04.05.2024, 12:26 ✶
Były chwilę, kiedy warto było dyskutować na temat tego co było udaną randką, a co nie. Były też chwile, kiedy warto było wyjaśnić czemu miało się nieco inne postrzeganie na obowiązkowe aktywności na randce, niż ona. Prewett wątpił jednak, czy ta chwila była jedną z tych chwil. Wątpił też, czy należało się teraz kłócić z Millie na temat określeń, którymi go uraczyła podejrzewając, że jedynie utwierdzi ją to w jej błędnych założeniach.
– Millie przysięgam – zaczął, co poprzedziło kolejne głośne westchnięcie. – Jeszcze chwila, a zaciągnę cię do Munga w obawie, że dostałaś jakąś klątwą erotycznego gadania, bo za dużo czasu spędzałaś w podejrzanych sklepach z zabawkami. – Chociaż w takim razie musiała być to już stara klątwą, bo Millie gadała tak przecież już od dawna.
– Mówiłem — Rzeczywiście było to coś takiego, o czym opowiadał znajomym. Dalej nie miał pojęcia jakim cudem ta klątwą przyczepiła się do Brenny i jakim cudem w ogóle przetrwała skoro była antyczna. – Nie powiedziałbym, że zazdrośni. Bardziej zmartwieni.
Widział jak unosi brew i chociaż nie miał pojęcia co sobie właśnie pomyślała, był przekonany, że nie było to coś co chciałby usłyszeć na głos. Zwłaszcza, że przecież głupio powiedział imię Brenny.
– Millie cokolwiek ci teraz przyszło do głowy jestem pewien, że nie masz racji i proszę cię, abyś przestała.
A potem jego słowa o współlokatorze wywołały większe odwrócenie uwagi, niż powinny. A może mu się tylko wydawało.
– Powiedziałaś... – zaczął powoli, biorąc kolejnego łyka kawy. Zerknął na wciąż nie ruszonego przez nią muffina. Przekupić Bucky'ego do dodawania jej witamin. Zdecydowanie powinien spróbować. A może powinien spróbować ograć ją w pokera, oszukiwać i w ramach wygranej zażądać, by jadła obiady. Tak, to był plan. To nie tak, że sam nie ruszył jeszcze własnego wypieku. – Powiedziałaś... – Wyryczałaś mi w ramię – Że znalazł sobie dziewczynę. – A ty bardzo to przeżywałaś, bardzo mocno pod wpływem. – I że nie możesz powiedzieć mu prawdy o tym co czujesz. Wiesz, byłaś wtedy trochę pijana, więc jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to w porządku. – Chociaż bardzo go to ciekawiło. Kim musiał być ten współlokator, by tak zawładnąć sercem Millie Moody? Jaki ona w ogóle miała typ? Nie potrafił wyobrazić sobie nikogo konkretnego, kto by mu do niej pasował.
– Millie przysięgam – zaczął, co poprzedziło kolejne głośne westchnięcie. – Jeszcze chwila, a zaciągnę cię do Munga w obawie, że dostałaś jakąś klątwą erotycznego gadania, bo za dużo czasu spędzałaś w podejrzanych sklepach z zabawkami. – Chociaż w takim razie musiała być to już stara klątwą, bo Millie gadała tak przecież już od dawna.
– Mówiłem — Rzeczywiście było to coś takiego, o czym opowiadał znajomym. Dalej nie miał pojęcia jakim cudem ta klątwą przyczepiła się do Brenny i jakim cudem w ogóle przetrwała skoro była antyczna. – Nie powiedziałbym, że zazdrośni. Bardziej zmartwieni.
Widział jak unosi brew i chociaż nie miał pojęcia co sobie właśnie pomyślała, był przekonany, że nie było to coś co chciałby usłyszeć na głos. Zwłaszcza, że przecież głupio powiedział imię Brenny.
– Millie cokolwiek ci teraz przyszło do głowy jestem pewien, że nie masz racji i proszę cię, abyś przestała.
A potem jego słowa o współlokatorze wywołały większe odwrócenie uwagi, niż powinny. A może mu się tylko wydawało.
– Powiedziałaś... – zaczął powoli, biorąc kolejnego łyka kawy. Zerknął na wciąż nie ruszonego przez nią muffina. Przekupić Bucky'ego do dodawania jej witamin. Zdecydowanie powinien spróbować. A może powinien spróbować ograć ją w pokera, oszukiwać i w ramach wygranej zażądać, by jadła obiady. Tak, to był plan. To nie tak, że sam nie ruszył jeszcze własnego wypieku. – Powiedziałaś... – Wyryczałaś mi w ramię – Że znalazł sobie dziewczynę. – A ty bardzo to przeżywałaś, bardzo mocno pod wpływem. – I że nie możesz powiedzieć mu prawdy o tym co czujesz. Wiesz, byłaś wtedy trochę pijana, więc jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to w porządku. – Chociaż bardzo go to ciekawiło. Kim musiał być ten współlokator, by tak zawładnąć sercem Millie Moody? Jaki ona w ogóle miała typ? Nie potrafił wyobrazić sobie nikogo konkretnego, kto by mu do niej pasował.