05.05.2024, 11:24 ✶
– No dobrze. W takim razie może rzeczywiście nie jesteśmy jeszcze skazani na świat bez tego słynnego miecza – Dalej jednak był przekonany, że gdyby ktoś miałby go zniszczyć to byłaby to właśnie Brenna. I chyba myślał o tym jako pewnego rodzaju bardzo dziwny komplement. W końcu nie byłoby to łatwe zadanie, ale on wierzył, że byłaby w stanie tego dokonać.
– Hm... – Na komentarz o złocie spojrzał na nią jakoś uważniej, mrużąc lekko oczy, w głowie próbując sobie wyobrazić Brennę w złotych ozdobach innych, niż podejrzane plamy po nekromantycznej magii. – Możliwe, że możesz mieć rację. Ale postaraj się nie dostać nigdy klątwą złota, ani niczym takim. – Niestety nie mial zlotych bandaży, którymi mógł jej unieruchomić palce, gdy wreszcie stąd wyjdą.
– W sumie racja. W takim razie może rzeczywiście na początku byli prawdziwymi przyjaciółmi – Chyba, że Tiara nieco podkoloryzowywała rzeczywistość I... Co on się uparł na tę fałszywe przyjaźnie dla korzyści? Przecież oni wszyscy chyba chcieli załoszkołę szkołę. I dzięki Merlinowi za to bo oszalałby w edukacji domowej.
Tym razem sam spoważniał. Wszystko z powodu czystej krwi. Wbił spojrzenie w karty, jakby nagle zobaczył w nich coś bardzo ciekawego.
– Tak. To naprawdę okropne – przyznał jej rację, starając się za dużo w obecnej chwili o tym nie myśleć.
– Wiele osób nie potrafi usiedzieć w miejscu, a nie dostają potrójnymi klątwami – zauważył. Sam może nie był zbyt aktywny z wiadomych powodów, ale był prawie pewien, że gdyby był, to nie ściągałby na siebie takich problemów.
Na słowa o propagandzie Prewettów uśmiech powrócił mu na twarz. No cóż, niektórzy ich znali, a wciąż potrafili się nabrać.
– Dobrze dla ciebie, gorzej dla nas– zażartował. – Ale przecież sama miałaś dobre karty, więc może innym razem miałabyś szansę.
Niby wygrał i dostał odpowiedzi na pytania, a jednak czuł się jakby przegrał właśnie jakąś część własnej poczytalności.
– Chatka na kurzej nodze ze staruszka, która próbowała wsadzić cię do pieca? – Musiał się upewnić czy dobrze usłyszał. Niestety słuch miał dobry i się nie przesłyszał. – I jeszcze prawie utonełaś w bagnie? – To akurat brzmiało typowo na ile zdążył już ją poznać. Ale kurza chatka na nodze? – A więc jednak można pisać też o tobie pisać powieści przygodowe, a nie tylko prace naukowe. – A jeśli będzie się znowu kłócić, że byłaby tylko postacią drugoplanową, to chyba zabierze jej różdżkę i spróbuje znowu wyczarować galaretowaty palec, by go w nią rzucić.
Pukanie.
– Halo? Jest tam ktoś? Chyba słyszałem jakieś głosy – Basilius spojrzał się na Brennę z radością w oczach. Octavian. To chyba był Octavian. Ktoś przyszedł ich uratować. Nie zostaną tu na zawsze.
– Hm... – Na komentarz o złocie spojrzał na nią jakoś uważniej, mrużąc lekko oczy, w głowie próbując sobie wyobrazić Brennę w złotych ozdobach innych, niż podejrzane plamy po nekromantycznej magii. – Możliwe, że możesz mieć rację. Ale postaraj się nie dostać nigdy klątwą złota, ani niczym takim. – Niestety nie mial zlotych bandaży, którymi mógł jej unieruchomić palce, gdy wreszcie stąd wyjdą.
– W sumie racja. W takim razie może rzeczywiście na początku byli prawdziwymi przyjaciółmi – Chyba, że Tiara nieco podkoloryzowywała rzeczywistość I... Co on się uparł na tę fałszywe przyjaźnie dla korzyści? Przecież oni wszyscy chyba chcieli załoszkołę szkołę. I dzięki Merlinowi za to bo oszalałby w edukacji domowej.
Tym razem sam spoważniał. Wszystko z powodu czystej krwi. Wbił spojrzenie w karty, jakby nagle zobaczył w nich coś bardzo ciekawego.
– Tak. To naprawdę okropne – przyznał jej rację, starając się za dużo w obecnej chwili o tym nie myśleć.
– Wiele osób nie potrafi usiedzieć w miejscu, a nie dostają potrójnymi klątwami – zauważył. Sam może nie był zbyt aktywny z wiadomych powodów, ale był prawie pewien, że gdyby był, to nie ściągałby na siebie takich problemów.
Na słowa o propagandzie Prewettów uśmiech powrócił mu na twarz. No cóż, niektórzy ich znali, a wciąż potrafili się nabrać.
– Dobrze dla ciebie, gorzej dla nas– zażartował. – Ale przecież sama miałaś dobre karty, więc może innym razem miałabyś szansę.
Niby wygrał i dostał odpowiedzi na pytania, a jednak czuł się jakby przegrał właśnie jakąś część własnej poczytalności.
– Chatka na kurzej nodze ze staruszka, która próbowała wsadzić cię do pieca? – Musiał się upewnić czy dobrze usłyszał. Niestety słuch miał dobry i się nie przesłyszał. – I jeszcze prawie utonełaś w bagnie? – To akurat brzmiało typowo na ile zdążył już ją poznać. Ale kurza chatka na nodze? – A więc jednak można pisać też o tobie pisać powieści przygodowe, a nie tylko prace naukowe. – A jeśli będzie się znowu kłócić, że byłaby tylko postacią drugoplanową, to chyba zabierze jej różdżkę i spróbuje znowu wyczarować galaretowaty palec, by go w nią rzucić.
Pukanie.
– Halo? Jest tam ktoś? Chyba słyszałem jakieś głosy – Basilius spojrzał się na Brennę z radością w oczach. Octavian. To chyba był Octavian. Ktoś przyszedł ich uratować. Nie zostaną tu na zawsze.