Przyglądała się jabłoniom, które robiły ogromne wrażenie nawet na takiej osobie, jak ona, która znała się tyle, co wcale na roślinach. Drzewa były ogromne, ich owoce wyglądały naprawdę wspaniale, jakby były najlepsze na świecie, w sklepie nie można było znaleźć podobnych jabłek, wyróżniał się wielkością i kolorem, prosiły się o to, żeby ich skosztować, niczym jakiś zakazany owoc.
Dostrzegła Camerona dopiero, gdy wyłonił się z ścieżki skrytej za krzewami, nie usłyszała wcześniej, że się zbliża, zapatrzona w te wspaniałe drzewa.
Przeniosła wzrok w jego stronę, przyglądała się mu, kiedy zmierzał w jej kierunku. Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać. Serce zaczęło bić jej szybciej, w końcu to był Lupin. Tak wiele dla niej znaczył, a ona najwyraźniej nie do końca to doceniała. Nadal czuła spore wyrzuty sumienia po tym, o czym wspominał jej na plaży. Niepewność była uczuciem rzadko kiedy jej towarzyszącym, od kiedy jednak opuścili Windermere jej nie opuszczała. Nie mogła przewidzieć, co się stanie, nie po tym, co jej wtedy powiedział. Była pewna jedynie tego, że nie chce go stracić, bo tak wiele dla niej znaczył, więcej, niż każdy inny. Szkoda by było, żeby zniszczyła przez swoje zachowanie to, co udało im się razem osiągnąć. Tym bardziej, że naprawdę aktualnie nie umiała wyobrazić sobie swojego życia bez Camerona. Przywiązała się do niego bardzo mocno.
Ruszyła mu naprzeciw, żeby nie stać w miejscu, nie tkwić w tej niepewności i natłoku myśli. Dostrzegła bukiet w jego dłoni, co spowodowało uśmiech na jej twarzy. Doceniała każdy, taki drobny gest. Zatrzymała się też w końcu, bo znaleźli się wreszcie odpowiednio blisko siebie.
Przywitała go uśmiechem, jak miała w zwyczaju. Widziała, że jest w kiepskim nastroju. Czyżby znowu przez nią. Znowu poczuła się mniej pewnie, zaczęła szukać w myślach powodu przez który mógł być na nią zły, jednak nie wydawało się jej, żeby ostatnio zrobiła coś głupiego. - No hej. - Ton jej głosu jednak również nie brzmiał specjalnie pewnie, jakby trochę się bała, że zrobiła coś nie tak.
Ulżyło jej, gdy się odezwał. Kamień z serca, jednak nie musiała się martwić. Wzięła od niego ten bukiet, przy czym uśmiechnęła się zupełnie naturalnie. - Nie masz za co mnie przepraszać, w sumie przecież to, co mi tam powiedziałeś to prawda, znaczy częściowo na pewno to prawda, może nawet w większości. - To co mówił miało sens, bo przecież nie kłamał, przedstawił jakby nie patrzeć fakty, w dosyć brutalny sposób, ale przez to bardziej do niej dotarło, jak on widzi jej zachowanie.
Dostrzegła, że się denerwuje, zareagowała więc odruchowo i po prostu się do niego przytuliła, jakby nigdy nic. Chciała, żeby się uspokoił, najlepiej, jakby w ogóle nie wracali do tego tematu, chociaż chyba jednak musieli to wyjaśnić, co wcale nie wzbudzało w niej entuzjazmu. - Też cię kocham Camiś. - Dodała lekko, nadal się do niego przytulając. - Nie przejmuj się tym wszystkim.