05.05.2024, 18:36 ✶
Biblioteczny regał w bibliotece Juliusów spada wprost na Brennę, a ona upada, uderza głową o kant biurka.
Erik stacza się ze schodów, wiodących z piętra do salonu, długa podróż w dół: aż dwadzieścia stopni.
Millie Moody tonie w jeziorze. Nie. W stawie. Stawie, od którego nazwę wzięła posiadłość Juliusów.
Patrick Steward schodzi po stopniach gdzieś w ciemność. W ciemności czyhała śmierć.
Poręcz schodów pęka pod ręką Morpheusa i…
Prychnęła sceptycznie, gdy Morpheus opowiedział jej o domniemanym losie Estelli:
– Znaleźli szczątki i uznali... to nie brzmi dla mnie jak cokolwiek pewnego. – W jej głowie klątwa nabierała całkiem ludzkich kształtów. Kobiecych. Klątwie było na imię Estella, która nie lubiła innych mieszkańców domu, a samej nie chciała w nim mieszkać. To brzmiało jak dobry motyw do zabijania ludzi. W końcu miała okazję ostatnio zrobić całkiem niezły research na ten temat w Lecznicy Dusz.
– Obraz jest martwy? Obrazy mogą być martwe? Kto w ogóle jest na tamtym obrazie? Kim jest ta kobieta? – była też ciekawa, czy obraz mógł sobie postanowić, że przestaje się ruszać i wpuszczać kogokolwiek z zewnątrz. To byłoby ciekawe podwójnie, bo ta piękna dama mogła być po prostu niemym świadkiem walki z boginami. Mogła doskonale wiedzieć, że boginy tam są. Mogła wiedzieć też kto zrzucił regał ponieważ...
... Morpheus śnił o schodach i regale, ona o stawie, a w opowieści dziewczyneczki regał się nie pojawił. Dla Millie tam od razu zajaśniał znak równości – Genevieve musiała umrzeć właśnie tak. Wypadało jednak zapytać, może zdążyła nim dziewczynka umknęła:
– Ej, a Genevieve i Guinevre jak umarły? I w ogóle gdzie jest Twoja siostra? Gdzie można Was znaleźć skoro nie w bibliotece? – rzuciła, całkowicie już obudzona.
Jaka klątwa - nadcięte poręcze i dobrze rzucone uroki, ot co!
Jeśli tylko portret znów stał się pusty, spojrzała na Morpheusa lśniącymi złotymi oczami.
– Dobra, no to idziemy do biblioteki, ta pizda na pewno powie nam kto oberwał z regału. Trzeba obczaić ten portret a Ty mi powiesz skąd wiedziałeś jak ten dzieciak miał na imię. – wyciągnęła się by z hałdy ciuchów wyciągnąć luźny czarny dres. Tym razem nie był kradziony. – I nie dotykamy balustrad. Musimy dorwać tę klątwę ciekawa jestem czy się tu odważyła szlajać, jak tyle osób jest w środku. Kurwa, trzeba było ustawić glify alarmowe na wejściu.
Erik stacza się ze schodów, wiodących z piętra do salonu, długa podróż w dół: aż dwadzieścia stopni.
Millie Moody tonie w jeziorze. Nie. W stawie. Stawie, od którego nazwę wzięła posiadłość Juliusów.
Patrick Steward schodzi po stopniach gdzieś w ciemność. W ciemności czyhała śmierć.
Poręcz schodów pęka pod ręką Morpheusa i…
Prychnęła sceptycznie, gdy Morpheus opowiedział jej o domniemanym losie Estelli:
– Znaleźli szczątki i uznali... to nie brzmi dla mnie jak cokolwiek pewnego. – W jej głowie klątwa nabierała całkiem ludzkich kształtów. Kobiecych. Klątwie było na imię Estella, która nie lubiła innych mieszkańców domu, a samej nie chciała w nim mieszkać. To brzmiało jak dobry motyw do zabijania ludzi. W końcu miała okazję ostatnio zrobić całkiem niezły research na ten temat w Lecznicy Dusz.
– Obraz jest martwy? Obrazy mogą być martwe? Kto w ogóle jest na tamtym obrazie? Kim jest ta kobieta? – była też ciekawa, czy obraz mógł sobie postanowić, że przestaje się ruszać i wpuszczać kogokolwiek z zewnątrz. To byłoby ciekawe podwójnie, bo ta piękna dama mogła być po prostu niemym świadkiem walki z boginami. Mogła doskonale wiedzieć, że boginy tam są. Mogła wiedzieć też kto zrzucił regał ponieważ...
... Morpheus śnił o schodach i regale, ona o stawie, a w opowieści dziewczyneczki regał się nie pojawił. Dla Millie tam od razu zajaśniał znak równości – Genevieve musiała umrzeć właśnie tak. Wypadało jednak zapytać, może zdążyła nim dziewczynka umknęła:
– Ej, a Genevieve i Guinevre jak umarły? I w ogóle gdzie jest Twoja siostra? Gdzie można Was znaleźć skoro nie w bibliotece? – rzuciła, całkowicie już obudzona.
Jaka klątwa - nadcięte poręcze i dobrze rzucone uroki, ot co!
Jeśli tylko portret znów stał się pusty, spojrzała na Morpheusa lśniącymi złotymi oczami.
– Dobra, no to idziemy do biblioteki, ta pizda na pewno powie nam kto oberwał z regału. Trzeba obczaić ten portret a Ty mi powiesz skąd wiedziałeś jak ten dzieciak miał na imię. – wyciągnęła się by z hałdy ciuchów wyciągnąć luźny czarny dres. Tym razem nie był kradziony. – I nie dotykamy balustrad. Musimy dorwać tę klątwę ciekawa jestem czy się tu odważyła szlajać, jak tyle osób jest w środku. Kurwa, trzeba było ustawić glify alarmowe na wejściu.