Leon wzniósł oczy do sufitu na przywitanie kuzynki, co miało związek z użytym przez nią przekleństwem. Tak ekspresywny język przez większość czasu budził jego zastrzeżenia. W skrajnych przypadkach i jemu zdarzało się rzucić zasłyszanym od rówieśników przekleństwem. W przeciwieństwie do swojej kuzynki rzadko umieszczał więcej niż jeden wulgaryzm w tak krótkiej wypowiedzi.
— Wyrażasz się niczym stali bywalcy Gospody pod Świńskim Łbem. — Tymi słowami skwitował to serdeczne powitanie. Leon nie należał do grona bywalców wspomnianej przez niego gospody, jednak nawet do niego dotarły słuchy o regularnej klienteli tego lokalu. W domu rodzinnym Leona przekleństwa miały swoją cenę, liczoną w galeonach. Osobliwość pozostawała wpisana w ich jestestwo, tak jak wyraźne przeciwieństwa i zarazem podobieństwa. Zgłębianie tajników przeszłości, teraźniejszości i przyszłości potrafiło stać się w danym momencie całym światem. On też tak miewał, zwłaszcza jeśli szukał wskazówek.
— Chciałem poczytać. W pokoju wspólnym Ravenclawu bardzo często jest za głośno, jednak skoro cię tutaj spotkałem to poczytam sobie później. O ile też chcesz. Co u ciebie? Poza stawianiem tarota. — Posłał swojej kuzynce delikatny, wręcz pobłażliwy uśmiech, doceniając starania Millie w podtrzymywaniu rozmowy. Tym samym, że chciał mieć kontakt ze swoją rodziną od strony matki. Przez rodzinne dziedzictwo czuł łączącą ich więź.
— Staram się zaakceptować to, że w życiu czekają mnie zupełnie nowe perspektywy i jeśli otworzę się na nie to mogę wiele zyskać, nawet jeśli pobłądzę na obranej w danym momencie drodze. Ona nie jest dla mnie zamknięta i mogę wrócić na miejsce, z którego zacząłem swoją wędrówkę albo mogę przeć do przodu, choć to bardzo często lekkomyślne działanie. Bo nie da się w ten sposób wyciągnąć odpowiednich wniosków. Głupiec na końcu układu może symbolizować to, że pomimo wszystkich doświadczeń i wykorzystanych szans zostały wyciągnięte niewłaściwe lekcje, a na końcu dany człowiek okaże się właśnie głupcem zamiast znaleźć cenną życiową mądrość. Jako ludzie mamy do tego wyraźne tendencje, choć nie zależy to od złej woli. — Zdaniem Leona, syna Hestii nauczającej właśnie wróżbiarstwa, podręcznikowe układy zdarzały się nad wyraz rzadko. Jego matka zwykła wykładać swoim uczniom podstawy, jednak podczas swoich zajęć stawiała na intuicję - otwarte trzecie oko. Wróżbiarstwa nie dawało się wyuczyć na pamięć.
— Na egzaminy albo na miłość. Jak każdy w tym wieku. Naprawdę powinnaś mieć założony słoik na przekleństwa, do którego byś wrzucała galeony za każde brzydkie słowo. Nie będziesz nikogo bić! — O ile egzaminy tak naprawdę wymagały tylko przyswojenia sobie odpowiedniej wiedzy, tak z pomocą kart mógł uzyskać jakieś wskazówki w ich kwestii. Podobała mu się też jedna dziewczyna, do której nie było mu tak łatwo zagadać jak się mogło wydawać. O zdrowie nawet nie zamierzał pytać kart - tutaj znacznie bardziej polegał na uzdrowicielach. Jak większość nastolatków miewał młodzieńcze problemy, o których można by napisać książkę. Leon nie był zwolennikiem rozwiązywania problemów z innymi z użyciem fizycznej przemocy.