05.05.2024, 00:28 ✶
Wypłynęły słowa z ust Flynna wartkim potokiem, jak gdybym zaklął jego język... A może ujarzmiał dziką bestię? Cokolwiek miało miejsce, w końcu się zakończyło pięcioma głośnymi uderzeniami, z czego cztery pozostawiły po sobie wgniecenia. Nie widziałem tych wgnieceń, bo w głowie miałem pustkę, kiedy próbowałem sobie poukładać to, co działo się z Flynnem. To było coś nowego, coś innego, ale jednocześnie takiego samego... i też starego? Bo potrafiłem odnaleźć w tej furii zagubionego chłopaka, który najchętniej ukryłby się w moich ramionach, pod warstwą kołdry i tym samym zniknął z widoku tego świata. Tak dla niego ciężkiego do życia.
Wciąż drżałem, wciąż czułem dyskomfort, bo nie przepadałem za wymuszaniem czegokolwiek, unoszeniem głosu, przeklinaniem czy w końcu również za aktami przemocy, ale to była reakcja, coś się działo, coś innego niż zwykle, która również ostudziła nieco moje plany, plany, do których wolałem nie podchodzić, bo obawiałem się, że z dwóch przedstawionych opcji, Flynn wybrałby tę rujnującą mnie doszczętnie. Bynajmniej w sferze uczuciowej.
- Nigdy nie chciałeś tego, żeby twoje problemy były moimi problemami, ale są i tak już pozostanie, niezależnie od tego, czy będziesz unikał tematu, czy nie. Nie masz za co przepraszać, tylko traktuj mnie jak równego sobie, bo nie zamierzam stać z boku, a nawet gdzieś za sceną, zastanawiając się jak sobie radzisz... Możesz o tym zapomnieć - odparłem, właściwie już nie zastanawiając się, czy Flynn... albo Crow byłby w stanie zrobić mi krzywdę. Gdyby tak było, to jego pięść, zamiast na wozie Tempest, skończyłaby na mojej twarzy. Tak by było, bo byłem prowodyrem tego wybuchu emocji. Co prawda, jeszcze nie mogłem być pewny, czy to już koniec tej furii, ale wiele na to wskazywało.
- Biorę na siebie ryzyko bycia z tobą, ale nie oczekuj ode mnie, że będę chodził z transparentem i obwieszczał wszystkim wokół, że jestem twoim facetem. Są pewne normy społeczne, których musimy przestrzegać, przynajmniej utrzymywać pozory ich przestrzegania, bo już teraz jesteśmy w dupie z wynikami finansowymi... Jeszcze tego mi brakuje, żeby wybuchnęły skandale, żeby zaczęli nas wskazywać palcami i jeszcze pisać o nas w gazetach. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile nas kosztowała stłuczka z przeklętym Owenem... - wyjaśniłem, o co w tym wszystkim chodziło, bo najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, o ilu rzeczach musiałem myśleć jako Zarządca Cyrku. Może dumnie brzmiało i mogło wyglądać na nicnierobienie albo robienie wszystkiego i niczego, ale to było brzemię, które musiałem wziąć na swoje ramiona. Już koniec z głupimi wyskokami. Teraz to ja musiałem prostować głupie wyskoki innych.
- Wyobraź sobie, że jesteśmy małżeństwem. Że jestem mężem, a ty jesteś żoną... A te wszystkie biegające tu cwaniaki cyrkowe, to nasze dzieci... Trzeba o nie dbać, Flynn. To nie jest żadne oszustwo, tylko prawdziwe życie. Ja, ty, te wszystkie pociechy wokół. Fajnie-pięknie, kiedy mogą sobie ubić świniaka i poświętować nadejście lata, ale to może się skończyć, jeśli nie będę ostrożny i odpowiedzialny... Gdybyś również był ostrożny i odpowiedzialny jako moja małżonka, to by mi bardzo pomogło. Gdybyś mi opowiadał o wkurwiających cię baronach Nokturnu... To również byłby pomocne - zauważyłem, nieco schodząc z tonu, by w końcu również wyciągnąć zapraszającą dłoń w kierunku Crowa. W kierunku tej dłoni, którą jeszcze chwilę temu niszczył mienie cyrku. Tym samym gestem akceptowałem to, co miało miejsce, i zapraszałem do przytulenia...?
