05.05.2024, 17:02 ✶
Flynn skinął głową, a ja za to swoją pokręciłem. Kompletnie nie o to mi chodziło. Wcale mnie nie słuchał, tak naprawdę oddając się własnym, wewnętrznym, skrycie zamkniętym przed światem, myślom. Jeden czort wiedział, co tam sobie ubzdurał w głowie, a ja nie chciałem tego wiedzieć, bo coś czułem, że spokojnego wieczoru byśmy nie mieli, gdyby to wypłynęło. I to właśnie przez to, przez takie myślenie, były między nami niedopowiedzenia, bo pewnych rzeczy unikałem, zamiast stawić im czoło. Nie mogłem cale życie klepać pobłażliwie Flynna po głowie, jeśli chciałem, żeby coś w naszym życiu uległo zmianie. Tylko że jednocześnie bałem się, że w każdym kolejnym momencie mogę go zranić, sprawić, że obróci się napięcie i stąd sobie pójdzie. Jedna Bogini Matka wiedziała gdzie! ...i jeszcze zapewne nie wróci, a nie o to mi przecież chodziło.
Na razie jednak objął mnie ramionami, więc nie uciekał, nie zamierzał nigdzie się skryć. Ewentualnie w moich ramionach. I dobrze. To mi odpowiadało.
- Nie płacz, nie przepraszaj - poprawiłem go ponownie, wyciągając swoje dłonie w kierunku jego twarzy, by zetrzeć z niej swoimi palcami resztę łez. Te, których nie starł za pierwszym razem. Serce mi się krajało, kiedy widziałem go w takim załamaniu. Próbowałem być delikatny, jakoś do niego dotrzeć okrężną drogą, ale najwyraźniej nic nie mogło załatać w żaden sposób myśli, w których tak bardzo siebie nienawidził. - Jesteś silniejszy od tego zła, które widzisz w sobie. Jesteś dobrym człowiekiem. Jak każdy z nas tutaj. Również o nas dbasz, a my dbamy o ciebie. Jesteśmy jedną drużyną, jedną rodziną, jednym organizmem. Nie ma podziału na ciebie i na nas, rozumiesz? Widzisz to? - zapytałem go, bo nie byłem pewny, czy w tej chwili jest w stanie słuchać moich wywodów czy też dostatecznie się na nich skupić. Zmusiłem go żeby na mnie spojrzał, uniosłem swoimi dłońmi nieco jego twarz by zobaczyć te załzawione oczęta.
- Powiesz mi to, opowiesz mi bez eliksiru. Dasz radę to zrobić, bo w ciebie wierzę, Flynn. Żadnych wspomagaczy. Tylko ty i ja, rozumiemy się? - właściwie rozkazałem i zapytałem dla pewności, czy instrukcje były jasne. Wpatrywałem się w niego poważnie, z przekonaniem. Czasami trzeba było te pióra odpowiednio ułożyć by nie były nastroszone ze strachu czy z powodu agresji, tylko ładnie gładko przylegały do skóry, perfekcyjnie przygotowane do lotu. To jak? Polecisz? Czy cię popchnąć?
Na razie jednak objął mnie ramionami, więc nie uciekał, nie zamierzał nigdzie się skryć. Ewentualnie w moich ramionach. I dobrze. To mi odpowiadało.
- Nie płacz, nie przepraszaj - poprawiłem go ponownie, wyciągając swoje dłonie w kierunku jego twarzy, by zetrzeć z niej swoimi palcami resztę łez. Te, których nie starł za pierwszym razem. Serce mi się krajało, kiedy widziałem go w takim załamaniu. Próbowałem być delikatny, jakoś do niego dotrzeć okrężną drogą, ale najwyraźniej nic nie mogło załatać w żaden sposób myśli, w których tak bardzo siebie nienawidził. - Jesteś silniejszy od tego zła, które widzisz w sobie. Jesteś dobrym człowiekiem. Jak każdy z nas tutaj. Również o nas dbasz, a my dbamy o ciebie. Jesteśmy jedną drużyną, jedną rodziną, jednym organizmem. Nie ma podziału na ciebie i na nas, rozumiesz? Widzisz to? - zapytałem go, bo nie byłem pewny, czy w tej chwili jest w stanie słuchać moich wywodów czy też dostatecznie się na nich skupić. Zmusiłem go żeby na mnie spojrzał, uniosłem swoimi dłońmi nieco jego twarz by zobaczyć te załzawione oczęta.
- Powiesz mi to, opowiesz mi bez eliksiru. Dasz radę to zrobić, bo w ciebie wierzę, Flynn. Żadnych wspomagaczy. Tylko ty i ja, rozumiemy się? - właściwie rozkazałem i zapytałem dla pewności, czy instrukcje były jasne. Wpatrywałem się w niego poważnie, z przekonaniem. Czasami trzeba było te pióra odpowiednio ułożyć by nie były nastroszone ze strachu czy z powodu agresji, tylko ładnie gładko przylegały do skóry, perfekcyjnie przygotowane do lotu. To jak? Polecisz? Czy cię popchnąć?