Sebastian nie przepadał za spóźnianiem się, za spóźnialskimi i dlatego sam starał się nie spóźniać. Dopuszczał spóźnienie się z przyczyn niezależnych od niego, bo na pewne rzeczy nie miał najmniejszego wpływu. Wiedząc o tym, że jego siostra planuje jeszcze wybrać się na zakupy, zastanawiał się nad tym, czy powinien być punktualnie czy będzie czekać na tę kobietę godzinę, dwie albo nawet trzy. Po własnej żonie wiedział, że jak ona szła na typowo kobiece zakupy to potrafiła spędzić na nich naprawdę sporo czasu. Jak on wybierał się na zakupy, chociażby z potrzeby zakupienia odpowiedniego elementu ubioru, to poświęcał na to niezbędne minimum. Cały ten czas można było lepiej spożytkować.
Sebastian o umówionej godzinie stanął pod drzwiami mieszkania siostry, zamierzając czekać nie więcej niż piętnaście minut, jeśli okazałoby się, że nie zastałby czarownicy w zamieszkiwanych przez nią czterech kątach. Po naciśnięciu dzwonka do drzwi wydawało mu się, że zza nich dociera do niego słabe echo kroków. Mimowolnie uniósł jedną z brwi, widząc siostrę uśmiechającą się przepraszająco, z ręcznikiem na głowie.
— Witaj, siostro. — Przywitał swoją siostrę z ciepłym, wręcz pobłażliwym uśmiechem. Wszedł do środka, rozglądając się w poszukiwaniu zmian w znanym sobie otoczeniu. Skierował się od razu do kuchni po to aby wziąć dla siebie butelkę ciemnego piwa i schłodzić ją za pomocą magii. — Ode mnie dostaniesz nawet piętnaście minut. — Zwrócił się z cichym westchnięciem do niej, po czym upił pierwszy łyk piwa ze szklanego kufla.
— Vero, co się stało? — Zawołał słysząc to przekleństwo i pełen przerażenia głos siostry. Gdyby była jego bratem to z miejsca przekroczył próg łazienki, ale zdecydowanie nie powinien robić tego w przypadku siostry, która mogła uświadczyć w tym momencie jednego z typowo kobiecych problemów.