04.05.2024, 19:00 ✶
Warknął z niezadowoleniem, gdy okazało się, że Anthony dalej miał siłę na to, aby ciskać w niego kolejnymi słowami. Przez moment łudził się, że jego partner pozwoli się zatopić w nadchodzących rozkoszach, w jakich miał nadzieję utopić tej nocy ich oboje, jednak najwyraźniej nadal miał w sobie sporo woli walki. Błagania mieszały się z żądaniami, zakrawając na desperację, gdy starszy czarodziej musiał robić coraz to dłuższe przerwy między kolejnymi komunikatami, byleby tylko zaczerpnąć kolejny haust powietrza do płuc.
Mawiało się, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Shafiq miał obecnie potrzeby, które tylko Erik był w stanie spełnić, jednak czy wiedział, na co się pisał? Czy Longbottom wiedział, gdzie zaprowadzi kolejny pocałunek, kolejne zaciśnięcie zębów na skórze? Do czego popchnie go pojękiwanie spragnionego bliskości serca drugiego mężczyzny? Do tej pory drażnił go leniwymi ruchami, testując jego opanowanie, tak jak on chwilę wcześniej wystawiał na próbę jego własną cierpliwość.
— Masz... Masz na myśli... Coś takiego? — wymruczał między przerywanymi oddechami, muskając ustami szyję dyplomaty, pozwalając, aby po chwili spłynęła po niej jego własna ślina, jak gdyby chciał przygotować drugiego czarodzieja na to, co miało dopiero nadejść.
Nagle zalała go fala gorąca, gdy przygryzł skórę jego szyi. Wessał ją między zęby, składając na niej mocny pocałunek, czując, że ciało mimowolnie buntuje się pod niespodziewanym naciskiem. Naparł mocniej na sylwetkę Anthony'ego jakby chciał wcisnąć go w drzwi, a może wyważyć je tylko po to, aby przenieść ten dwuosobowy spektakl na wychłodzony korytarz ich azylu.
Tak długo odmawiał sobie przyjemności poważnego obcowania z drugą osobą, że praktycznie zapomniał, jak bardzo tęsknił za tego typu bliskością. Gwłatowną, acz pełną namiętności, w której było tyle samo skupienia, co chaosu, który nadawał każdemu splątaniu ust i języków zupełnie nowej energii, wypalając w umyśle nie tyle wspomnienia, ile zapis wrażeń i odczuć, od których zarówno jedna i druga osoba dostałaby gęsiej skórki, ilekroć przypominałaby sobie o danej nocy.
Podczas gdy dłonie Shafiqa nieśmiało błądziły po erikowym pasku, Longbottom oderwał się od szyi mężczyzny, przełykając głośno ślinę. Odchylił się nieco, aby spojrzeć w błyszczące w mroku szare oczy swojego towarzysza. Chciał mówić do niego, ale ilekroć otwierał usta, z gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Mógł się z nim droczyć, mógł go zagadywać, zarzucić propozycjami, rozpalić wyobraźnię, ale zamiast tego...
Szarpnął go agresywnie za koszulę, zrywając dwa najwyżej położone guziki, które zaraz potoczyły się po podłodze. Pokusa obdarowania kolejnego ujawnionego kawałka ciała nową falą pocałunków była kusząca. Tak samo, jak cała osoba Anthony'ego wypalała Erikowi zmysły, pozbawiając go przy tym umiejętności logicznego myślenia. Działał chaotycznie, ze zdecydowaniem, które zapewne szybciej zaklasyfikował go do działania dzikiego zwierzęcia niźli człowieka.
Wpił się ponownie zębami w szyję Anthony'ego tym razem atakując od drugiej strony, mimowolnie czerwieniąc się na myśl o śladach, jakie mężczyzna dostrzeże z rana w lustrze. Na tym jednak nie skończył. Gest ten miał jedynie za zadanie odwrócić uwagę starszego czarodzieja. Erik zaraz zacisnął obie pięści na piersi, zaciskając ze zdecydowaniem palce na drogim materiale koszuli, po czym agresywnie zaczął ciągnąć Anthony'ego w stronę pogrążonego w ciemnościach salonu.
