”Czy on powiedział… Weźmiemy obie?” – Marie te słowa musiała sobie powtórzyć w głowie, gdyż nie wierzyła w to usłyszała. Zamrugała oczami, trzepocząc rzęsami w zaskoczeniu, ale też i onieśmieleniu? Szoku wewnętrznej radości? ”Kupi jej dwie sukienki!” – kolejna myśl.
- Ale…
Zaczęła, z grzeczności chcąc odmówić. Przecież ta wieczorowa była dość droga. Właściwie to czego się przejmuje? Przecież on jest BOGATY!
Widząc jego gest dłoni, zamilkła od razu. Ekspedientka zaraz uradowana takim obrotem sprawy, zabrała ją na pomiary, gdzie co poprawić. W tej sukni, jak i w poprzedniej, która równie dobrze na niej leżała. Marie była jeszcze w szoku, ale przeszczęśliwa. ”Takiego narzeczonego ze świecą szukać… Marie wróć, on jest zajęty! ZAJĘTY!” – karciła się sama w myślach. Nie chcąc dopuścić do siebie tej paskudnej wizji, że miał narzeczoną. A może, to początek przeznaczenia? Wróżba jaką otrzymała, ziści się na jej korzyść? Musiała być cierpliwa.
Kiedy wszelkie poprawki zostały odmierzone, zanotowane, Panna Abbott ubrała się z powrotem w swoje ubrania i dołączyła do Lestrange’a, który po dokonaniu formalności płatniczych, czekał na nią.
- Nie spodziewałam się… że kupisz mi dwie sukienki.Zaczęła niepewnie. Ale aż jej oczka zaświeciły z tej jego uprzejmości. I jeszcze ta kawa, jaka ich czekała. Motylki w brzuchu wciąż jej latały.