Nie zamierzała mu łatwo odpuszczać. Przekonana o tym, że Aidan zabrnął ostatnim razem nieco zbyt daleko, chciała to odpowiednio wykorzystać. I tak trochę, odrobinę się nad nim poznęcać. Niech pierw Parkinson pokaże, że mu zależy. Niech pierw się trochę postara. Jemu nie zaszkodzi, a ona będzie... czuła satysfakcje? Albo coś podobnego. Cokolwiek. Chłopak sobie zasłużył.
Prawda była taka, że wbrew temu co Penny napisała w liście, Terry'ego pozbyła się sama. Przyjaciel nie oponował, być może uważając całą tą sytuacje za na tyle zabawną, żeby się do tego w pewnym stopniu przyłączyć. Zwłaszcza, że sam był całkiem sporym złośliwcem, czego świadomy musiał być każdy, kto choć raz w życiu miał okazje spotkać Trelawneya. Nie krył się z tym jakoś szczególnie...
- Miał jakieś rodzinne spotkanie, a że przy okazji pomieszały się nam daty dostaw... - usprawiedliwiła chłopaka, oczywiście ściemniając. Prawdy powiedzieć nie zamierzała. Planowała obstawać tutaj przy swoim. Twardo obstawać. - To jakieś 23 kartony. Kilka mniejszych, parę bardzo dużych. Sama ich nie przeniosę, a przez wzgląd na delikatną zawartość, nie powinniśmy korzystać z magii. Wolałabym, żeby nic nie uległo tutaj zniszczeniu. - wyraźnie podkreśliła to ostatnie, zapraszając zarazem Aidana na zaplecze, gdzie należało się do wszystkich tych kartonów dostać, poprzestawiać, rozpakować. Masa roboty. Masa roboty, którą wykonać miał Parkinson, podczas gdy Weasley będzie się temu wszystkiemu zwyczajnie przyglądała. Od czasu do czasu może jeszcze rzuci jakieś polecenie, wytyczne, zwróci uwagę na szczególik czy dwa. Taka tam norma.
Na zapleczu było mało miejsca. Spora część zastawiona kartonami. Regałami. Meblami. Ciężko było się poruszać. Komfort niewielki. I znów - można było to lepiej przygotować. Otworzyć jedno z pomieszczeń. Wykorzystać. Tak jak to robili z Terrym. O tym jednak Aiden nie wiedział. A samo pomieszczenie Penny oczywiście zasłoniła. Nie było teraz widać prowadzących do niego drzwi.
- Dasz sobie radę? Bo ja niestety muszę dzisiaj pilnie dokończyć bransoletkę dla pani Pettigrew. - poinformowała, wskazując na kolejne pomieszczenie, które akurat zasłonięte nie było. Zagracone również. Z niewielkiej pracowni byłaby w stanie na spokojnie obserwować Aidana przy pracy, zarazem udając, że sama jest zbyt zajęte, żeby z tym wszystkim mu pomóc.