Wciąż drżałem, wciąż czułem dyskomfort, bo nie przepadałem za wymuszaniem czegokolwiek, unoszeniem głosu, przeklinaniem czy w końcu również za aktami przemocy, ale to była reakcja, coś się działo, coś innego niż zwykle, która również ostudziła nieco moje plany, plany, do których wolałem nie podchodzić, bo obawiałem się, że z dwóch przedstawionych opcji, Flynn wybrałby tę rujnującą mnie doszczętnie. Bynajmniej w sferze uczuciowej.
- Nigdy nie chciałeś tego, żeby twoje problemy były moimi problemami, ale są i tak już pozostanie, niezależnie od tego, czy będziesz unikał tematu, czy nie. Nie masz za co przepraszać, tylko traktuj mnie jak równego sobie, bo nie zamierzam stać z boku, a nawet gdzieś za sceną, zastanawiając się jak sobie radzisz... Możesz o tym zapomnieć - odparłem, właściwie już nie zastanawiając się, czy Flynn... albo Crow byłby w stanie zrobić mi krzywdę. Gdyby tak było, to jego pięść, zamiast na wozie Tempest, skończyłaby na mojej twarzy. Tak by było, bo byłem prowodyrem tego wybuchu emocji. Co prawda, jeszcze nie mogłem być pewny, czy to już koniec tej furii, ale wiele na to wskazywało.
- Biorę na siebie ryzyko bycia z tobą, ale nie oczekuj ode mnie, że będę chodził z transparentem i obwieszczał wszystkim wokół, że jestem twoim facetem. Są pewne normy społeczne, których musimy przestrzegać, przynajmniej utrzymywać pozory ich przestrzegania, bo już teraz jesteśmy w dupie z wynikami finansowymi... Jeszcze tego mi brakuje, żeby wybuchnęły skandale, żeby zaczęli nas wskazywać palcami i jeszcze pisać o nas w gazetach. Pewnie nawet nie zdajesz sobie sprawy, ile nas kosztowała stłuczka z przeklętym Owenem... - wyjaśniłem, o co w tym wszystkim chodziło, bo najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy, o ilu rzeczach musiałem myśleć jako Zarządca Cyrku. Może dumnie brzmiało i mogło wyglądać na nicnierobienie albo robienie wszystkiego i niczego, ale to było brzemię, które musiałem wziąć na swoje ramiona. Już koniec z głupimi wyskokami. Teraz to ja musiałem prostować głupie wyskoki innych.
- Wyobraź sobie, że jesteśmy małżeństwem. Że jestem mężem, a ty jesteś żoną... A te wszystkie biegające tu cwaniaki cyrkowe, to nasze dzieci... Trzeba o nie dbać, Flynn. To nie jest żadne oszustwo, tylko prawdziwe życie. Ja, ty, te wszystkie pociechy wokół. Fajnie-pięknie, kiedy mogą sobie ubić świniaka i poświętować nadejście lata, ale to może się skończyć, jeśli nie będę ostrożny i odpowiedzialny... Gdybyś również był ostrożny i odpowiedzialny jako moja małżonka, to by mi bardzo pomogło. Gdybyś mi opowiadał o wkurwiających cię baronach Nokturnu... To również byłby pomocne - zauważyłem, nieco schodząc z tonu, by w końcu również wyciągnąć zapraszającą dłoń w kierunku Crowa. W kierunku tej dłoni, którą jeszcze chwilę temu niszczył mienie cyrku. Tym samym gestem akceptowałem to, co miało miejsce, i zapraszałem do przytulenia...?