05.05.2024, 17:54 ✶
Icarus milczał, dźwigając Laurenta i udając, że wcale nie czuł ciężaru. Cóż, on nie miał żadnej wymówki dla kiepskiej formy. A czy spodziewał się czegoś innego od swojego kuzyna? Nie. Żywe trupy wydawały mu się normalną rzeczą w życiu Laurenta. Icarus słyszał tak wiele epickich historii o jego dokonaniach, że zastanawiał się, czy czasem Laurent miewał nudne dni za biurkiem, kiedy cały dzień porządkował papiery. Trudno było wyobrazić sobie go przy takim absolutnie normalnym zajęciu. No i takie były tego konsekwencje.
Prawdę mówiąc, Icarus nie potępiał jakoś specjalnie wyczynów kuzyna. Nie żeby sam by chciał się czymś takim zajmować, ale jako były historyk wiedział, że bez poszukiwaczy przygód ludzkość by nic nie zdziałała. Potrzebne były takie narwane jednostki, dla dobra świata. A już w rękach Basiliusa było, żeby takich leczyć.
- Nie wiem, czy mój głos ma tu jakieś szczególne znaczenie, ale proszę cię, żebyś został aż wydobrzejesz - odparł, po czym nachylił się bliżej Laurenta, żeby Basilius go nie usłyszał. - Jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, zrób to dla Basiliusa. Dla jego spokoju, okej?
Lepiej było Basiliusa nie stresować. W swoim życiu Icarus był świadkiem kilku ataków choroby u swojego brata i wolał tego uniknąć. I nie chodziło tylko o troskę, ale też częściowo o fakt, że zostałby wtedy sam z krwawiącym obficie Laurentem. A to by była naprawdę beznadziejna sytuacja.
Usadził Laurenta na tapczanie w gabinecie Basiliusa. Od zapachu krwi trochę się Icarusowi kręciło w głowie, ale dołączyła do tego też adrenalina, która trochę stłumiła jego mdłości.
- To co cię ściągnęło na taki statek? Szukałeś skarbu piratów? - spytał względnie spokojnie. I nawet bez sarkazmu. W sumie, gdyby dostał taki historyczny artefakt... Nie. Nie był już historykiem. Bez ojca u boku, środowisko naukowe zjadłoby go i wypluło kości. To nie było coś, w co znowu się zamierzał pakować.
Prawdę mówiąc, Icarus nie potępiał jakoś specjalnie wyczynów kuzyna. Nie żeby sam by chciał się czymś takim zajmować, ale jako były historyk wiedział, że bez poszukiwaczy przygód ludzkość by nic nie zdziałała. Potrzebne były takie narwane jednostki, dla dobra świata. A już w rękach Basiliusa było, żeby takich leczyć.
- Nie wiem, czy mój głos ma tu jakieś szczególne znaczenie, ale proszę cię, żebyś został aż wydobrzejesz - odparł, po czym nachylił się bliżej Laurenta, żeby Basilius go nie usłyszał. - Jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, zrób to dla Basiliusa. Dla jego spokoju, okej?
Lepiej było Basiliusa nie stresować. W swoim życiu Icarus był świadkiem kilku ataków choroby u swojego brata i wolał tego uniknąć. I nie chodziło tylko o troskę, ale też częściowo o fakt, że zostałby wtedy sam z krwawiącym obficie Laurentem. A to by była naprawdę beznadziejna sytuacja.
Usadził Laurenta na tapczanie w gabinecie Basiliusa. Od zapachu krwi trochę się Icarusowi kręciło w głowie, ale dołączyła do tego też adrenalina, która trochę stłumiła jego mdłości.
- To co cię ściągnęło na taki statek? Szukałeś skarbu piratów? - spytał względnie spokojnie. I nawet bez sarkazmu. W sumie, gdyby dostał taki historyczny artefakt... Nie. Nie był już historykiem. Bez ojca u boku, środowisko naukowe zjadłoby go i wypluło kości. To nie było coś, w co znowu się zamierzał pakować.