04.05.2024, 23:13 ✶
Wpatrywałem się w tego odmienionego Flynna i dochodziłem tylko i wyłącznie do jednego wniosku - oboje mnie nie doceniali. O ile w ogóle można było mówić o dwóch Flynnach, a nie po prostu jednym i tym samym. Miałem wrażenie, że byli jednym i tym samym dupkiem, który jedynie chciał mi pokazać jak mały i nieistotny byłem w obliczu jego problemów, jego wrogów, jego przeszłości. Jak gdybym przez te ostatnie lata nie robił nic, tylko leżał i pachniał. I czasami naprawdę dopadała mnie taka drobna myśl, może nawet i była ona potężna, ale zastanawiałem się bardzo, czy ja byłem po prostu takim nieudacznikiem czy po prostu takim mnie on widział? ON! Ten, który z pośród wszystkich ludzi na świecie, powinienem przecież widzieć we mnie więcej niż mniej, no nie?
Puściłem jego plecy, zostawiłem jedynie chłodną pustkę w tym miejscu. Odsunąłem się od niego by uważnie mu się przyjrzeć, by już nie tworzyć między nami żadnej namiastki domowego ciepła. Nie wiedziałem, dokąd w tej chwili zmierzaliśmy, ale były to niepewne, wyboiste tereny.
- Właśnie, to w tobie jest problem, bo kiedy tylko pojawia się pytanie, wycofujesz się, mijasz od odpowiedzi albo próbujesz zwalić winę na mnie, Crow. Dwoję się i troję żeby cokolwiek z ciebie wyciągnąć, ale to jest jak walka z jebanymi wiatrakami - zauważyłem, rozkładając ręce. Tak, nie mogłem nic na to poradzić. Je przełamałem swoje nie-chce-mi-się, a co z Flynnem? Gdyby chciał mi przekazać cokolwiek, już dawno by to uczynił. Czy to sam, czy to pod wpływem Veritaserum, ale... Może faktycznie się bałem, ale mój strach nie wiązał mu języka. Tego powinienem się trzymać. - I przestań chrzanić. Dante jest twoim problemem, więc jest również moim, bo jakbyś nie zauważył, jesteśmy parą, a będąc razem normalni ludzie się wspierają, a nie przepychają. Mam wymieniać dalej...? Bo, ups, jesteś również członkiem cyrku, częścią naszej rodziny, więc mnie to interesuje jako głowę tej rodziny, bo twoje problemy są też problemami całej rodziny. To od zawsze była transakcja wiązana... Może właśnie to ci się tu nie podobało, hmm...?
Ugh. Aż cały drżałem, musząc przez to przechodzić, ale nie potrafiłem tego w sobie trzymać. Flynn myślał, że powie, że to nie jest mój problem i że co? Że to magicznie zniknie z mojej głowy? Te wnętrzności, które wywlekł za sobą z Podziemnych Ścieżek, teraz oplątały się również wokół moich kostek i też naszego szanownego cyrku. Nie miałem mu tego za złe - nic z tych rzeczy. Miałem mu za złe to, że się odcinał, kiedy powinien pozwolić sobie pomóc. To już nie była tylko i wyłącznie jego sprawa, tylko nasza sprawa.
Puściłem jego plecy, zostawiłem jedynie chłodną pustkę w tym miejscu. Odsunąłem się od niego by uważnie mu się przyjrzeć, by już nie tworzyć między nami żadnej namiastki domowego ciepła. Nie wiedziałem, dokąd w tej chwili zmierzaliśmy, ale były to niepewne, wyboiste tereny.
- Właśnie, to w tobie jest problem, bo kiedy tylko pojawia się pytanie, wycofujesz się, mijasz od odpowiedzi albo próbujesz zwalić winę na mnie, Crow. Dwoję się i troję żeby cokolwiek z ciebie wyciągnąć, ale to jest jak walka z jebanymi wiatrakami - zauważyłem, rozkładając ręce. Tak, nie mogłem nic na to poradzić. Je przełamałem swoje nie-chce-mi-się, a co z Flynnem? Gdyby chciał mi przekazać cokolwiek, już dawno by to uczynił. Czy to sam, czy to pod wpływem Veritaserum, ale... Może faktycznie się bałem, ale mój strach nie wiązał mu języka. Tego powinienem się trzymać. - I przestań chrzanić. Dante jest twoim problemem, więc jest również moim, bo jakbyś nie zauważył, jesteśmy parą, a będąc razem normalni ludzie się wspierają, a nie przepychają. Mam wymieniać dalej...? Bo, ups, jesteś również członkiem cyrku, częścią naszej rodziny, więc mnie to interesuje jako głowę tej rodziny, bo twoje problemy są też problemami całej rodziny. To od zawsze była transakcja wiązana... Może właśnie to ci się tu nie podobało, hmm...?
Ugh. Aż cały drżałem, musząc przez to przechodzić, ale nie potrafiłem tego w sobie trzymać. Flynn myślał, że powie, że to nie jest mój problem i że co? Że to magicznie zniknie z mojej głowy? Te wnętrzności, które wywlekł za sobą z Podziemnych Ścieżek, teraz oplątały się również wokół moich kostek i też naszego szanownego cyrku. Nie miałem mu tego za złe - nic z tych rzeczy. Miałem mu za złe to, że się odcinał, kiedy powinien pozwolić sobie pomóc. To już nie była tylko i wyłącznie jego sprawa, tylko nasza sprawa.