— Łagodniej mówiąc. — Wzmianka o niedarzonych przez niego sympatią Longbottomach nie zdołała mu całkiem dobrego nastroju. Przyjęcia organizowane przez członków tamtej rodziny zyskałyby na chwilę pełnię jego uwagi, gdyby któryś z gości zakrztusiłby się zupą i w ten sposób zszedł z tego świata. Longbottomowie z zasady stali po drugiej stronie barykady, kreując się na nowoczesny i bardzo postępowy ród, w przeciwieństwie do nich konserwatystów. Pomimo odmiennych poglądów raz na czas ich drogi się przecinały, jak większości rodzin czarodziejów czystej krwi. Nie dało się tego uniknąć. W obecnej sytuacji literatura wydawała się znacznie lepszym tematem rozmowy, niż ta konkretna rodzina i pozostałe plotki ze świata czarodziejów. Tym bardziej, że poruszenie przez niego tego pierwszego tematu wzbudziło podekscytowanie Violet.
— Do tego rodzaju książek podchodzę tak samo, jak do czytania podręczników szkolnych. Traktuję to jako obowiązek, nierzadko przykry. Gdy wstąpiłem do Brygady Uderzeniowej musiałem dogłębnie zapoznać się z systemem prawnym świata czarodziejów. — Wypowiadając się w tej kwestii dopuszczał do świadomości to, że Violet mogła podchodzić do tego zupełnie inaczej, niż on. Może w czytana przez nią książka zawierała znacznie bardziej interesujące treści, niż zapisy prawne. Pod rękę z prawem czarodziejów szła historia magii. Kiedy pokazała mu okładkę tej książki, odczytał wytłoczony na niej tytuł.
— Wydaje się to nad wyraz... intrygujące, choć nie wiem, jaki szaleniec chciałby przywoływać kobiety... boginie, które opanowały do perfekcji mszczenie się, które można uznać za synonim sprawiedliwości. To dla mnie bardziej lepszy materiał na powieść przygodową. — Przeznaczył parę chwil na zastanowienie się nad tą kwestią, interpretując to po swojemu. Nie bez powodu boginie zemsty były ukazywane jako kobiety. Jego zdaniem nikt nie potrafił się mścić tak dobrze jak kobiety właśnie. Na miejscu swojej rozmówczyni wolałby przeczytać inspirowaną tym traktatem powieść przygodową.
— Z pewnością będziesz nieocenioną dla nich pomocą. — Powiedział to trochę na wyrost, choć niewykluczone, że Violet mogła się im przydać. Dostrzegając to, że przesunęła się na ławce, usiadł obok niej.
— Na niektóre tak. Często wychodzimy z żoną, mamy wspólne zainteresowania i sporadycznie poluję oraz spotykam się ze znajomymi. Wychowywanie syna spoczywa na razie na barkach żony, bo jest za mały na to abym nauczył wszystkiego, co ojciec może nauczyć syna. — Obecnie praca pochłaniała większość jego czasu, ale jak dotąd udawało mu się znaleźć jakiś jego ułamek na realizacje swoich zainteresowań i spędzanie czasu z żoną oraz ze znajomymi.