03.05.2024, 22:15 ✶
Równie dobrze mogło się skończyć nawet wtedy, kiedy będziesz milczał - pomyślałem ze zgrozą, bo za nic w świecie nie wypowiedziałbym tych słów głośno, w obawie, że mogłyby się naprawdę ziścić. Albo cokolwiek poprzestawiać w głowie Flynna, która była i tak już pełna od innych obaw. Zresztą w swoim pięknym świecie, już zawsze miałem mieć nieskończone pokłady cierpliwości do Flynna, więc nic nie mogło stanąć na drodze do naszego szczęścia. Żadna przeszłość Flynna albo jego humory... Ani tym bardziej moje przemęczenie czy nadmierny strach o przyszłość.
- Spokojnie - szepnąłem do niego, żeby uspokoić ten rozbiegany umysł. Flynn nie lubił spowiedzi, dłuższe wypowiedzi męczyły go. Zapewne gdybyśmy potrafili posługiwać się językiem migowym, to już nigdy przenigdy nie otworzyłby ust w celu wypowiedzenia chociażby jednej sylaby. Nie chciałbym tego. Kochałem jego głos, te charakterystyczne jąkanie się albo przerywanie myśli w połowie zdania. TO było coś, co charakteryzowało tego małego gnoma, uciążliwego kurwikleszcza. Tak do niego przywykłem, że rozstanie naprawdę będzie ciężkie. Nawet jeśli tylko na jakiś czas... Bliżej nieokreślony czas.
Wcisnąłem karteczkę do tylnej kieszeni spodni, by poprawić kilka pukli spadających mu na twarz, ale oczywiście za nic nie chciały się słuchać. Za nic. Jak zwykle.
- Wiesz może, w jakim celu ta Tleniona Blondi kręci się w pobliżu cyrku...? To już nie pierwszy raz. Teraz, co prawda, wysłała tylko list, ale wiesz... Mówiłeś, że załatwiłeś sprawę, że więcej się tu nie zbliży, a to jednak poniekąd złamanie obietnicy, czyż nie...? - zauważyłem, jak gdyby nigdy nic. Wciąż byliśmy bardzo blisko siebie, wciąż moja dłoń błądziła po jego plecach, głaszcząc i ugniatając. Sam nie byłem pewien, w jakim kierunku zmierzam... Czy bardziej przesłuchania, czy skończenia w łóżku, ale możliwe, że nieudolnie, nieco pokracznie próbowałem wykorzystać patenty Flynna... Tylko że zamiast unikania tematu, nie chciałem go unikać...? Czy to było możliwe? Bo tak teraz stwierdzałem, że niechybnie wpadałem we własną sieć. Te jego ciemne oczy były takie urocze, a pełne usta wręcz się prosiły by nie zostawiać ich samotnymi chociażby na chwilę... Ale starałem się być silny. Tak, silny na te uroki.
- Nie chciałem żebyś mówił mi tego pod wpływem Veritaserum... To nie fair. Co z tego, że rozplątywał ci się język, jeśli dzieliłeś się ze mną tym wszystkim z przymusu? Nie z własnej woli - odezwałem się po chwili. Fakt, sam sobie Veritaserum zaaplikował, ale to nie było ok. Przynajmniej w moim słowniku moralnym. - Wolałbyś, żebym dał ci dokończyć tę fiolkę? - zapytałem, nie zdążyłem się powstrzymać. Coś złego mnie podkusiło by go skierować w tym kierunku. Tylko co, jeśli faktycznie przeraziłoby mnie to, co usłyszę? Byłoby źle.
- Spokojnie - szepnąłem do niego, żeby uspokoić ten rozbiegany umysł. Flynn nie lubił spowiedzi, dłuższe wypowiedzi męczyły go. Zapewne gdybyśmy potrafili posługiwać się językiem migowym, to już nigdy przenigdy nie otworzyłby ust w celu wypowiedzenia chociażby jednej sylaby. Nie chciałbym tego. Kochałem jego głos, te charakterystyczne jąkanie się albo przerywanie myśli w połowie zdania. TO było coś, co charakteryzowało tego małego gnoma, uciążliwego kurwikleszcza. Tak do niego przywykłem, że rozstanie naprawdę będzie ciężkie. Nawet jeśli tylko na jakiś czas... Bliżej nieokreślony czas.
Wcisnąłem karteczkę do tylnej kieszeni spodni, by poprawić kilka pukli spadających mu na twarz, ale oczywiście za nic nie chciały się słuchać. Za nic. Jak zwykle.
- Wiesz może, w jakim celu ta Tleniona Blondi kręci się w pobliżu cyrku...? To już nie pierwszy raz. Teraz, co prawda, wysłała tylko list, ale wiesz... Mówiłeś, że załatwiłeś sprawę, że więcej się tu nie zbliży, a to jednak poniekąd złamanie obietnicy, czyż nie...? - zauważyłem, jak gdyby nigdy nic. Wciąż byliśmy bardzo blisko siebie, wciąż moja dłoń błądziła po jego plecach, głaszcząc i ugniatając. Sam nie byłem pewien, w jakim kierunku zmierzam... Czy bardziej przesłuchania, czy skończenia w łóżku, ale możliwe, że nieudolnie, nieco pokracznie próbowałem wykorzystać patenty Flynna... Tylko że zamiast unikania tematu, nie chciałem go unikać...? Czy to było możliwe? Bo tak teraz stwierdzałem, że niechybnie wpadałem we własną sieć. Te jego ciemne oczy były takie urocze, a pełne usta wręcz się prosiły by nie zostawiać ich samotnymi chociażby na chwilę... Ale starałem się być silny. Tak, silny na te uroki.
- Nie chciałem żebyś mówił mi tego pod wpływem Veritaserum... To nie fair. Co z tego, że rozplątywał ci się język, jeśli dzieliłeś się ze mną tym wszystkim z przymusu? Nie z własnej woli - odezwałem się po chwili. Fakt, sam sobie Veritaserum zaaplikował, ale to nie było ok. Przynajmniej w moim słowniku moralnym. - Wolałbyś, żebym dał ci dokończyć tę fiolkę? - zapytałem, nie zdążyłem się powstrzymać. Coś złego mnie podkusiło by go skierować w tym kierunku. Tylko co, jeśli faktycznie przeraziłoby mnie to, co usłyszę? Byłoby źle.