwiek dla osiągnięcia skali. – To stała ekspozycja Grecka. Mój znajomy powrócił niedawno z tamtych okolic i pragnę zorganizować dla niego małą niespodziankę w której, jak mniemam, jest pani odpowiednią osobą, żeby mi pomóc. – Umilkł i sięgnął po własną, grubo ciosaną kryształową szklankę w której mienił się złocisty trunek. Nie zauważyła go wcześniej, stał po drugiej stronie niż mosiądzowa misa, której smoki patrzyły na nią oskarżycielsko.