Gdyby obaj wiedzieli, że niezawodna dotąd winda Ministerstwa spłata im takiego figla, i to akurat w momencie, gdy obaj woleliby jak najszybciej załatwić sprawy, z którymi pojawili się w Ministerstwie, i wrócić do domów, z pewnością wybraliby schody. Dotarcie na odpowiednie piętra z pewnością zajęłoby im więcej czasu, niż przy użyciu działającej windy, ale nie musieliby przynajmniej denerwować się usterką, która mogła, ale również mogła nie zostać wcześniej zgłoszona. Nie musieliby się denerwować, że zepsuta winda nie została wyłączona z użytku i akurat oni musieli na nią trafić. I gdyby zacięła się pomiędzy piętrami, jeszcze mogliby spróbować otworzyć ją siłą i wyjść w innym miejscu, z którego, już schodami, mogliby przejść do odpowiednich Departamentów. Ale ta musiała zatrzymać się w miejscu, w którym nawet otwarcie drzwi rękoma nie dałoby nic. Nikolai zaklął w ojczystym języku i również wyciągnął różdżkę, z której końca wydobyło się jasne światło.
Uniósł brew, kolejny raz zerkając na czarodzieja. Na boisku Quidditcha? Nie, Nikolai nie miał do tej pory okazji oglądać meczów na żywo. Prasa? Hm... Czyżby to jego twarz uśmiechała się ze zdjęcia w gazecie, którą tak często przeglądał jego stryj? Bankiet? Nah...
Oho... Czyżby uraził gwiazdę?
-Proszę wybaczyć, że nie skaczę z entuzjazmu, ale nie jestem największym fanem Quidditcha, tak więc członkowie drużyn nie są mi znani. Latanie na wyrwanym drzewku nie było wygodne samo w sobie, a co dopiero jeszcze latać za piłkami... Och, przepraszam. Tutaj używacie mioteł - poprawił się szybko.
W sumie zaciekawiło go, czy ten mężczyzna, skoro był członkiem drużyny Quidditcha, miał kiedykolwiek okazję grać przeciw drużynie z Rosji... Czy wtedy Rosjanom udostępniono miotły, czy podczas gdy również latali na drzewach? Jak zareagowali na to Anglicy? W sumie powinien o to zapytać stryja. Vladimir interesował się Quidditchem bardziej, niż on.
-Co pan proponuje? Alohomora nic tu nie da, a jeśli rozwalimy daszek i uszkodzimy mechanizm, kto wie, czy nie spadniemy? - oczywiście jemu również nie w smak było wołanie i czekanie, aż ktoś ich usłyszy i spróbuje ich uwolnić, ale plan, który miałby większą szansę ich zranić, niż im pomóc, nie był dobrym planem. A jeszcze nie wiedział, jaki plan tworzył się w głowie drugiego czarodzieja, który był od niego starszy, a przez to również powinien być mądrzejszy, więc powinien go posłuchać.