21.12.2022, 21:52 ✶
Lyssa obdarzyła swojego rozmówcę delikatnym uśmiechem, który zdawał się kryć w sobie pewną dozę pobłażliwości. Prowadzona przez niego historia wilej bohaterki wydawała się... miła, chociaż jak na jej gusta zbyt delikatna i wpisująca się w ramy literatury wagonowej, za którą niekoniecznie przepadała. Nie była jednak pewna, czy był to odpowiedni moment na zwroty akcji.
- Muszę utkać smugi wieczornej mgły, dzięki czemu odzyskam swoje mgliste szaty. Wczesać we włosy promienie pełnego księżyca, by odzyskały swój dawny blask. Ostatnie co muszę zrobić to uwarzyć eliksir ze śpiewu łabędzia, tańca obłoków i gwiezdnego pyłu by móc znowu zmieniać się w zwierzęta i odzyskać dawny blask w tej postaci - zakończyła wreszcie swoje bajanie z lekkim uśmiechem wciąż przyklejonym do twarzy, teraz jednak nieco bardziej zdeterminowanym wobec tak wyraźnego celu jej postaci.
Zaśmiała się krótko, widząc jego teatralnie zamaszysty ukłon i wyciągniętą ku niej rękę. Tę przyjęła chętnie i bez oporów, szybkim krokiem skracając ku niemu dystans by ułatwić dalsze ciągnięcie tej sceny i faktyczne tańce. Co prawda stan Darcy'ego i omszałe podłoże, pełne nierówności i potencjalnych dziur, niekoniecznie sprzyjało poprawnemu realizowaniu form tanecznych, ale pozostawało jej mieć nadzieję, że nic strasznego się nie stanie.
- Co zaś się tyczy nieszczęśników... Kiedy uzurpatorki stracą swój czar, ten rzucony przez nie sam pryśnie. Każdą próbę jednak, muszę przypieczętować zabierając im to, co dla nich najdroższe. Muszą zapłacić za swoje oszustwo i złamane obietnice - rozżaliła się nieco, jednak w tym żalu wciąż pobłyskiwała odrobina złości. Nagle szeroko pojęte artystyczne aspekty Beauxbatons okazywały się niezwykle przydatne, jeśli chodziło o chociażby stwarzanie pozorów zaangażowania w tę opowiastkę czy głębszego wczuwania się w postać, którą zdawała się reprezentować. Co prawda prawdziwa wila, której ktoś skradł jej magię, pewnie rozszarpałaby takich delikwentów na strzępy, jednak takie historie nie wyglądały na coś, co znajdujący się przed nią młodzieniec chciałby słyszeć.
- Muszę utkać smugi wieczornej mgły, dzięki czemu odzyskam swoje mgliste szaty. Wczesać we włosy promienie pełnego księżyca, by odzyskały swój dawny blask. Ostatnie co muszę zrobić to uwarzyć eliksir ze śpiewu łabędzia, tańca obłoków i gwiezdnego pyłu by móc znowu zmieniać się w zwierzęta i odzyskać dawny blask w tej postaci - zakończyła wreszcie swoje bajanie z lekkim uśmiechem wciąż przyklejonym do twarzy, teraz jednak nieco bardziej zdeterminowanym wobec tak wyraźnego celu jej postaci.
Zaśmiała się krótko, widząc jego teatralnie zamaszysty ukłon i wyciągniętą ku niej rękę. Tę przyjęła chętnie i bez oporów, szybkim krokiem skracając ku niemu dystans by ułatwić dalsze ciągnięcie tej sceny i faktyczne tańce. Co prawda stan Darcy'ego i omszałe podłoże, pełne nierówności i potencjalnych dziur, niekoniecznie sprzyjało poprawnemu realizowaniu form tanecznych, ale pozostawało jej mieć nadzieję, że nic strasznego się nie stanie.
- Co zaś się tyczy nieszczęśników... Kiedy uzurpatorki stracą swój czar, ten rzucony przez nie sam pryśnie. Każdą próbę jednak, muszę przypieczętować zabierając im to, co dla nich najdroższe. Muszą zapłacić za swoje oszustwo i złamane obietnice - rozżaliła się nieco, jednak w tym żalu wciąż pobłyskiwała odrobina złości. Nagle szeroko pojęte artystyczne aspekty Beauxbatons okazywały się niezwykle przydatne, jeśli chodziło o chociażby stwarzanie pozorów zaangażowania w tę opowiastkę czy głębszego wczuwania się w postać, którą zdawała się reprezentować. Co prawda prawdziwa wila, której ktoś skradł jej magię, pewnie rozszarpałaby takich delikwentów na strzępy, jednak takie historie nie wyglądały na coś, co znajdujący się przed nią młodzieniec chciałby słyszeć.