Nie do końca łatwo było jej mu to wszystko wytłumaczyć. Widziała w końcu, że najwyraźniej nie do końca rozumie jej słowa, a naprawdę robiła wszystko, co mogła, żeby dotarło do niego co ma na myśli. Nie poddawała się jednak, liczyła na to, że dostrzeże różnicę, w tym, co czuła do każdego z nich, że uda jej się pozbawić do tych wszystkich obaw, które najwyraźniej już dawno temu się w nim pojawiły. Coraz więcej do niej docierało w tej chwili. Próbowała widzieć to co on, dostrzec te szczegóły, których wcześniej nie zauważała.
- Och Sam, to nigdy nie było to. - Zrobiło jej się go żal. Najwyraźniej zrozumiał coś na opak, może powinna była go uprzedzić już dawno temu, że Erik jest jej bliski, że jest jej przyjacielem. Znowu obudziło się w niej poczucie winy, że może powinna go uświadomić o tym, co łączy ją faktycznie z Longbottomem. Nie miała pojęcia, że wtedy ich widział, że coś sobie dopowiedział. Mogło to dla niego nie być jasne, to było całkiem zrozumiałe, szczególnie, że nie wspomniała mu wcześniej o tym, że Erik jest ważną częścią jej egzystencji na tym świecie.
- Strasznie mi przykro. - Nie wiedziała, co innego może powiedzieć, teraz to przecież nic nie zmieniało, nie cofną czasu, nie wrócą do tego co byli, co stracili przez te lata niedopowiedzeń, milczenia, żalu, który się pojawił. Coraz bardziej docierało jednak dlaczego zadecydował tak, a nie inaczej, nie, żeby uważała to za słuszne, bo przecież wystarczyłoby, żeby ją zapytał, żeby podzielił się z nią swoimi obawami. Najwyraźniej jednak wtedy wolał wybrać inną drogę.
To, co wydarzyło się później strasznie nią wstrząsnęło. Nie spodziewała się, aż tak silnej reakcji, czuła, że głos uwiązł jej w gardle, nie chciała patrzeć na to, jak się męczy, na pewno szybko nie zapomni tego widoku. Pojawiło się poczucie winy, że tak bardzo go skrzywdziła, a w ogóle nie miała takiego zamiaru, nie chciała, żeby cierpiał. Nigdy.
Starała się oddychać spokojnie, żeby nie dać po sobie znać, jak bardzo ją to przeraziło. Nie był to codzienny widok, nie przywykła do takich silnych reakcji. Gdy oparł głowę na jej udzie zaczęła głaskać go po głowie, żeby chociaż trochę się uspokoił, by ukoił te wszystkie uczucia, które nim teraz kierowały. Nie do końca potrafiła się zachować, bo było to dla niej coś zupełnie nowego.
- Wydaje mi się, że na tym polega to, że jesteś moim chłopakiem. Nie interesuje mnie nikt inny... - Nigdy nie interesował, tego jednak nie powiedziała na głos. - Tylko ty Sam, liczysz się tylko ty. - Dodała jeszcze, musiała go w tym upewnić, musiała pozbyć się tego wyniszczającego uczucia zazdrości, które zjadało go od środka. Nie mogła patrzeć na to, jak się męczy. Zależało jej na tym, żeby poczuł, że jest dla niej najważniejszy i nie ma już miejsca dla nikogo innego, nie w ten sposób, o którym myślał.