Richard skinął głową z przyjęciem do wiadomości odpowiedzi od brata. Poczeka, ile będzie to koniecznie. Na ten czas, zajmie się dalej klientami, gdyż potrzebował jakiegoś zajęcia. Poza swoimi treningami, ćwiczeniami musiał robić coś jeszcze. Nie był tak dobrze rozeznany, co brat w kontaktach w Ministerstwie. Nie miał pojęcia, ile osób z ich rocznika szkolnego, jak i starsi czy młodsi, postanowiło także tam pracować, jak daleko się rozwinęli, utrzymali na swoich stanowiska. Awansowali, czy odpadli. Jeżeli zależało im na przyspieszeniu procesu jego rekrutacji, to niestety Richard był w tym przypadku zdany na pomoc brata.
Tworzenie świec i kadzideł wymagało cierpliwości i dokładności. Odpowiedniego doboru składników. Szybciej Richardowi byłoby załatwianie klientów, niż siedzenie w czterech ścianach i skupianie uwagi na wytwarzaniu produktów. Nie było to zajęcie dla niego. Nie widział się w tym oczami wyobraźni. Nie próbował nawet.
- Brałem to pod uwagę, gdyby na sto procent, nie udało się z dostaniem do Departamentu Przestrzegania Prawa. Dodatkowo. Niepełny etat. Ochrona czy coś podobnego.Przedstawił, wyjaśnił swoje rozważania. Pomaganie bratu w interesie rodzinny brał na poważnie. Skoro już został w to wplątany przez ojca, wyrobił sobie umiejętności i doświadczenie w nawiązywaniu kontaktów z klientami, przekonywaniu i rozwiązywaniu problemów. Pomijając już to, że jak Auror, też często kontaktował się z ludźmi, lecz w innych sprawach.
Pytanie o dokumentację, było słusznie zadane. Tym samym Robert przypomniał, że te dodatkowe dokumenty, upewniające o odpowiednich kwalifikacjach do zawodu, sukcesach, podziękowaniach, odznaczeniach mogą także się przydać. Richard zastanowił się przez moment, trzymając swoją szklankę z alkoholem.
- Dysponuję takimi. Musiałbym sprawdzić, czy wziąłem wszystko. Jeżeli nie, to wezmę jakiś wolny dzień i wrócę do siebie po brakujące papieryPoinformował w odpowiedzi. Nie lekceważył swojej pracy a przykładał się do niej odpowiednio. Prowadził nie jedną sprawę do samego końca. Jakieś pojedyncze zasługi zebrał. Coś się znajdzie, co by pomogło mu w pozytywnym przejściu przez rozmowy kwalifikacyjne. Jeżeli czegoś będzie mu brakowało, wyskoczy do Norweskiego Ministerstwa na rozmowę z szefem, z prośbą o pewne pisma. Jedno lub dwa.
Przy okazji poruszania tematu swojej pracy w Ministerstwie, Richard pozwolił sobie poruszyć sprawę dotyczącą Alexandra i tego oświadczenia, rzekomo niby napisanego przez niego samego. Młodszemu bliźniakowi mogło w tym coś nie pasować, ale zapytał właśnie brata o to oświadczenie. Co jak potwierdził, spotkali się i porozmawiali. Omówili najpotrzebniejsze kwestie.
Uśmiech, nawet jeżeli był z nutą złośliwości na twarzy brata mówił już dość dużo. Az jemu, Richardowi, uniósł się jeden kącik ku górze wyczekując z niecierpliwością interesującego wyjaśnienia. Alexander, dzieciak, który został Głową Rodziny Mulciber. Unikający samodzielnego napisania oświadczenia, zwalający robotę na Roberta. Kiedy to wyjaśnienie padło, Richarda nieźle rozbawiło. Uśmiech się poszerzył.
- Jeżeli wie, co to znaczy być odpowiedzialnym. Czy nadal potrzebuje korepetycji? I ta fundacja...? To był jego pomysł?To było, komiczne, że aż przykre. Szkoda było Donalda, który być może lepiej poradziłby sobie z całą szopką niż Alexander, zwalający robotę na innego członka rodziny. Tutaj, na Roberta. Jako drugiego głowę rodziny ale w ich gałęzi.
Pokręcił głową i upił kolejny łyk swojego alkoholu.