04.05.2024, 19:37 ✶
Lestrange już wcześniej zrezygnował z siedzenia przy stole i przeniósł się na kanapę. Wertował jedną z książek, spokojnie i powoli wodząc wzrokiem po literach, składających się na słowa, a potem: zdania. Nie miał dzisiaj specjalnych planów, nie spieszył się nigdzie. To był jeden z tych dni, gdy sowa mogła w końcu odpocząć, a co za tym idzie: on sam. To, że nikt nic od niego nie chciał, było rzadkie - rozkoszował się więc tą chwilą na tyle, ile mógł. W mieszkaniu panowała idealna cisza, przerywana z początku tylko powolnym przewracaniem stron, a potem: szelestem pościeli, gdy Nicholas wstał. Rodolphus na chwilę tylko uniósł wzrok, lecz zaraz go opuścił, gdy usłyszał zamykane drzwi od łazienki.
- Wyglądasz lepiej - rzucił, ponownie odrywając wzrok od książki. Sen miał rzeczywiście zbawienny wpływ na ludzki organizm. Sam fakt, że jego niedobór powodował poważne problemy w działaniu tej z pozoru idealnej maszyny, nakazywał (w teorii) o dbanie o tak podstawową czynność. Rodolphus uśmiechnął się lekko, nieznacznie. Zamknął książkę, nie kłopocząc się wkładaniem zakładki między strony. Zapamiętał ich numery. - Jesteś głodny?
Ponowił pytanie, zadane kilka godzin wcześniej, wstając. Nie odłożył książki na półkę, położył ją na stoliku. Miał zamiar jeszcze dzisiaj do niej usiąść, skoro nie miał żadnych planów. Zerknął jeszcze kontrolnie na Nicholasa, jakby chciał upewnić się, że tym razem mężczyzna nie skończy na podłodze, ale nie. Naprawdę wyglądał dużo lepiej, mógł się więc o to nie martwić.
- Mogę po coś wyjść - była niedziela, większość dnia przesiedział w mieszkaniu. Nie bardzo miał ochotę na stanie w kuchni, zwłaszcza że, tak prawdę mówiąc, to z gotowania potrafił tyle, by nie umrzeć z głodu. Od najmłodszych lat gotowaniem w jego domu zajmowały się skrzaty, a gdy się wyprowadził... Cóż - nadal to robiły, tylko na zapas. On po prostu jedzenie odgrzewał albo kupował.
- Wyglądasz lepiej - rzucił, ponownie odrywając wzrok od książki. Sen miał rzeczywiście zbawienny wpływ na ludzki organizm. Sam fakt, że jego niedobór powodował poważne problemy w działaniu tej z pozoru idealnej maszyny, nakazywał (w teorii) o dbanie o tak podstawową czynność. Rodolphus uśmiechnął się lekko, nieznacznie. Zamknął książkę, nie kłopocząc się wkładaniem zakładki między strony. Zapamiętał ich numery. - Jesteś głodny?
Ponowił pytanie, zadane kilka godzin wcześniej, wstając. Nie odłożył książki na półkę, położył ją na stoliku. Miał zamiar jeszcze dzisiaj do niej usiąść, skoro nie miał żadnych planów. Zerknął jeszcze kontrolnie na Nicholasa, jakby chciał upewnić się, że tym razem mężczyzna nie skończy na podłodze, ale nie. Naprawdę wyglądał dużo lepiej, mógł się więc o to nie martwić.
- Mogę po coś wyjść - była niedziela, większość dnia przesiedział w mieszkaniu. Nie bardzo miał ochotę na stanie w kuchni, zwłaszcza że, tak prawdę mówiąc, to z gotowania potrafił tyle, by nie umrzeć z głodu. Od najmłodszych lat gotowaniem w jego domu zajmowały się skrzaty, a gdy się wyprowadził... Cóż - nadal to robiły, tylko na zapas. On po prostu jedzenie odgrzewał albo kupował.