05.05.2024, 19:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.05.2024, 19:14 przez Sebastian Macmillan.)
— Powiedziałaś, że co wyciągnął? — powtórzył za Trelawneyem grobowym tonem.
Już i tak skwaszone rysy twarzy Sebastian tylko bardziej się pogłębiły, gdy czarodziej wspomniał o Brennie Longbottom. Auror, Brygadzistka i kryształowa czaszka. Co poniektórzy autorzy powieści kryminalnych mogliby na podstawie tych kilku słów-kluczy rozplanować sobie cały plan fabuły. Na pewno byłaby to bardzo poczytna książka, która sprzedałaby się w setkach, o ile nie tysiącach egzemplarzy w ''Esach i Floresach'' na Pokątnej.
Tyle że Sebastian aż nazbyt dobrze wiedział, jakie było pochodzenie artefaktu, który zagościł w wizji Peregrinusa. A biorąc pod uwagę, kto był zaangażowany w ostatnie takie znalezisko, miał również całkiem poważne podstawy do tego, aby domyślić się, kto był tajemniczym mężczyzną z wizji. Przełknął ślinę i zaczął krążyć wte i we wte. Na dary Matki, to wszystko robi się coraz bardziej skomplikowane, pomyślał, zadzierając co rusz głowę w górę, jakby w suficie czaiły się odpowiedzi na jego pytania.
— To musiała być Brenna Longbottom — potwierdził przypuszczenia swych towarzyszy, kiedy w końcu przestał krążyć po głównym pomieszczeniu chatki wakacyjnej Owena. — A czarodziej, którego widziałeś, to Patrick Steward. Auror z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. A skoro to oni wystąpili w twojej... wizji i znaleźli czaszkę, to obawiam się, że mamy do czynienia z czarną magią. Albo czarnoksięstwem, ale to w sumie na jedno wychodzi.
Westchnął ciężko, podchodząc do okna. Czemu to zawsze musieli być oni? Ministerstwo Magii miało dziesiątki pracowników, a jednak los zdawał się ściągać na te najniebezpieczniejsze ścieżki właśnie Longbottom i Stewarda. A teraz jeszcze wciągnęli to jego i wielu innych czarodziejów, którzy zostali wezwani do Windermere, aby pomóc w badaniu sprawy. Czy to mogło mieć coś wspólnego z czarnoksiężnikiem, jakiego próbowali wyśledzić jakiś czas temu?
— Parę miesięcy temu przynieśli mi do biura inną kryształową czaszkę — poinformował swych towarzyszy, co by wiedzieli, z czym być może będą musieli się zmierzyć. — Gdzieś na mokradłach zaczęła występować magiczna anomalia, która zaburzała magię teleportacyjną. Departament znalazł tam bodaj kilka trupów i czaszkę, w której zostały zamknięte dusze zmarłych. Jakiś mag zdalnie korzystał z ich energii, aby się wzmocnić. Na szczęście udało mi się odprawić dusze do domu, to jest do Limbo, więc odcięliśmy jego źródło... hmm... zasilania. Nie sądziłem, że może istnieć druga.
To chyba najbardziej go martwiło. Pokiwał głową na słowa Isaaca. Trzeba było znaleźć drogę do ruin.
Już i tak skwaszone rysy twarzy Sebastian tylko bardziej się pogłębiły, gdy czarodziej wspomniał o Brennie Longbottom. Auror, Brygadzistka i kryształowa czaszka. Co poniektórzy autorzy powieści kryminalnych mogliby na podstawie tych kilku słów-kluczy rozplanować sobie cały plan fabuły. Na pewno byłaby to bardzo poczytna książka, która sprzedałaby się w setkach, o ile nie tysiącach egzemplarzy w ''Esach i Floresach'' na Pokątnej.
Tyle że Sebastian aż nazbyt dobrze wiedział, jakie było pochodzenie artefaktu, który zagościł w wizji Peregrinusa. A biorąc pod uwagę, kto był zaangażowany w ostatnie takie znalezisko, miał również całkiem poważne podstawy do tego, aby domyślić się, kto był tajemniczym mężczyzną z wizji. Przełknął ślinę i zaczął krążyć wte i we wte. Na dary Matki, to wszystko robi się coraz bardziej skomplikowane, pomyślał, zadzierając co rusz głowę w górę, jakby w suficie czaiły się odpowiedzi na jego pytania.
— To musiała być Brenna Longbottom — potwierdził przypuszczenia swych towarzyszy, kiedy w końcu przestał krążyć po głównym pomieszczeniu chatki wakacyjnej Owena. — A czarodziej, którego widziałeś, to Patrick Steward. Auror z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. A skoro to oni wystąpili w twojej... wizji i znaleźli czaszkę, to obawiam się, że mamy do czynienia z czarną magią. Albo czarnoksięstwem, ale to w sumie na jedno wychodzi.
Westchnął ciężko, podchodząc do okna. Czemu to zawsze musieli być oni? Ministerstwo Magii miało dziesiątki pracowników, a jednak los zdawał się ściągać na te najniebezpieczniejsze ścieżki właśnie Longbottom i Stewarda. A teraz jeszcze wciągnęli to jego i wielu innych czarodziejów, którzy zostali wezwani do Windermere, aby pomóc w badaniu sprawy. Czy to mogło mieć coś wspólnego z czarnoksiężnikiem, jakiego próbowali wyśledzić jakiś czas temu?
— Parę miesięcy temu przynieśli mi do biura inną kryształową czaszkę — poinformował swych towarzyszy, co by wiedzieli, z czym być może będą musieli się zmierzyć. — Gdzieś na mokradłach zaczęła występować magiczna anomalia, która zaburzała magię teleportacyjną. Departament znalazł tam bodaj kilka trupów i czaszkę, w której zostały zamknięte dusze zmarłych. Jakiś mag zdalnie korzystał z ich energii, aby się wzmocnić. Na szczęście udało mi się odprawić dusze do domu, to jest do Limbo, więc odcięliśmy jego źródło... hmm... zasilania. Nie sądziłem, że może istnieć druga.
To chyba najbardziej go martwiło. Pokiwał głową na słowa Isaaca. Trzeba było znaleźć drogę do ruin.