Sekretarzyk. Fotel. Sofa. Nie wybiegał myślami poza pokój, w jakim się znaleźli, zamykając się w mikro-świecie ,jaki teraz stanowiła główna sala apartamentu. Jego wzrok padł na kanapę, na której jeszcze kilka godzin temu toczyli zaciekłą wymianę zdań. Wszystko wskazywało na to, że teraz miała się tam odbyć inna potyczka. Pchnął agresywnie mężczyznę w stronę mebla, nie dając mu jednak chwili wytchnienia, aby zaraz znaleźć się nad nim, gdy oboje wylądowali pośród rozłożonych na kanapie poduszek.
Mawiało się, że kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. Shafiq miał obecnie potrzeby, które tylko Erik był w stanie spełnić, jednak czy wiedział, na co się pisał? Czy Longbottom wiedział, gdzie zaprowadzi kolejny pocałunek, kolejne zaciśnięcie zębów na skórze? Do czego popchnie go pojękiwanie spragnionego bliskości serca drugiego mężczyzny? Do tej pory drażnił go leniwymi ruchami, testując jego opanowanie, tak jak on chwilę wcześniej wystawiał na próbę jego własną cierpliwość.
— Masz... Masz na myśli... Coś takiego? — wymruczał między przerywanymi oddechami, muskając ustami szyję dyplomaty, pozwalając, aby po chwili spłynęła po niej jego własna ślina, jak gdyby chciał przygotować drugiego czarodzieja na to, co miało dopiero nadejść.
Nagle zalała go fala gorąca, gdy przygryzł skórę jego szyi. Wessał ją między zęby, składając na niej mocny pocałunek, czując, że ciało mimowolnie buntuje się pod niespodziewanym naciskiem. Naparł mocniej na sylwetkę Anthony'ego jakby chciał wcisnąć go w drzwi, a może wyważyć je tylko po to, aby przenieść ten dwuosobowy spektakl na wychłodzony korytarz ich azylu.
Tak długo odmawiał sobie przyjemności poważnego obcowania z drugą osobą, że praktycznie zapomniał, jak bardzo tęsknił za tego typu bliskością. Gwłatowną, acz pełną namiętności, w której było tyle samo skupienia, co chaosu, który nadawał każdemu splątaniu ust i języków zupełnie nowej energii, wypalając w umyśle nie tyle wspomnienia, ile zapis wrażeń i odczuć, od których zarówno jedna i druga osoba dostałaby gęsiej skórki, ilekroć przypominałaby sobie o danej nocy.
Podczas gdy dłonie Shafiqa nieśmiało błądziły po erikowym pasku, Longbottom oderwał się od szyi mężczyzny, przełykając głośno ślinę. Odchylił się nieco, aby spojrzeć w błyszczące w mroku szare oczy swojego towarzysza. Chciał mówić do niego, ale ilekroć otwierał usta, z gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. Mógł się z nim droczyć, mógł go zagadywać, zarzucić propozycjami, rozpalić wyobraźnię, ale zamiast tego...
Szarpnął go agresywnie za koszulę, zrywając dwa najwyżej położone guziki, które zaraz potoczyły się po podłodze. Pokusa obdarowania kolejnego ujawnionego kawałka ciała nową falą pocałunków była kusząca. Tak samo, jak cała osoba Anthony'ego wypalała Erikowi zmysły, pozbawiając go przy tym umiejętności logicznego myślenia. Działał chaotycznie, ze zdecydowaniem, które zapewne szybciej zaklasyfikował go do działania dzikiego zwierzęcia niźli człowieka.
Wpił się ponownie zębami w szyję Anthony'ego tym razem atakując od drugiej strony, mimowolnie czerwieniąc się na myśl o śladach, jakie mężczyzna dostrzeże z rana w lustrze. Na tym jednak nie skończył. Gest ten miał jedynie za zadanie odwrócić uwagę starszego czarodzieja. Erik zaraz zacisnął obie pięści na piersi, zaciskając ze zdecydowaniem palce na drogim materiale koszuli, po czym agresywnie zaczął ciągnąć Anthony'ego w stronę pogrążonego w ciemnościach salonu.
Sekretarzyk. Fotel. Sofa. Nie wybiegał myślami poza pokój, w jakim się znaleźli, zamykając się w mikro-świecie ,jaki teraz stanowiła główna sala apartamentu. Jego wzrok padł na kanapę, na której jeszcze kilka godzin temu toczyli zaciekłą wymianę zdań. Wszystko wskazywało na to, że teraz miała się tam odbyć inna potyczka. Pchnął agresywnie mężczyznę w stronę mebla, nie dając mu jednak chwili wytchnienia, aby zaraz znaleźć się nad nim, gdy oboje wylądowali pośród rozłożonych na kanapie poduszek.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